Niektóre samochody sprzedają się w kilka dni. Inne czekają na swojego właściciela miesiącami. A są też takie, które mimo pięknej lini i solidnego wyposażenia nie znajdują nabywcy przez lata. Dokładnie taki przypadek dotyczy auta jednego z warszawskich dilerów, u którego od 2023 roku stoi czerwony kompakt marki premium DS. Samochód, który katalogowo kosztował 156 500 zł, dziś można kupić za 105 tys. zł. Jeszcze kilka tygodni temu cena wynosiła 120 tys. zł.
DS robi świetne wrażenie i jest bogato wyposażony
Dobre wyposażenie i ciekawy wygląd nie zawsze gwarantują szybką sprzedaż. Gdyby tak było, ten czerwony egzemplarz DS 4 dawno znalazłby nowego właściciela. To naprawdę bardzo ładne, nowoczesne i oryginalne auto, a mimo to od 2023 roku nie może doczekać się chętnego. We wrześniu kosztowało jeszcze 120 tys. zł po przecenie z 156 500 zł, ale to nic nie dało. Diler ma go najwyraźniej dość, bo najnowsza obniżka to kolejne 15 tys. zł mniej. Dziś można wyjechać nim z salonu wyjątkowo tanio.
Zobacz również
Co oferuje w tej cenie? Całkiem sporo. Oto wybrane elementy wyposażenia:
- wiele poduszek powietrznych, w tym boczne i kurtynowe
- tempomat
- 19-calowe felgi aluminiowe
- przednie światła LED
- dwustrefowa klimatyzacja automatyczna
- podłokietnik kierowcy
- filtr przeciwpyłkowy
- oświetlenie wnętrza LED
- Android Auto / Apple CarPlay
- kamera cofania
- asystent ruszania pod górę
- system SOS & Assistance
- elektryczne szyby przednie i tylne z funkcją zapobiegającą przytrzaśnięciu
- ekran dotykowy 10’’ HD
W 2023 roku takie auto kosztowało grubo ponad 150 tys. zł. Dziś diler przyjmie przelew na 105 tys. zł niemal z pocałowaniem ręki – a jestem przekonany, że po negocjacjach i 100 tys. zł mogłoby przejść. Auto ma 4,4 metra długości, więc nie jest małe, a do tego oferuje całkiem pojemny bagażnik: 430 litrów. Gdzie więc leży problem?

Ludzie boją się silnika. Mimo długiej gwarancji
Problem znajduje się pod maską. Tam pracuje silnik 1.2 PureTech o mocy 130 KM. Jednostka pali bardzo mało – około 6 l/100 km – i współpracuje z automatyczną skrzynią biegów. Ma wystarczające osiągi (9,7 s do setki). Jednak klienci pamiętają głośną aferę z paskiem rozrządu zanurzonym w kąpieli olejowej, który z czasem ulegał degradacji. Producent wprowadził poprawki, a nawet wydłużył gwarancję do 10 lat lub 180 tys. km. Zakładając, że liczy się ona od 2023 roku, i tak obowiązywać będzie do 2034 roku. Mimo to Polacy nadal mają obawy.

Konkurencja nie pomaga. Nawet Audi obniżyło ceny
Drugą sprawą jest to, jak zachowuje się konkurencja. Audi ostatnio wyraźnie obniżyło ceny modelu A3 – bezpośredniego rywala DS 4. Z salonu można dziś wyjechać za 106 500 zł, i to egzemplarzem z 2025 roku z silnikiem 1.5 pozbawionym burzliwej przeszłości. Co prawda A3 jest mniej oryginalne i ma mniejszy bagażnik (380 l), ale dla wielu klientów to nie problem. Z kolei nieco bardziej charakterystyczna Cupra Leon także zjechała z ceną i obecnie kosztuje niespełna 110 tys. zł.

Czy czerwone DS 4 wreszcie znajdzie właściciela?
Po ostatniej dużej obniżce szanse na sprzedaż wyraźnie wzrosły. Wciąż jednak mówimy o 105 tys. zł, a w tej cenie można już przebierać. Jeśli ten konkretny egzemplarz ci się podoba i jesteś w stanie zapomnieć o przeszłości silnika, po prostu zajrzyj do salonu i zaproponuj swoją cenę. Mam wrażenie, że diler marzy już tylko o tym, żeby w końcu się go pozbyć. Trzy lata w salonie to jednak zdecydowanie za długo.
Źródło: motofilm.pl






