Gdy w 1980 roku debiutowała pierwsza generacja Pandy, sprzedała się w liczbie 4,5 mln egzemplarzy. Ludzie po prostu docenili ekonomiczne, proste i praktyczne auto. Dziś na rynku istnieje jego nowa odsłona z ceną wynoszącą 72 300 zł. Pojawia się więc pytanie, czy może skutecznie rywalizować z budżetowymi markami z Chin oraz Europy czy Korei?
Fiat rzuca wyzwanie Dacii i Chińczykom, oferując naprawdę praktyczne auto
W segmencie B rzadko trafia się samochód z dużym bagażnikiem. Przykładowo MG3, przedstawiciel chińskiej motoryzacji, ma zaledwie 293 litry. Dacia Sandero, jeden z najchętniej kupowanych tanich modeli, oferuje 328 litrów. Fiat proponuje Grande Pandę z bagażnikiem o pojemności aż 412 litrów. Jest to wyjątkowo duża przestrzeń jak na auto o długości niecałych czterech metrów. Nawet znacznie droższa Skoda Kamiq pomieści mniej, bo 400 litrów.
Zobacz również
Warto zwrócić uwagę także na prześwit. Grande Panda stoi nad ziemią na wysokości 181 milimetrów, co pozwala swobodnie pokonywać wysokie krawężniki i inne miejskie przeszkody. To znacząco więcej niż w Sandero oraz MG3, które zapewniają odpowiednio 133 i 148 milimetrów. Szybko taka różnica wyjdzie w codziennym użytkowaniu.
W wyposażeniu pojawiają się zaskakujące braki
Podstawowa wersja Pop kosztuje 72 300 zł. Oferuje między innymi:
- komplet poduszek powietrznych obejmujący przednie, boczne i kurtynowe
- 16 calowe stalowe koła z osłonami
- automatyczną aktywację reflektorów
- cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 10 cali
- stację dla smartfona
- złącze USB
- łączność Bluetooth
- radio cyfrowe
- klimatyzację
- przednie elektryczne szyby
- centralny zamek z pilotem
- fotel kierowcy z regulacją wysokości
- wielofunkcyjną kierownicę z regulacją wysokości i zasięgu
- alert o senności kierowcy
- system rozpoznawania ograniczeń prędkości
- asystenta utrzymania pasa ruchu
- aktywny układ hamowania awaryjnego
- tylne czujniki parkowania
- asystenta ruszania pod górę
- kontrolę ciśnienia w oponach
- system e Call
Stalowe felgi naprawdę można było sobie podarować. Mało które auto dzisiaj tak wygląda przy odbiorze z salonu, a już na pewno nie te z Chin. Dziwne jest też to, że mimo klimatyzacji czy czujników parkowania zabrakło tylnych zagłówków (nie wiedziałem, że to legalne!). Rolę systemu multimedialnego przejmuje smartfon kierowcy wsuwany w specjalny uchwyt, bo nie ma tu żadnego ekranu dotykowego. Na obronę Grande Pandy można jedynie wspomnieć, że bazowe Sandero czy nawet Duster również nie mają ekranu, choć oba przynajmniej oferują komplet zagłówków. Nie ma też reflektorów ledowych, co stało się już właściwie standardem w innych markach.

Silnik zapewnia dobre osiągi i umiarkowane zużycie paliwa
Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli silnika. Pod maską nowej wersji Grande Pandy znajdziemy jednostkę benzynową o pojemności 1,2 litra z turbodoładowaniem i trzema cylindrami. Generuje ona moc 100 KM oraz 205 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Współpracuje z sześciobiegową skrzynią manualną i napędem na przednie koła. Średnie zużycie paliwa wynosi 5,7 litra na 100 km, a emisja CO2 to 130 g na km według cyklu WLTP.
Auto przyspiesza całkiem żwawo do pierwszej setki osiągając ją w 10,6 sekundy. Podobnie jak Chery Tiggo 4 rozwija prędkość maksymalną 160 km/h. Różnica jest jednak taka, że w tym przypadku wartość ta jest oficjalnie homologowana. Tiggo 4 ma homologację do 150 km/h, choć użytkownicy twierdzą, że auto jest w stanie pojechać 160.

Czy Fiat Grande Panda w takim wydaniu ma szanse namieszać na rynku? Przed debiutem obawiała się go cała konkurencja, ale dziś emocje nieco opadły. Aby wyjechać z salonu z sensownym wyposażeniem, trzeba zostawić u dilera 78 300 zł za wersję Icon. Dopiero wtedy dostajemy trzy tylne zagłówki, stalowe felgi w rozmiarze 16 cali oraz system multimedialny z ekranem 10,25 cala. Gdyby takie wyposażenie było dostępne już w podstawowej wersji Pop za 72 300 zł, nowa Panda miałaby znacznie większe szanse na sukces.
Tak naprawdę największym problemem tego auta i tak pozostaje silnik 1.2. Polscy kierowcy wciąż nie potrafią wybaczyć Stellantisowi wcześniejszych wadliwych jednostek Puretech. Chociaż motor został poprawiony, a gwarancję wydłużono do 10 lat, niesmak pozostał. Z tego powodu wiele ciekawych samochodów Stellantisa stoi w salonach po 2-3 lata bez większego zainteresowania. Gdyby pojawił się tu zupełnie nowy silnik np. o pojemności 1.3, Grande Panda miałaby realną szansę stać się prawdziwym hitem sprzedaży, mimo ubogiego wyposażenia. Zawsze jednak można kupić wersję elektryczną za 106 tys. zł. Z maksymalnym dofinansowaniem wychodzi za 66 tys. zł.
Źródło: motofilm.pl






