Kupując chińskie auto, wielu z nas liczyło na spokój przynajmniej w kwestii kradzieży, bo to przecież nie Mazda ani Toyota, które od lat królują w tych niechlubnych statystykach. Tymczasem pojawiają się pierwsze sygnały, że Omoda — marka, która na polskim rynku działa od równego roku — zaczyna przyciągać uwagę złodziei. Jedno z aut, należące do polskiej właścicielki, zniknęło podczas wrześniowej nocy. Chodzi o czarną „piątkę”.
Z jednej strony to zaskakujące, bo wielu spodziewało się względnego spokoju po wyborze „chińczyka”. Z drugiej strony popyt i dostępność części, zwłaszcza po zamknięciu granicy z Białorusią mogą uczynić z Omody coś, co złodzieje szybko uznają za chodliwy towar. Nie dramatyzuję, ale wolę napisać wprost: warto się przygotować i nie pozostawać obojętnym na ryzyko.
Zobacz również
Nowa Kia dostanie silnik 1.0. Śmiej się, ale cenowo powalczy z chińskimi autami
Czarna Omoda 5 padła łupem złodziei
Jedna z właścicielek Omody 5 dodała post w mediach społecznościowych. Oto on:

Wynika z niego, że auto skradziono w nocy w Rzeszowie. Po co złodziejom ten chiński SUV? Otóż Omoda w ostatnich miesiącach masowo pojawia się na polskich drogach. W lipcu sprzedaż sięgnęła 330 sztuk i takie liczby zmieniają dynamikę zainteresowania przestępców. Pojawiają się sygnały o utrudnieniach w dostępie do części zamiennych, co chwilowo podnosi wartość skradzionych aut i podzespołów. Zamknięcie granicy z Białorusią zaburzyło kanały dystrybucji z Chin, więc w takich warunkach kradzież niektórych modeli może stać się bardziej opłacalna. To ostrzeżenie, nie panika, więc zdrowy rozsądek i prewencja mają tu realne znaczenie.
„Nowych cześci nie ma, więc Omoda będzie bardzo „chodliwym” i opłacalnym tematem – napisał pod postem poszkodowanej jeden z komentujących”
„Części nie ma to i auta giną” – dodaje inny komentujący.
Jak fabrycznie zabezpieczona jest Omoda 5?
Nawet w wersji Comfort za 115 500 zł Omoda oferuje immobiliser i autoalarm jako standard, co jest dobrą podstawą. To ważne, bo kupujący nie muszą dopłacać za podstawowe zabezpieczenia i mają już jakieś bariery dla przypadkowych złodziei. Jednak praktyka pokazuje, że dla zdeterminowanych czy zawodowych ekip to często za mało. Z tego względu warto rozważyć dodatkowe, fizyczne zabezpieczenia, które podnoszą próg wejścia dla przestępcy. W autoryzowanych serwisach producenta często nie ma szerokiej oferty dodatkowych zabezpieczeń, natomiast niezależne warsztaty i fachowcy proponują różne rozwiązania i zajmują się ich montażem. Dobrą opcją jest chociażby lokalizator GPS.

Warto rozważyć też najprostsze, mechaniczne blokady, które znacząco komplikują życie złodziejom. Najtańsze rozwiązania, takie jak blokada kierownicy lub zabezpieczenie na pedały, kosztują zwykle około 200 do 300 zł i mogą sprawić, że potencjalny złodziej po prostu odpuści i poszuka innego celu.
Nie oszczędzaj również na dobrym ubezpieczeniu. I najważniejsze – nie zostawiaj dowodu rejestracyjnego w pojeździe, bo jeśli zginie razem z autem, możesz mieć spory problem z uzyskaniem odszkodowania z polisy. Z moich obserwacji wynika, że niestety sporo osób trzyma dokumenty w aucie.
Źródło: motofilm.pl, Facebook
Mitsubishi ma plan. Nowy męski SUV 4×4 ma rzucić wyzwanie Toyocie Land Cruiser i kusić lepszą ceną






