Wrzesień odpalił wojnę cenową w Polsce. Kolejny duży SUV schodzi poniżej 100 tys. zł, dla „wybranych” nawet za 89 900 zł

Wszyscy wiedzieliśmy, że ceny aut – szczególnie elektryków – muszą w końcu zacząć spadać. Ale to, co się dzieje teraz, jest wręcz szokujące. Wrzesień pokazał, że producenci nie żartują i zaczynają walczyć o klienta w sposób, którego jeszcze niedawno w Polsce nikt się nie spodziewał. Volkswagen zaskoczył wszystkich, schodząc z ceną ID.4 tak nisko, że z dopłatami można nim wyjechać z salonu za 82 tys. zł. To poziom, który jeszcze parę miesięcy temu wydawał się kompletną abstrakcją.

Baic kilka dób temu obniżył ceny modelu Beijing 5 poniżej 100 tys. zł, a teraz na arenę wchodzi Leapmotor. Marka, która na pierwszy rzut oka może wyglądać jak egzotyczny gracz, ale stoi za nią potężna grupa Stellantis. I właśnie w Polsce pojawił się ich nowy SUV – Leapmotor B10. Auto, które wymiary ma jak klasyczny przedstawiciel segmentu SUV-ów, długość 4515 mm, szerokość 1885 mm i wysokość 1655 mm. Innymi słowy: to ten sam rozmiar, co Hyundai Tucson, Kia Sportage czy Renault Austral.

Leapmotor B10 - wnętrze, fot. Leapmotor
Leapmotor B10 – wnętrze, fot. Leapmotor

Sensacyjna cena – nawet 89 900 zł

I tu zaczyna się najlepsze. B10 z mniejszą baterią 57,2 kWh został wyceniony na 119 900 zł. Już samo to wygląda nieźle, ale od razu wchodzi system dopłat. W praktyce auto dla osób fizycznych kosztuje więc 100 150 zł. Jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą albo masz Kartę Dużej Rodziny – cena spada jeszcze mocniej. Wtedy Leapmotor B10 wychodzi za… 89 900 zł. To jest poziom, którego nikt się nie spodziewał i który jeszcze niedawno w tej klasie SUV-ów był kompletnie nieosiągalny.

Leapmotor B10 - przód, fot. Leapmotor
Leapmotor B10 – przód, fot. Leapmotor

Oczywiście, jak ktoś chce, może sięgnąć po wersję z większą baterią 67,1 kWh. Tutaj ceny wyglądają następująco: 125 300 zł w podstawie, a po uwzględnieniu dopłat odpowiednio 106 550 zł lub 95 300 zł. Nawet bogatsza odmiana Design, która normalnie podbija cenę, w tej konfiguracji kosztuje tylko 101 600 zł. W praktyce różnica między wariantami nie jest dramatyczna, więc można spokojnie rozważyć także bogatszą wersje.

Wyposażenie, które zaskakuje

I teraz najważniejsza sprawa – co dostaje się za te pieniądze? Okazuje się, że Leapmotor w wersji Life, czyli tej tańszej, nie odpuszcza najważniejszego. Auto ma komplet systemów bezpieczeństwa. Nie ma tutaj sytuacji jak w Baicu, gdzie importer poszedł w sprytne obejście przepisów i wyciął wszystkie „pikania”. W Leapmotorze dostajesz pakiet asystentów i elektroniki od razu, nawet jeśli wybierzesz podstawę.

Leapmotor B10 - tył, fot. Leapmotor
Leapmotor B10 – tył, fot. Leapmotor

Różnice? Są. Wersja Life nie ma tylnej listwy świetlnej LED, elektrycznie składanych lusterek, przyciemnianych szyb, elektrycznej klapy bagażnika, podgrzewanej kierownicy z ekologicznej skóry, fotela kierowcy z regulacją elektryczną, ani wentylacji i podgrzewania foteli. Ambientowe oświetlenie wnętrza też odpada. Do tego zamiast 12 głośników jest 6. I to w zasadzie wszystko – cała reszta, łącznie z mocą, bagażnikiem (540 litrów) i osiągami, pozostaje identyczna. Silnik elektryczny daje 218 KM, co w tej klasie naprawdę wystarcza.

Wrzesień zapisze nowy rozdział?

Wygląda na to, że wrzesień przyniósł coś, czego polski rynek jeszcze nie widział – prawdziwą wojnę cenową. Do tej pory takie ruchy znaliśmy głównie z Chin, a teraz zaczynają się one dziać u nas na poważnie. Volkswagen, Baic, Leapmotor – każdy gra coraz ostrzej, a to dopiero początek. Nie mam wątpliwości, że kolejne marki będą musiały zareagować. Prawdziwych rewelacji spodziewam się choćby od Toyoty, która nie raz potrafiła zaskoczyć rynek w odpowiednim momencie.

Jedno jest pewne – klienci wyłącznie na tym zyskają. A obserwowanie, jak importerzy prześcigają się w walce o nasze portfele, staje się coraz ciekawsze. Wrzesień już dał mocne otwarcie. I to wcale nie wygląda na finał, tylko na dopiero rozpędzający się początek.

Źródło: motofilm.pl