Odebrałem Omodę 5 Comfort od dilera. Wcale nie kosztowała 115 500 zł, a znacznie mniej

Zdarza się, że zamiast typowych prasówek odbieram zwyczajne nowe auta z salonu. Czasem dla siebie, czasem dla rodziny, a tym razem dla TVN, bo stacja kupiła Omodę 5 Comfort z myślą o promocji nowego programu „Moto Kombat”. Premiera już 5 października o 15:00 na TVN Turbo, a obok prowadzących swoje role grają też właśnie Omoda i Skoda Karoq. Co konkretnie będą robić? Jeszcze nie mogę zdradzić, ale już niedługo sami zobaczycie chociażby po „rolkach” w socialach. Tak czy siak, pojechałem do warszawskiego dilera i odebrałem świeżutką „demówkę”. Następnie ruszyłem w trasę.

Przejechałem tysiące kilometrów Jaecoo 7, testowałem elektryczną Omodę E5, ale zwykła benzynowa „piątka” do tej pory jakoś mnie omijała. Do tego odebrałem egzemplarz w najtańszej wersji Comfort, więc nastawiałem się raczej na nudne spotkanie. A jednak już pierwsze kilometry kompletnie mnie zaskoczyły.

Omoda 5 podczas tankowania, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 podczas tankowania, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Pierwsza trasa i wynik spalania, który mnie zaskoczył

Od razu po odbiorze musiałem wrzucić auto na autostradę i zrobić jakieś 300 km. Nie oszczędzałem pedału gazu, bo nie było na to czasu – żadnych eco zawodów, tylko normalna jazda. Po około 60 kilometrach na wylotówce z Warszawy i autostradzie zerknąłem w komputer pokładowy i aż się zatrzymałem wzrokiem na liczbie, którą zobaczyłem. Spodziewałem się przynajmniej 9-10 litrów (tak jak w Torresie), a tu… 7,4. Jak na SUV-a tej wielkości i silnik 1.6 T-GDI o 147 KM – naprawdę przyzwoicie. W sieci widziałem opinie, że ta jednostka potrafi sporo łyknąć, więc byłem przekonany, że szybko odczuję to na dystrybutorze. A tu odwrotnie, zaskoczenie jak najbardziej pozytywne.

Omoda 5 - spalanie, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 – spalanie, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Silnik ze skrzynią 7DCT radzą sobie całkiem nieźle. Jasne, czasem zdarzy mu się chwilowe zamulenie, ale nie kupujemy takiego auta po to, żeby ścigać się spod świateł. Ważne, że jedzie płynnie, bez szarpania i przy tym nie drenuje baku w zastraszającym tempie. Dla mnie to już na starcie była duża różnica względem tego, co sobie w głowie dopowiadałem jeszcze przed odbiorem.

Wersja Comfort, a ja myślałem że to pomyłka

Drugi moment zdziwienia nastąpił, kiedy dokładniej rozejrzałem się w środku. Pierwsza myśl? Musieli się pomylić i zamiast Comforta dali Premium (droższy o 15 tys. zł – 129 900 zł). A jednak nie – to naprawdę była ta tańsza wersja, która katalogowo kosztuje 115 500 zł. Tymczasem podstawa oferuje: 18-calowe koła, wszystkie systemy bezpieczeństwa, światła LED, kamerę cofania, ekran dotykowy 12,3 cala z polskim menu, do tego fotele elektryczne w sześciu kierunkach, z podgrzewaniem i wentylacją, skórę ekologiczną, ładowarkę indukcyjną z chłodzeniem i system bezkluczykowy. No i wykończenie, bardzo przyzwoite, tak ja w Jaecoo – jakbym siedział w czymś droższym.

Omoda 5 Comfort - wykończenie, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 Comfort – wykończenie, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Żeby mieć pewność, sprawdziłem różnice względem Premium. I wiecie co? Niewielkie. Dochodzą takie rzeczy jak kamery 360, panoramiczne okno dachowe, dynamiczne kierunki, dwustrefowa klima czy lepsze audio od Sony. I to właśnie tylko na nagłośnieniu faktycznie czuć różnicę – bo podstawowe gra tak po prostu poprawnie, ale bez efektu wow. Poza tym? Comfort naprawdę nie ma się czego wstydzić, a dopłata do Premium wcale nie wydaje mi się już oczywista.

Omoda 5 - wnętrze jest naprawdę dobrze dopracowane, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 – wnętrze jest naprawdę dobrze dopracowane, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Cena i „ukryte” promocje

O ile katalog pokazuje 115 500 zł, w praktyce Comforta można wyrwać już za 109 000 zł, a demówki schodzą nawet do 104 000 zł (jak jak ta). Jak na SUV-a z automatem, 147-konnym silnikiem i naprawdę mocnym wyposażeniem, to poziom, którego konkurencja nie zawsze jest w stanie przebić. Nic dziwnego, że coraz częściej widuję te auta na ulicach – w tym budżecie trudno je przeskoczyć.

Omoda 5 Comfort - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 Comfort – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Warto dodać, że każda Omoda 5 ma 7-biegowe DCT, żadnego manuala nie znajdziecie (jak np. w Skodzie Karoq za 180 tys. zł). Do tego 442 litry bagażnika, sporo przestrzeni w środku i wyposażenie, które sprawia, że to auto po prostu robi robotę. I kurczę, przyznam – tutaj tak po prostu jest. Jestem zwyczajnie zaskoczony.

Na koniec chcę jednak zaznaczyć, że nie jest to standardowy test – taki zrobię dopiero po tym, jak pojeżdżę autem przynajmniej 7 dni. I dopiero wtedy wydam swoją opinię. Kto wie, może po kilku kolejnych dniach wyjdzie coś negatywnego? W przypadku chińskiego auta to naprawdę może się wydarzyć.

Omoda 5 - bok, biała, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Omoda 5 – bok, biała, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Źródło: motofilm.pl