Jest taki SUV, który z miesiąca na miesiąc przekonuje do siebie coraz więcej osób. Nie jest to taki wystrzał, jak Jaecoo czy Omoda, ale Baic 5 – a właściwie teraz już Baic 5, bo uproszczono nazwę – robi swoje. Marka w Polsce idzie w tym roku na wynik około 5000 sprzedanych aut. W tym roku już prawie 3000 znalazło nabywców, a przed nami cztery miesiące. I teraz importer odpala coś, czego nikt się nie spodziewał – obniża cenę z okolic 130 tys. zł do 99 900 zł. W tej kwocie wchodzi nowa wersja Business. Niby słabsza, niby okrojona, ale czy naprawdę taka bieda-edition?
Przyjrzałem się temu z bliska. Baic 5 Business różni się od Luxury głównie w wyposażeniu z kategorii bezpieczeństwa. I tu pojawia się największy twist. W tej tańszej wersji nie ma całego pakietu systemów bezpieczeństwa. Brakuje przednich czujników parkowania, kamer 360, aktywnego tempomatu, wykrywania rąk na kierownicy czy wspomagaczy typu LDW, LKA, AEB, BSD, TJA, APA. Krótko mówiąc – nic ci nie pika w aucie, nie szarpie kierownicą i nie próbuje hamować „za ciebie”. Na to ludzie narzekają w wielu markach, przede wszystkim w Hyundaiu czy Kii – że zamiast pomagać, systemy bardziej przeszkadzają.
Zobacz również
Polacy rozważają zamówienia przed premierą. Nowy SUV z Chin będzie większy niż Chery i Omoda
Ma ciekawą linię i dużo miejsca na nogi. Wprost mówią, żeby nie sugerować się cennikiem, bo da się sporo zejść
Sportowe kombi o mocy 280 KM tańsze o 46 tys. zł. Realne osiągi robią różnicę na tle chińskich PHEV-ów
Auto jak sprzed kilku lat – i to nie wada
Ktoś powie: „halo, przecież tak nie można, to granie na krawędzi prawa”. I fakt – teoretycznie samochód bez tych systemów nie powinien być sprzedawany w Europie. Ale Baic znalazł sprytne obejście przepisów i na rynku pojawiła się wersja Business. Powiem wprost – nie jest to dla mnie żadna wada. Wiem, jak działają te wszystkie elektroniczne cuda. W teorii mają ratować życie, w praktyce bardziej przeszkadzają. Szczególnie w chińskich markach, gdzie automatyczne hamowanie potrafi zrobić większy chaos niż pożytek. Do stłuczek i tak dochodzi, a kierowca, który potrafi ogarnąć auto i prowadzi będąc skupionym, będzie miał spokój.

Oczywiście różnic widać więcej – nie ma pływających kierunkowskazów, automatycznych świateł drogowych, felgi są o cal mniejsze, malowanie jednokolorowe, szyby bez przyciemnienia. To jest po prostu poziom wyposażenia, jaki europejskie marki dawały 5–6 lat temu. I co z tego? Silnik został ten sam – 1.5 litra, 177 KM, setka w 7,8 sekundy. To wciąż bardzo przyjemna dynamika, szczególnie jak na cenę poniżej 100 tys. zł.
Walka o klienta nabiera tempa
Ruch Baica jest dla mnie kapitalny – dzięki temu mogą spokojnie dobić do zakładanych 5000 sztuk w Polsce. Za 99 900 zł nie znajdziesz innego takiego SUV-a, chyba że jakiegoś 2–3 letniego, który kisił się w salonie. A tutaj masz świeży model, od ręki, z normalną gwarancją. Jasne, ktoś inny powie: „ale Volkswagen zbił ceny i ID.4 z dopłatą można wziąć za 82 tys. zł”. I to też prawda – w dodatku tam dostajesz wszystkie systemy bezpieczeństwa, bo tego Niemcy nie odpuszczą. Tylko pytanie: co kto woli?

Baic 5 Business jest „czystszy” w prowadzeniu. Jedyna rzecz, o której warto pomyśleć, to instalacja LPG. Ten silnik benzynowy swoje potrafi spalić, ale z gazem staje się jednym z najbardziej oszczędnych SUV-ów na rynku. A że trzeba dołożyć te 5 tys. zł? Przy obecnych cenach paliwa to inwestycja, która szybko się zwróci.
Źródło: motofilm.pl



