Mercedes wprowadza do przedsprzedaży nowego GLC i od razu dorzuca coś, co ma przyciągnąć kierowców – darmowe ładowanie przez rok. W materiałach wygląda to efektownie: nawet 25 tys. km bez kosztów. Ale gdy zajrzeć do szczegółów, okazuje się, że cała akcja opiera się na przedpłaconej karcie o wartości 5000 zł. To wciąż bonus, ale warto wiedzieć, jak został policzony, zanim uznamy go za wyjątkową okazję.
Jak Mercedes liczy „darmowe kilometry”?
Na polskiej stronie marki można znaleźć dokładne warunki. Voucher MB.CHARGE Public działa przez rok od aktywacji i ma wartość 5000 zł brutto. I właśnie na tej podstawie Mercedes wyliczył, że kierowca przejedzie nawet 25 tys. km. Jak to wygląda w szczegółach?
Zobacz również
57 tys. km w cztery lata i twarde zderzenie z rynkiem. Z dawnej ceny zostało tylko 38%, o ile ktoś zapłaci
Ma o 257 KM mniej, a w praktyce ucieka Omodzie 9. Rodzinny SUV z rocznika 2025 potaniał o 64 200 zł
Ten SUV za 108 tys. zł ma 513 l bagażnika i 20 cm prześwitu. Jego pięć minut minęło, ale nadal ma sens- przyjęto roczny przebieg 25 000 km,
- założono, że 55% ładowania odbywa się w domu, a tylko 45% publicznie,
- to daje 13 750 km na stacjach,
- średnie zużycie energii GLC obliczono na 16 kWh/100 km,
- a koszt 1 kWh na stacjach DC MB.CHARGE w taryfie L wynosi 2,45 zł.
Prosty rachunek: 13 750 km × 16 kWh/100 km = 2200 kWh.
2200 kWh × 2,45 zł = ok. 5400 zł.
Mercedes zaokrąglił to więc do karty o wartości 5000 zł i przedstawił jako darmowe 25 tys. km.

Czy to naprawdę coś wyjątkowego?
Sam pomysł jest całkiem sensowny – bo dla kogoś, kto faktycznie ładuje się w trasie, taki voucher oznacza rok spokoju z kosztami. Z drugiej strony, gdy zestawimy to z innymi markami, widać, że można zrobić to inaczej i na większą skalę. Xpeng przy modelu P7 dorzuca ładowanie na 30 tys. km, i to na warunkach, które realnie przekładają się na kilkadziesiąt tysięcy złotych wsparcia. Tesla podobnie, ale z limitem do 20 tys. km.
Na tym tle 5000 zł od Mercedesa wygląda raczej jak symboliczny gest – coś, co ma dobrze wyglądać w reklamie, niż faktyczna zmiana reguł gry. Oczywiście, dla klienta to wciąż konkretna oszczędność, ale trudno powiedzieć, żeby było to coś rewolucyjnego na rynku.
Co nowego w samym GLC
Samochód oczywiście nie opiera się tylko na bonusie w postaci darmowych kilometrów. GLC dostał zupełnie nową konstrukcję i to widać na pierwszy rzut oka. Auto zerwało z linią poprzednika, ma świeższe proporcje i sporo detali, które budują wrażenie nowoczesności. Najważniejsza zmiana to nowa platforma, na której GLC został zbudowany – to rozwiązanie przygotowane pod przyszłe modele marki. Dzięki temu całość działa w oparciu o instalację 800 V, co przekłada się na naprawdę szybkie ładowanie.

Mercedes podaje, że od 10 do 80 procent można uzupełnić w niecałe 18 minut. Jeszcze ciekawsze jest to, że wystarczy 10 minut przy kablu, żeby zyskać 303 km dodatkowego zasięgu. Pełna bateria ma 94,5 kWh, a deklarowany zasięg wynosi nawet 713 km w cyklu WLTP. To liczby, które stawiają GLC wysoko w rankingu aut, które faktycznie pozwalają na dłuższe podróże bez większego stresu o ładowanie.
Nowy GLC ma o 84 mm dłuższy rozstaw osi, a pasażerowie z tyłu dostali dodatkowe 47 mm na nogi. To różnica, którą czuć podczas dłuższej podróży. Do tego dochodzi bagażnik – z przodu mamy 128 litrów, z tyłu 570 litrów, a po złożeniu siedzeń aż 1740 l.

Technologie i gadżety
Oczywiście nie zabrakło elementów, które mają robić efekt „wow”. Opcjonalny podświetlany grill Iconic potrafi mieć nawet 942 punkty świetlne, a ogromny ekran Hyperscreen ma prawie metr przekątnej. Do tego panoramiczny dach Sky Control z opcją wyświetlania 162 gwiazd na szkle – coś, co pewnie bardziej ucieszy pasażerów niż samego kierowcę. We wnętrzu można też zamówić tzw. pakiet Vegan, czyli materiały bez produktów odzwierzęcych.

Pod kątem systemów GLC też jest naszpikowany rozwiązaniami. Nowy system MB.OS zbiera i kontroluje wszystkie funkcje auta, ucząc się przy tym nawyków kierowcy dzięki sztucznej inteligencji. Wirtualny asystent MBUX, nawigacja planująca trasę pod kątem ładowania, dwukierunkowe ładowanie (V2H/V2G), tryb terenowy i „przezroczysta maska”, która kamerami pokazuje, co dzieje się pod autem.
Jak to jeździ?
Pod względem techniki Mercedes sięgnął wysoko. Zawieszenie pneumatyczne trafiło tu prosto z Klasy S, tylna oś jest skrętna, a nowy układ hamulcowy One-Box nie tylko poprawia bezpieczeństwo, ale i skuteczniej odzyskuje energię. To wszystko sprawia, że GLC ma być jednocześnie komfortowy, zwrotny i efektywny energetycznie. A przynajmniej tak twierdzi producent – pierwsze testy pokażą, jak to wygląda w praktyce.
Jak to auto faktycznie jeździ, pewnie sam sprawdzę, kiedy trafi do parku prasowego. Po doświadczeniach z innymi elektrykami Mercedesa spodziewam się jednak bardzo dobrego SUV-a, którego można brać w ciemno.
Źródło: motofilm.pl



