Kia Sportage po liftingu daje radę, ale dziś to przedlift jest finansowym „złotym strzałem”

Nie ukrywam, że byłem ciekawy, jak nowa Kia Sportage po liftingu poradzi sobie w praktyce. To przecież jeden z najchętniej wybieranych SUV-ów w Polsce, więc sporo osób czekało na odświeżoną wersję. Zmian jest kilka – w większości na plus. Po przejechaniu nim kilkudziesięciu kilometrów mam już swoje zdanie: to wciąż bardzo dobre auto, ale w tej chwili zdecydowanie bardziej opłaca się wybrać przedlifta. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Co zmieniło się w polifcie?

Nowa Kia Sportage po liftingu dostała kilka odświeżonych akcentów. Reflektory są inaczej poprowadzone, we wnętrzu wreszcie pojawił się bezprzewodowy CarPlay i Android Auto, a błyszczące piano black zniknęło – i dobrze, bo to wykończenie od zawsze wyglądało świetnie tylko na zdjęciach z katalogu. Kierownica jest teraz dwuramienna, choć nie każdemu przypadnie do gustu – wizualnie wygląda dość nietypowo. Tak jak w elektrykach KIA. Do tego dla audiofilów przewidziano wysokiej klasy system audio marki Harman Kardon – ale tylko w najdroższej wersji GT Line.

Kia Sportage (2025) - wnętrze, fot. Kia
Kia Sportage (2025) – wnętrze, fot. Kia

Po stronie technologii pojawiło się kilka nowych systemów bezpieczeństwa – choćby wsparcie jazdy na autostradzie czy wyświetlacz head-up, dzięki któremu nie trzeba odrywać wzroku od drogi. Tyle że ten ostatni nie jest w standardzie – wymaga dopłaty 5000 zł w pakiecie technologicznym do wersji L, która startuje od 148 500 zł. Wszystko działa bez zarzutu, ale w codziennej jeździe nie robi aż tak wielkiej różnicy. Sportage pozostał tym, czym był – praktycznym, wygodnym i dobrze wyposażonym SUV-em. Problemem nie są zmiany same w sobie, a cena, która startuje z trochę zbyt wysokiego pułapu.

Kia Sportage (2026) - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Kia Sportage (2026) – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Cena kontra konkurencja

135 500 zł za wersję M z 150-konnym silnikiem i manualem to naprawdę sporo. Dla porównania – Omoda 5 kosztuje 115 500 zł, a w podobnych pieniądzach można też dorwać dobrze doposażone Jaecoo 7 z napędem 4×4. W salonie Kia pewnie usłyszysz argument o ładowności – że w Sportage wejdzie pięciu dorosłych po 100 kg z bagażami, a w Jaecoo już tylko czterech i to bez walizek. Liczby? Kia ma 648 kg ładowności, Jaecoo 7 – 398 kg.

Ładowność SUV-ów z 2025 roku, fot. motofilm.pl, Sebastian Rydzewski
Ładowność SUV-ów z 2025 roku, fot. motofilm.pl, Sebastian Rydzewski

Tylko pytanie, czy to naprawdę takie ważne? Moim zdaniem nie. Jeździłem Jaecoo zapakowanym po dach i nie przypominam sobie, żebym na coś narzekał. Tak czy inaczej, Kia pozostaje autem bardzo solidnym, ale trochę za drogim. Zwłaszcza że najtańszy 150-konny automat kosztuje już 148 500 zł.

Dlaczego przedlift to lepsza opcja?

Wszystko sprowadza się do rachunku ekonomicznego. Przedliftowe Sportage wciąż stoją w salonach i można wyrwać świetnie wyposażone egzemplarze. Za 139 900 zł kupisz 210-konną hybrydę z automatem w wersji Anniversary. To tegoroczny, 2025 model – a nie jakieś pozostałości z magazynu. Tymczasem nowa hybryda o mocy 239 KM kosztuje już 174 400 zł. Różnica? Ogromna.

Kia Sportage - oferta na 210-konną hybrydę za 139 tys. zł
Kia Sportage – oferta na 210-konną hybrydę za 139 tys. zł

A co dostajesz w tej starszej wersji? Bardzo bogate wyposażenie. Z tyłu LED-y, zderzaki z ciemnym chromem, czarne listwy szyb i lusterka, podsufitka w tym samym kolorze, a do tego tapicerka materiałowo–skórzana w ciekawym zestawieniu Midnight Green. Do tego zakrzywiony ekran 12,3 cala połączony z centralnym wyświetlaczem tej samej wielkości, system bezkluczykowy Smart Key, elektrycznie regulowane fotele (w tym pasażera) i felgi w rozmiarze 18 lub 19 cali, zależnie od wersji. Krótko mówiąc – kompletny SUV. Cenowo bije nowego polifta na głowę.

A co dalej?

Nie chcę powiedzieć, że nowa Sportage jest nie warta pieniędzy. To nadal kawał świetnego auta. Po prostu w pierwszych miesiącach sprzedaży ceny są mocno wywindowane. I jasne, lada moment pojawią się promocje. Ja obstawiam, że już pod koniec roku zobaczymy obniżki na poziomie 10–20 tysięcy złotych. Wtedy polift zacznie wyglądać znacznie rozsądniej.

Kia Sportage (2026) - bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Kia Sportage (2026) – bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Na dziś jednak – jeśli ktoś potrzebuje auta na już, nie ma się nad czym zastanawiać. Przedlift to absolutnie opłacalna opcja, świetnie wyposażona i w bardziej przystępnej cenie. Najtańsze egzemplarze można wyrwać nawet za około 110 tys. zł. A jeśli możesz poczekać kilka miesięcy, warto wstrzymać się i poczekać na promocje w salonach. W obu przypadkach nie ma złej decyzji, ale teraz, w tym momencie, bardziej uśmiecham się do przedlifta.

Źródło: motofilm.pl