Nie ma co ukrywać – obecny Hyundai Tucson zdążył się już trochę opatrzyć. To wciąż solidny gracz w swojej klasie, ale widać, że czasy się zmieniają i potrzeba czegoś świeżego, co wyróżni się na tle coraz mocniejszej konkurencji, zwłaszcza z Chin. W Korei dobrze to rozumieją i dlatego przygotowują prawdziwą ofensywę. Nowy Tucson, który ma zadebiutować w 2026 roku, nie będzie zwykłym liftingiem. To ma być rewolucja – w designie, technologii i napędach.
Masywność przede wszystkim
Prototypy nowego Tucsona krążą już po drogach Europy, a kamuflaż, choć skuteczny, nie ukryje kierunku, w jakim idą Koreańczycy. Auto ma być masywne, z wyraźnie kanciastymi kształtami, przypominającymi trochę budżetowego Land Cruisera. Chodzi o to, żeby budził respekt. Podobny zabieg stosuje Jaecoo w swoim modelu 7. Stylistycznie auto nawiązuje do Range Rovera – i to bardzo podoba się Polakom, co widać po rosnących wynikach sprzedaży.
Zobacz również
Rocznik 2025 oznacza cenę niższą o 23 tys. zł. Bagażnik hiszpańskiego SUV-a ma do 642 l, więcej niż MG HS
Zmieści rower bez zdejmowania koła i kosztuje 86 900 zł. To nie jest „chińczyk” ani Dacia, choć powstaje w Rumunii
Ma 6 miejsc, 215 KM i napęd 4×4. Koreański SUV potaniał o 67 tys. zł, ponieważ stoi od 2024 roku
Stylistycznie Hyundai stawia na miks nowoczesności i solidności. Z jednej strony ostre, geometryczne linie, z drugiej inspiracje filozofią, którą znamy już z Ioniqa 9. To podejście trafia w gusta – i to nie tylko w Korei, ale też u nas, w Polsce. Ludzie chcą aut, które wyglądają konkretnie i mocno. Dobrym przykładem jest ogromna popularność Suzuki Jimny – niektórzy Polacy czekali na ten model nawet 3–4 lata.
Technologia wewnątrz – krok w przyszłość
O ile z zewnątrz samochód ma być „twardzielem”, o tyle w środku Hyundai szykuje coś zupełnie innego. Gdyby dziś ktoś zdjął maskowanie i otworzył drzwi, zobaczylibyśmy zupełnie nowe wnętrze. Cały interfejs multimedialny przejdzie rewolucję, ale najważniejsze – Tucson będzie pierwszym Hyundaiem z systemem opartym na nowym systemie operacyjnym Pleos.

To oznacza większe możliwości, szybsze działanie i wreszcie krok naprzód w tym, co zawsze było bolączką koreańskich marek – oprogramowaniu. Hyundai wyraźnie celuje w poziom, który jeszcze niedawno wydawał się domeną marek premium. Jeśli dodamy do tego poprawione materiały i nowoczesny design deski rozdzielczej, efekt może być naprawdę mocny.
Nowe napędy – diesel odchodzi w cień
Pod maską też szykują się poważne zmiany. Diesel 1.6 CRDi zniknie z oferty, co akurat nie powinno dziwić – trend odchodzenia od silników wysokoprężnych jest już nie do zatrzymania. Nowy Tucson będzie oparty wyłącznie na jednostkach benzynowych, ale w różnych stopniach zelektryfikowania.

W ofercie pojawią się wersje mild hybrid (48 V), pełne hybrydy (HEV) i plug-iny (PHEV). Ten ostatni wariant według aktualnych informacji ma oferować zasięg elektryczny ponad 100 kilometrów. Większość wersji będzie miała napęd na przód, ale Hyundai nie rezygnuje z 4×4 – i to nie tylko symbolicznie. Mówi się nawet o wariancie uterenowionym (tak jak w przypadku Instera), co mogłoby naprawdę przyciągnąć klientów szukających auta nie tylko do miasta.
Kiedy zobaczymy go na drogach?
Oficjalna premiera nowej generacji Tucsona odbędzie się w drugiej połowie 2026 roku, najpierw w Korei Południowej. Niedługo potem samochód trafi też do Europy, a u nas pojawi się jako model na 2027 rok.
Patrząc na to, co już wiemy, można śmiało powiedzieć: to nie będzie zwykła zmiana generacji. Tucson ma szansę stać się jednym z najciekawszych SUV-ów na rynku – masywnym, nowoczesnym i technicznie dopracowanym. Jeśli Hyundai dowiezie to, co zapowiada, chińska konkurencja naprawdę będzie miała się czego bać.
Źródło: motofilm.pl, YT, render: ChatGPT



