„Zapomniana” marka broni się przed Omodą. Spory SUV za 93 900 zł okazał się kluczem do sukcesu

Chińczycy wchodzą na polski rynek jak do siebie i to widać po liczbach. Kowalscy kupują dziś więcej aut MG niż Skód, Hyundaiów czy Renault. BAIC przebija w statystykach Volvo i Audi, co jeszcze kilka lat temu brzmiałoby jak żart. Ale najciekawsze jest to, że jedna ze „starych” marek, wydawałoby się już „zapomniana” – bo przecież lata świetności ze starą Grand Vitarą ma dawno za sobą – wcale nie daje się tak łatwo zepchnąć na bok i mocno trzyma się w grze.

Omoda w natarciu, ale Suzuki ciągle trzyma fason

W lipcu 2025 roku zarejestrowano w Polsce 330 samochodów marki Omoda. To więcej niż BMW czy Fordów, które w tym samym czasie zanotowały odpowiednio 299 i 252 sztuki. Brzmi imponująco, prawda? A jednak mniej niż Suzuki, które sprzedało 374 auta. Nowych modeli praktycznie nie pokazują, w ofercie wciąż stoją te same dobrze znane samochody. A jeśli już coś się pojawia, to raczej w stylu „nasze logo na Toyocie i jedziemy dalej”.

Sprzedaż chińskich aut w Polsce, fot. Superauto
Sprzedaż chińskich aut w Polsce, fot. Superauto

Co więc sprawia, że Polacy wciąż wybierają Suzuki zamiast świeżych, efektownych chińskich marek? Odpowiedź jest banalna, ale jak widać skuteczna. Suzuki stawia na prostotę. Vitara, która od lat wygląda praktycznie tak samo, nadal przyciąga klientów. To auto nie psuje się, w rankingach niezawodności wypada świetnie, a do tego kosztuje wyraźnie mniej niż konkurencja. Omoda 5 startuje od 115 500 zł, a Vitara? Z salonu można ją wyrwać już za 93 900 zł.

Suzuki za 93 900 zł, oferta na Otomoto
Suzuki za 93 900 zł, oferta na Otomoto

Cena robi robotę i to nie tylko w przypadku Vitary

To nie jest byle jaka różnica – kilkanaście tysięcy złotych mniej za samochód, który spokojnie pomieści rodzinę i nie udaje czegoś, czym nie jest. Owszem, prowadzenie Vitary nie dorównuje Omodzie 5, ale Kowalski patrzy głównie na portfel.

Ale nie tylko Vitara broni japońskiej marki. Jest jeszcze Swift – mały miejski wół roboczy, który pali śmieszne ilości paliwa. Sam sprawdziłem, że jazda nim bywa tańsza niż pociągiem i to nie jest żadna przesada. Do tego cena – poniżej 80 100 zł – sprawia, że wielu klientów nawet nie patrzy na paliwożerne chińskie marki. Do tego dorzućmy S-Crossa, którego można mieć za około 100 tysięcy i nagle okazuje się, że Suzuki ustawiło się w miejscu, gdzie naprawdę trudno ich przeskoczyć.

Suzuki Swift 2024 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, dziennikarz motofilm.pl / TVN Turbo
Suzuki Swift 2024 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, dziennikarz motofilm.pl / TVN Turbo

Chińczycy nie powiedzieli ostatniego słowa, ale Suzuki też nie śpi

Czy Omoda może wyprzedzić Suzuki w kolejnych miesiącach? Pewnie tak, zwłaszcza że lada moment wchodzi długo wyczekiwana Omoda 5 Hybrid. Wariant hybrydowy to coś, czego klienci wypatrywali od dawna – zwłaszcza że benzynowe jednostki potrafią sporo spalić. To może być mocna karta w tej grze i Suzuki dobrze o tym wie.

Suzuki też nie stoi w miejscu, bo już szykuje coś nowego. Wkrótce na rynek wjedzie e-Vitara, czyli elektryk przygotowany wspólnie z Toyotą. Ma być tani, a do tego kwalifikować się do programów dopłat. To pokazuje, że nawet z flotą, którą wielu określa jako przestarzałą, da się skutecznie walczyć z chińską ofensywą. Kluczem jest umiejętne sprzedanie tego, co się ma i takie ustawienie cen, żeby Kowalski dwa razy pomyślał, zanim sięgnie po nową egzotykę.

Źródło: motofilm.pl, Superauto

Suzuki Vitara (2024) - przód
Suzuki Vitara (2024) – przód
Suzuki Vitara (2024) - tył
Suzuki Vitara (2024) – tył