Czasem w motoryzacji najbardziej liczy się cierpliwość. Volkswagen od dawna miał pewien plan i nie zamierzał się z niego wycofać. W 2019 roku w Wolfsburgu pojawiła się wizja, która dla jednych była szaleństwem, a dla innych marzeniem. Problem w tym, że realizacja zależała nie od nich, lecz od sąsiadów z Ingolstadt. A ci konsekwentnie mówili „nie”.
Pamiętam atmosferę z marca 2020 roku, gdy pandemia dopiero nabierała tempa w Polsce, a w korytarzach Volkswagena unosiło się poczucie zawodu. Menedżerowie naprawdę liczyli, że uda się zdobyć kultowy silnik o pojemności 2.5 litra. Odpowiedź z Audi była jednak stanowcza – „Nie”. Nie chcieli ryzykować.
Zobacz również
To też oszczędna hybryda z automatem, ale jest tańsza od Toyoty Yaris o 4 tys. zł. Z bagażnikiem japońskiego rywala lepiej się nie porównywać
W cenie 129 600 zł ma już 4×4 i hybrydę z automatem. Dali mu wodoodporną tapicerkę i nazywają go małym Land Cruiserem
Obniżka o 30 tys. zł wykończy chińskich rywali. Tesla Model 3 Standard ma trochę mniejszy zasięg, ale bogate wyposażenie i tańsze w utrzymaniu oponyDlaczego Audi przez lata nie chciało się zgodzić
W Ingolstadt decyzję tłumaczyli bardzo logicznie. Golf R z tym samym silnikiem co Audi RS3? Brzmiałoby świetnie, ale dla Audi byłby to strzał w kolano. Tańszy Volkswagen mógłby mocno podgryźć sprzedaż RS3, które w dużej mierze opierało swoją wyjątkowość właśnie na tym pięciocylindrowym 2.5 TFSI. Chyba nie muszę przypominać, jaki był wtedy hype na RS3? Dziś już trochę przygasł.

Drugi problem był równie ważny – produkcja tego motoru. Pięciocylindrowiec od Audi nie należy do łatwych w wytwarzaniu, a zwiększenie skali uznano wtedy za zbyt kłopotliwe. Dla Golfa, który jest autem popularnym i sprzedaje się w dużych liczbach, takie ograniczenie było problemem nie do przejścia. Dlatego w 2020 roku menedżerowie Volkswagena mogli tylko zacisnąć zęby i przyjąć odmowę. Ale nie zrezygnowali.
Sześć lat cierpliwości i wreszcie przełom
Lata mijały, a temat wciąż wracał. Volkswagen regularnie próbował. I wreszcie w 2025 roku udało się wywalczyć to, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Silnik 2.5 TFSI trafi do Golfa R, którego zobaczymy w 2026 lub 2027 roku.
To nie będzie zwykła edycja. Volkswagen planuje, że nowy Golf R zadebiutuje z okazji 25-lecia działu R i stanie się najmocniejszym Golfem w historii. Auto przytyje o 25 kilogramów względem obecnej wersji dwulitrowej, ale dodatkowa masa to efekt wzmocnionego podwozia i większych hamulców. W zamian dostaniemy zupełnie nową, siedmiobiegową skrzynię DSG, system Torque Splitter rodem z RS3 i mechaniczny tylny dyferencjał z rozdziałem momentu obrotowego. To zestaw, który ma sprawić, że Golf R wreszcie pokaże pełnię możliwości. Nowy Golf R ma pobić rekord Golfa GTI Edition 50 na Nurburgringu, czyli czas 7 minut i 46,13 sekundy.

Zmiany obejmą też wygląd. Nowe wstawki na masce i przednim zderzaku, większy spojler, przeprojektowany dyfuzor i cztery końcówki wydechu z tytanu nadadzą mu agresywniejszego charakteru.
Volkswagen znów ma coś do powiedzenia
Patrząc szerzej, widać, że w Volkswagenie naprawdę coś się zmieniło. Jeszcze niedawno groziła im poważna zapaść finansowa, a dziś nie tylko wychodzą na prostą, ale i zaskakują. Obniżyli ceny, poprawili design, pokazali ładne i dopracowane auta. A teraz jeszcze udało im się doprosić do silnika, którego odmawiano im przez lata.
To pokazuje, że gdy przychodzi trudny czas, czasem zamiast odpuszczać warto przycisnąć mocniej. W Wolfsburgu zrobili to po swojemu – konsekwentnie, krok po kroku. I dziś mają w rękach coś, co może być nowym otwarciem dla Golfa R i całego działu R. Bo sześć lat chodzenia po prośbie zamieniło się w coś, co fani sportowych hatchatchów zapamiętają na długo.
Źródło: motofilm.pl



