Volkswagen przez sześć lat prosił o jedno i ciągle słyszał „nie”. Teraz wreszcie dopięli swego

Czasem w motoryzacji najbardziej liczy się cierpliwość. Volkswagen od dawna miał pewien plan i nie zamierzał się z niego wycofać. W 2019 roku w Wolfsburgu pojawiła się wizja, która dla jednych była szaleństwem, a dla innych marzeniem. Problem w tym, że realizacja zależała nie od nich, lecz od sąsiadów z Ingolstadt. A ci konsekwentnie mówili „nie”.

Pamiętam atmosferę z marca 2020 roku, gdy pandemia dopiero nabierała tempa w Polsce, a w korytarzach Volkswagena unosiło się poczucie zawodu. Menedżerowie naprawdę liczyli, że uda się zdobyć kultowy silnik o pojemności 2.5 litra. Odpowiedź z Audi była jednak stanowcza – „Nie”. Nie chcieli ryzykować.

Dlaczego Audi przez lata nie chciało się zgodzić

W Ingolstadt decyzję tłumaczyli bardzo logicznie. Golf R z tym samym silnikiem co Audi RS3? Brzmiałoby świetnie, ale dla Audi byłby to strzał w kolano. Tańszy Volkswagen mógłby mocno podgryźć sprzedaż RS3, które w dużej mierze opierało swoją wyjątkowość właśnie na tym pięciocylindrowym 2.5 TFSI. Chyba nie muszę przypominać, jaki był wtedy hype na RS3? Dziś już trochę przygasł.

Audi RS3 Performance Sportback
Audi RS3 Performance Sportback, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Drugi problem był równie ważny – produkcja tego motoru. Pięciocylindrowiec od Audi nie należy do łatwych w wytwarzaniu, a zwiększenie skali uznano wtedy za zbyt kłopotliwe. Dla Golfa, który jest autem popularnym i sprzedaje się w dużych liczbach, takie ograniczenie było problemem nie do przejścia. Dlatego w 2020 roku menedżerowie Volkswagena mogli tylko zacisnąć zęby i przyjąć odmowę. Ale nie zrezygnowali.

Sześć lat cierpliwości i wreszcie przełom

Lata mijały, a temat wciąż wracał. Volkswagen regularnie próbował. I wreszcie w 2025 roku udało się wywalczyć to, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Silnik 2.5 TFSI trafi do Golfa R, którego zobaczymy w 2026 lub 2027 roku.

To nie będzie zwykła edycja. Volkswagen planuje, że nowy Golf R zadebiutuje z okazji 25-lecia działu R i stanie się najmocniejszym Golfem w historii. Auto przytyje o 25 kilogramów względem obecnej wersji dwulitrowej, ale dodatkowa masa to efekt wzmocnionego podwozia i większych hamulców. W zamian dostaniemy zupełnie nową, siedmiobiegową skrzynię DSG, system Torque Splitter rodem z RS3 i mechaniczny tylny dyferencjał z rozdziałem momentu obrotowego. To zestaw, który ma sprawić, że Golf R wreszcie pokaże pełnię możliwości. Nowy Golf R ma pobić rekord Golfa GTI Edition 50 na Nurburgringu, czyli czas 7 minut i 46,13 sekundy.

2024 Volkswagen Golf GTI
2024 Volkswagen Golf GTI Edition 50

Zmiany obejmą też wygląd. Nowe wstawki na masce i przednim zderzaku, większy spojler, przeprojektowany dyfuzor i cztery końcówki wydechu z tytanu nadadzą mu agresywniejszego charakteru.

Volkswagen znów ma coś do powiedzenia

Patrząc szerzej, widać, że w Volkswagenie naprawdę coś się zmieniło. Jeszcze niedawno groziła im poważna zapaść finansowa, a dziś nie tylko wychodzą na prostą, ale i zaskakują. Obniżyli ceny, poprawili design, pokazali ładne i dopracowane auta. A teraz jeszcze udało im się doprosić do silnika, którego odmawiano im przez lata.

To pokazuje, że gdy przychodzi trudny czas, czasem zamiast odpuszczać warto przycisnąć mocniej. W Wolfsburgu zrobili to po swojemu – konsekwentnie, krok po kroku. I dziś mają w rękach coś, co może być nowym otwarciem dla Golfa R i całego działu R. Bo sześć lat chodzenia po prośbie zamieniło się w coś, co fani sportowych hatchatchów zapamiętają na długo.

Źródło: motofilm.pl