Toyota Camry ma nowego rywala. 119 900 zł za tę limuzynę to nokaut. Ma niemiecki silnik

Słyszałeś o marce Bestune? No właśnie. Ja też wcześniej nie. A żeby sprawdzić, czy to tylko mój brak wiedzy, zrobiłem szybki eksperyment. Przeszedłem się po firmowym korytarzu, zapytałem kilka osób – i wynik był jednoznaczny: tylko 2 na 10 zapytanych w ogóle kojarzyło tę nazwę. Mimo że Bestune to nie jakaś tam efemeryda – za import tej marki w Polsce odpowiada Asian Automotive Distribution Center, znany gracz w tej branży z potężnym budżetem. Marka oficjalnie zadebiutowała w Polsce 13 sierpnia. Poznaliśmy ceny modelu B70, które są małą sensacją. Tylko w sierpniu Bestune w Polsce wyda klientom 40 samochodów.

I choć wielu wzruszy ramionami, ja uważam, że warto się tej marce przyjrzeć. Zwłaszcza jednemu modelowi. Bestune B70 to model, który spokojnie mógłby zająć miejsce w garażu obok Toyoty Camry czy Skody Superb – a może nawet im poważnie zagrozić. Nie, nie ma prestiżowego logo. Ale ma coś, co w Polsce kupuje się równie chętnie – dużo auta za rozsądne pieniądze.

Bestune B70 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Bestune B70 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Parametry, które są po prostu uczciwe

Na papierze Bestune B70 wygląda solidnie. Wymiary? 4855 mm długości, 1840 mm szerokości i 2800 mm rozstawu osi. To kawał auta, liftback segmentu D. Do tego tylko 1540 kg masy własnej – jak na takie rozmiary, naprawdę niewiele. W praktyce oznacza to przestrzeń dla rodziny, spory komfort na trasie i… całkiem niezłą dynamikę.

Bo pod maską – do wyboru: 1.5 TSI (160 KM) (tak, od Volkswagena) lub mocniejsze 2.0T (autorski chiński projekt o mocy 218 KM). Wbrew modnym teraz trendom – to nie są jednostki udające silniki. B70 Nie pojedzie „tylko” 180 km/h jak każde nowe Volvo – tylko rozpędza się do 230 km/h. I nie trzeba mieć wyobraźni, żeby zrozumieć, jak bardzo taka różnica ma znaczenie, jeśli faktycznie jeździsz na przykład po niemieckich autostradach.

Bestune B70 - wnętrze
Bestune B70 – wnętrze

Zaskoczyło mnie, że już wersja Business (czyli ta podstawowa) ma w standardzie całkiem bogaty pakiet. Adaptacyjny tempomat? Jest. System kamer 360°? Jest. Panoramiczne okno dachowe, podgrzewane lusterka, skórzana tapicerka (ekoskóra, ale wygląda dobrze), automatyczna klimatyzacja? Wszystko to wchodzi w cenę.

Do wyboru są dwie wersje – Business i Elegance. Różnice w detalach, ale nie ma poczucia, że bazowa to golas. To też nie jest samochód z doklejonym ekranem i plastikiem rodem z taniego sklepu AGD. Wnętrze wygląda przyzwoicie, a ergonomia nie krzyczy „prototyp”. Po prostu dobrze poskładany sedan z ambicjami.

Auto ma też kilka praktycznych atutów. Na przykład bagażnik. 522 litry – sporo. W sam raz na wakacyjny wyjazd z rodziną. Dzięki temu, że B70 jest niżej osadzone niż SUV-y, prowadzi się bardziej stabilnie. I to nie tylko w teorii – na drodze naprawdę czuć, że ten samochód nie jest dmuchanym balonem na wysokim zawieszeniu.

Bestune B70 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Bestune B70 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Cena? Tu konkurencja nie ma szans

No i dochodzimy do sedna. Bo Bestune B70 startuje od… 119 900 zł. A topowa wersja to wydatek rzędu 139 900 zł. Tyle kosztuje dziś często przeciętnie skonfigurowany kompakt. Dla porównania: Camry? Minimum 180 tysięcy. Superb? Grubo powyżej 150. Tutaj mamy pełnoprawną limuzynę za pieniądze, które jeszcze kilka lat temu płaciło się za średnio wyposażonego Hyundai’a..

Pamiętam, że kiedyś to właśnie Elantrę mógłbym polecić każdemu, kto chciał tanio coś więcej niż nudne auto flotowe. Dziś? Elantra przepadła z rynku, a B70 ma realną szansę wskoczyć w tę lukę. Tym bardziej że importer to nie przypadkowa firma z jedną marką i kartonowym biurem – tylko duży dystrybutor z portfolio kilku azjatyckich producentów.

Bestune B70 - tył
Bestune B70 – tył

Bestune B70 to realnie sensowny wybór, który wielu przegapi przez nieznajomość rynku. Nie znajdziesz jeszcze aut z drugiej ręki, nie uświadczysz egzemplarzy demonstracyjnych u dealerów, a o negocjacjach ceny można raczej zapomnieć. Zdarzały się kiedyś promocje sięgające nawet 15 tysięcy złotych u tej grupy – ale na najlepiej wyposażone modele ich samochodów. Jednak nawet bez żadnych zniżek, cena wciąż robi wrażenie. Dodajmy, że importer daje 5 lat gwarancji.

Źródło: motofilm.pl