Jeśli ci umknęło, to Mazda niedawno pokazała nową odsłonę CX-5. Auto urosło i wymiarami zbliżyło się do CX-60, a do tego subiektywnie faktycznie wygląda lepiej. W praktyce dostało większy bagażnik o pojemności 583 litrów i na papierze stało się znacznie tańsze. Cennik startuje od 139 900 zł. Pod maską zamiast 2.0 pojawił się zoptymalizowany silnik 2.5 e-Skyactiv G, który ma 141 KM i wspiera go miękka hybryda. Mazda twierdzi, że motor działa oszczędniej i lepiej reaguje na gaz. Niby same plusy, ale reakcja rynku (póki co) jest zupełnie inna niż można by się spodziewać.
Ludzie bardziej cenią starą wersję
Wraz z debiutem nowej generacji stara powinna mocno tanieć. Ale tak się nie dzieje – wręcz przeciwnie, jest drożej. W sieci nie brakuje komentarzy kierowców. Ktoś napisał, że „tej nowej bardziej chińskiej nie wróży takiego sukcesu i trzymania wartości”. Inny użytkownik przyznaje, że planował zmienić swoją CX-5 2.5 AWD na nową, ale 145 KM w aucie tej wielkości to dla niego kpina i woli poszukać innego następcy. Są też głosy całkowicie oddane poprzedniej generacji: „wersja z 2024 roku prawdopodobnie to najlepsza Mazda jaka jeździ, nie zamieniłbym jej na inną”.
Zobacz również
Toyota Corolla 2026 ma nowe, niższe ceny, bo Skoda Octavia depcze jej po piętach
Polacy ruszyli po te 7-osobowe SUV-y. Sprzedaż idzie w setki, bo Chery przekonuje wykończeniem i spasowaniem
Polacy zamawiają go w ciemno, choć znają tylko orientacyjną cenę. Na żywo Jaecoo 8 jest jeszcze masywniejszy niż na zdjęciach
Część kierowców narzeka na wnętrze nowego modelu. Pojawia się motyw „wielkiego tabletu” i braku fizycznych przycisków, które wcześniej były znakiem firmowym Mazdy. Padają zarzuty, że kabina wygląda jakby wzięto ją od zupełnie innego producenta (z Chin), co rodzi obawy o to, że to już nie będzie ta sama, klasyczna Mazda z ergonomicznym i dopracowanym kokpitem. I tu ciężko się dziwić, bo taka zmiana faktycznie mocno wpływa na pierwsze wrażenie.

Ceny starej CX-5 szaleją
Przez tą niepewność klientów ceny starej CX-5 są na górce. Mimo że oficjalnie model zjechał kilka miesięcy temu z taśm montażowych, dealerzy wciąż dysponują ostatnimi sztukami i nie zamierzają się ich szybko pozbywać. Jeden z dealerów ma jeszcze nowy egzemplarz z 2024 roku i o większym rabacie nawet nie chce rozmawiać. Maksymalnie schodzi 8500 zł, więc cena wciąż wynosi 158 900 zł. Czyli więcej niż zupełnie nowa CX-5, która w bazowej wersji kosztuje 139 900 zł. W dodatku mówimy o wersji z manualną przekładnią. Nowy model w standardzie ma automat. Wychodzi na to, że w salonie masz wybór: kupić nową CX-5 z automatem za 139 900 zł albo poprzednią z manualem, w dodatku z rocznika 2024, za 158 900 zł. I z tego co słyszałem od znajomego dilera, zainteresowanie starą i tak jest ogromne.

Skąd ten opór wobec nowego modelu
Poprzednia CX-5 dorobiła się bardzo dobrej opinii i naprawdę trudno się do niej przyczepić. Silniki są sprawdzone, auto jest chwalone za niezawodność czy wyciszenie. Ludzie wiedzą, co kupują, a nowa generacja – choć nadal powstaje w Japonii – bywa utożsamiana z „chińską” Mazdą. Częściowo to wina samej marki, bo na przykład Mazda 6 faktycznie powstała przy dużym udziale chińskich inżynierów, a takie skojarzenie wśród klientów zostaje.
Nie bez znaczenia jest też to, co wydarzyło się po premierze CX-60. Wielu kierowców od razu wyłapywało mankamenty – od zawieszenia po różne mniejsze problemy, które nie pasowały do wizerunku dopracowanej Mazdy. To zasiało wątpliwości i dziś część klientów patrzy na nową CX-5 z rezerwą, woląc zostać przy starszej generacji. Po prostu boją się wpadek jakościowych w pierwszych latach produkcji nowej CX-5.
Historia cen też robi swoje. W 2017 roku CX-5 kosztowała 95 900 zł i od tamtego czasu niewiele traci na wartości. Dziś ktoś sprzedaje egzemplarz z tamtego rocznika, z przebiegiem 106 500 km, i chce za niego aż 109 tys. zł. To sporo, ale rynek najwyraźniej to akceptuje. Wygląda więc na to, że ci, którzy od lat jeżdżą CX-5, wyszli na tym najlepiej.
A tak wygląda nowa Mazda CX-5:



Źródło: motofilm.pl



