Jeśli ci umknęło, to Mazda niedawno pokazała nową odsłonę CX-5. Auto urosło i wymiarami zbliżyło się do CX-60, a do tego subiektywnie faktycznie wygląda lepiej. W praktyce dostało większy bagażnik o pojemności 583 litrów i na papierze stało się znacznie tańsze. Cennik startuje od 139 900 zł. Pod maską zamiast 2.0 pojawił się zoptymalizowany silnik 2.5 e-Skyactiv G, który ma 141 KM i wspiera go miękka hybryda. Mazda twierdzi, że motor działa oszczędniej i lepiej reaguje na gaz. Niby same plusy, ale reakcja rynku (póki co) jest zupełnie inna niż można by się spodziewać.
Ludzie bardziej cenią starą wersję
Wraz z debiutem nowej generacji stara powinna mocno tanieć. Ale tak się nie dzieje – wręcz przeciwnie, jest drożej. W sieci nie brakuje komentarzy kierowców. Ktoś napisał, że „tej nowej bardziej chińskiej nie wróży takiego sukcesu i trzymania wartości”. Inny użytkownik przyznaje, że planował zmienić swoją CX-5 2.5 AWD na nową, ale 145 KM w aucie tej wielkości to dla niego kpina i woli poszukać innego następcy. Są też głosy całkowicie oddane poprzedniej generacji: „wersja z 2024 roku prawdopodobnie to najlepsza Mazda jaka jeździ, nie zamieniłbym jej na inną”.
Zobacz również

Część kierowców narzeka na wnętrze nowego modelu. Pojawia się motyw „wielkiego tabletu” i braku fizycznych przycisków, które wcześniej były znakiem firmowym Mazdy. Padają zarzuty, że kabina wygląda jakby wzięto ją od zupełnie innego producenta (z Chin), co rodzi obawy o to, że to już nie będzie ta sama, klasyczna Mazda z ergonomicznym i dopracowanym kokpitem. I tu ciężko się dziwić, bo taka zmiana faktycznie mocno wpływa na pierwsze wrażenie.

Ceny starej CX-5 szaleją
Przez tą niepewność klientów ceny starej CX-5 są na górce. Mimo że oficjalnie model zjechał kilka miesięcy temu z taśm montażowych, dealerzy wciąż dysponują ostatnimi sztukami i nie zamierzają się ich szybko pozbywać. Jeden z dealerów ma jeszcze nowy egzemplarz z 2024 roku i o większym rabacie nawet nie chce rozmawiać. Maksymalnie schodzi 8500 zł, więc cena wciąż wynosi 158 900 zł. Czyli więcej niż zupełnie nowa CX-5, która w bazowej wersji kosztuje 139 900 zł. W dodatku mówimy o wersji z manualną przekładnią. Nowy model w standardzie ma automat. Wychodzi na to, że w salonie masz wybór: kupić nową CX-5 z automatem za 139 900 zł albo poprzednią z manualem, w dodatku z rocznika 2024, za 158 900 zł. I z tego co słyszałem od znajomego dilera, zainteresowanie starą i tak jest ogromne.

Skąd ten opór wobec nowego modelu
Poprzednia CX-5 dorobiła się bardzo dobrej opinii i naprawdę trudno się do niej przyczepić. Silniki są sprawdzone, auto jest chwalone za niezawodność czy wyciszenie. Ludzie wiedzą, co kupują, a nowa generacja – choć nadal powstaje w Japonii – bywa utożsamiana z „chińską” Mazdą. Częściowo to wina samej marki, bo na przykład Mazda 6 faktycznie powstała przy dużym udziale chińskich inżynierów, a takie skojarzenie wśród klientów zostaje.
Nie bez znaczenia jest też to, co wydarzyło się po premierze CX-60. Wielu kierowców od razu wyłapywało mankamenty – od zawieszenia po różne mniejsze problemy, które nie pasowały do wizerunku dopracowanej Mazdy. To zasiało wątpliwości i dziś część klientów patrzy na nową CX-5 z rezerwą, woląc zostać przy starszej generacji. Po prostu boją się wpadek jakościowych w pierwszych latach produkcji nowej CX-5.
Historia cen też robi swoje. W 2017 roku CX-5 kosztowała 95 900 zł i od tamtego czasu niewiele traci na wartości. Dziś ktoś sprzedaje egzemplarz z tamtego rocznika, z przebiegiem 106 500 km, i chce za niego aż 109 tys. zł. To sporo, ale rynek najwyraźniej to akceptuje. Wygląda więc na to, że ci, którzy od lat jeżdżą CX-5, wyszli na tym najlepiej.
A tak wygląda nowa Mazda CX-5:



Źródło: motofilm.pl






