Rodzina w salonie próbowała otworzyć chińskiego SUV-a nowym sposobem. „Zajęło to aż 45 sekund”

Nie da się ukryć, że samochody – szczególnie elektryczne – zmieniają się w zaskakującym tempie. Jeżdżę nimi regularnie i widzę to z bliska: rok temu i dziś to dwa różne światy. Zasięg, kultura pracy, systemy wspomagające – wszystko wygląda, jakby przeskoczyło co najmniej dwie generacje. Ale mam też nieodparte wrażenie, że w niektórych miejscach inżynierowie za bardzo się zapędzili. Technologia dla samej technologii nie zawsze działa na korzyść użytkownika – i przykład, który zobaczyłem niedawno w salonie, pokazuje to bardzo dobitnie.

Rodzina, która odwiedziła salon z zamiarem obejrzenia chińskiego SUV-a Aito M9, dostała na start technologiczną demonstrację. Auto można otworzyć bezdotykowo – przy pomocy gestów. Rozwiązanie zintegrowane z systemem Huawei wygląda na papierze jak coś wyciągniętego z filmu science fiction. W praktyce? Głowa rodziny przez 45 sekund walczyła z nadwoziem, próbując znaleźć sposób, by “zagrać” odpowiedni gest. Dało się szybciej? Jasne – wystarczyło pociągnąć za klamkę. Ta tam nadal jest, całkiem tradycyjna.

Aito M - czarny, fot. X
Aito M – czarny, fot. X

Gesty, czujniki, magia… i co dalej?

Nie chodzi o to, żeby na siłę krytykować nowe pomysły. Bezdotykowe otwieranie może być fajnym bajerem – ale bardziej jako dodatek, a nie podstawowa metoda wejścia do samochodu. Działa? Działa. Ale czy zawsze i wszędzie? Z doświadczenia wiem, że elektronika potrafi płatać figle, a systemy tego typu mogą po prostu się pomylić. A jeśli któregoś dnia przechodząc z zakupami obok auta, przypadkiem „zrobisz” gest i auto się otworzy?

Na papierze wszystko wygląda świetnie. Ale technologia, która ma działać w codziennych warunkach, powinna przede wszystkim być niezawodna. Gesty są efektowne, ale kiedy gubią się w deszczu, słońcu albo po prostu mają zły dzień – człowiek zaczyna tęsknić za klasycznym przyciskiem. Czasem najprostsze rozwiązania po prostu działają najlepiej.

Aito M9 – luksus z Chin i mocne liczby

Samo auto? Trzeba przyznać – robi wrażenie. Aito M9 to luksusowy SUV, który nie wygląda jak „tani chińczyk”. Pod maską – niemal 500 KM, do wyboru wersja elektryczna albo plug-in hybrid. W środku – dużo miejsca, komfort i technologia na poziomie, który śmiało konkuruje z autami za podobne pieniądze.

W Polsce można go kupić za pośrednictwem firm ściągających auta z Chin. Cena rocznika 2025 to 338 tys. zł – a więc już nie zabawka, tylko znacznie bardziej luksusowa alternatywa dla np. Omody 9. Pytanie tylko – czy szukając nowoczesności, nie zapominamy czasem o tym, że auto ma po prostu działać?