Nie ma się co czarować – rozmowy o samochodach elektrycznych wciąż budzą emocje, czasem wręcz irytację. Stereotypy żyją: że ładowanie trwa wieki, że zasięg kończy się po wyjeździe z miasta, a ładowarki stoją tylko pod siedzibą producenta. I choć te opinie pochodzą często z drugiej ręki lub sprzed kilku lat, trzymają się wyjątkowo mocno.
A tymczasem rzeczywistość zmienia się z miesiąca na miesiąc – dosłownie. Sam jeżdżę elektrykami od paru lat i pamiętam czasy, kiedy każde dalsze wyjście z domu wiązało się z planowaniem trasy pod ładowarki. Dziś? Nie zaprzątam sobie tym głowy, nawet jadąc przez całą Polskę.
Zobacz również
Zebrał 737 zamówień w Polsce i nikt nie przejmuje się jakimś „żółwikiem”. Skoda nie będzie zadowolona
Jest o 15 tys. zł tańszy od Toyoty Yaris Cross i oferuje większy bagażnik. Polacy szybko się przekonują
Ta stylowa limuzyna jest dziś tańsza o 60 tys. zł. „Cena bez dwójki z przodu”, a osiągi z wysokiej półki
Fakt – infrastruktura w kraju nadal nie jest idealna, ale przyrost ładowarek jest zauważalny, a ich lokalizacje coraz sensowniej dobrane. Przykład? Kilkustanowiskowa szybka ładowarka pod Mławą (350 kW). I nie – to nie punkt testowy producenta, tylko realne, dostępne miejsce. Przy obecnych możliwościach baterii i ładowarek, jazda elektrykiem przestaje być sztuką przetrwania, a zaczyna przypominać… zwykłą jazdę.
Lucid Air i 1000 kilometrów bez zająknięcia
Na pohybel wszystkim wątpiącym – jeden z dziennikarzy postanowił w praktyce sprawdzić, czy da się przejechać całą Polskę elektrykiem bez ładowania. Wsiadł w Lucida Air i ruszył z Ustrzyk Dolnych do Świnoujścia. To ponad 1000 kilometrów, bez żadnych przerw na ładowanie. I co? Dało się. Średnia prędkość – 90–100 km/h, zużycie energii – około 9 kWh na 100 km. To naprawdę bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę rozmiary i osiągi auta.
1000km bez ładowania autem elektrycznym czyli bijemy rekord Polski.
Wszystko wskazuje że dojedziemy na oparach ale dojedziemy.
Zużycie prądu ok 9km na kWh. (Żeby było 1000km moja musi być 8.5).
Tempo na autostradzie +- 100km/h.
Trzymajcie kciuki za resztę trasy. pic.twitter.com/oo298NiLht
— EVadam ☀️ (@BorusewiczAdam) August 2, 2025
Sam miałem okazję testować Volkswagena ID.7 i przy podobnej jeździe wycisnąłem zużycie rzędu 10,5 kWh. A to pokazuje tylko jedno – nie trzeba być magikiem energetycznym, wystarczy solidne auto i trochę rozsądku w nodze. Jasne, Lucid Air nie jest autem dla każdego – cena oscyluje w okolicach 600 tys. zł, co robi z niego raczej pokaz możliwości niż rynkowy przebój. Ale nie o to tu chodzi. Ten przejazd udowodnił, że mit „elektryk nie da rady” to już naprawdę tylko mit.
No dobrze, Lucid to ekstrawagancja. Ale co, jeśli ktoś po prostu chce wygodnie jeździć, nie wypruwając sobie kieszeni? Tutaj do gry wchodzi np. marka Xpeng. Testuje właśnie ich dużego SUV-a z baterią prawie 100 kWh. Cena? Po rabatach i dopłatach w granicach 210–220 tys. zł. To nadal sporo, ale w porównaniu z Lucidem to jak wycieczka do Zakopanego zamiast do Tokio. A zasięg? Spokojnie 700 km w mieście, 350–400 km na autostradzie przy wysokich prędkościach. To nie są dane z katalogu – to realne liczby z tras.
Nigdy nie mów że się nie da..
1000 kilometrów na jednym ładowaniu @LUCIDPL @GreenCellPL @Elocitychargers pic.twitter.com/HRH6f1NQnY
— EVadam ☀️ (@BorusewiczAdam) August 2, 2025
I nie chodzi tylko o liczby. Szybkie ładowanie od 10 do 80%? Niecałe 20 minut. Czyli tyle, ile trwa standardowa przerwa na kawę i rozprostowanie nóg. W praktyce nie różni się to niczym od postoju przy trasie autem spalinowym. Można się uprzeć i krzyczeć, że „elektrykiem się nie da”, ale przy obecnych możliwościach – po prostu się da. I to całkiem komfortowo.
Źródło: motofilm.pl, X



