To, że samochody elektryczne potaniały, wie każdy. Ale to, że dziś można kupić piękne 3-letnie elektryczne Audi (06.2022) w cenie Omody 9 – i to z fabryczną gwarancją do 2027 roku – to już inna historia. Jeszcze trzy lata temu taki egzemplarz był wyceniany grubo powyżej pół miliona złotych i trafiał wyłącznie do naprawdę zamożnych kierowców. Teraz, przy spadku popytu na elektryki, można złapać go za 219 900 zł u dilera w Gdańsku. Auto jest bezwypadkowe oraz serwisowane w Polsce. W świetnym stanie – i nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie miało cokolwiek tracić z atrakcyjności. Za tę samą cenę Omoda oferuje swojego flagowego SUV-a – który ma więcej koni, ale nie jest szybszy.
Praktyczność i osiągi w jednym pakiecie
To nie jest samochód, który wymaga kompromisów. Pomieści pięć osób, ma 405 litrów bagażnika z tyłu i dodatkowe 85 litrów z przodu. Bateria 93 kWh pozwala realnie przejechać około 400 km, a szybkie ładowanie z mocą do 270 kW pozwala naładować auto w kilkanaście minut. W trasie sprawdza się świetnie, co potwierdziła moja 2700-kilometrowa podróż do Niemiec. I choć Omoda 9 na papierze ma ponad 500 KM, to w bezpośredniej konfrontacji nie ma żadnych szans w pojedynkach na prostej czy po torze. Audi przyspiesza do setki w 4,1 sekundy i osiąga prędkość maksymalną 250 km/h. Omoda 9 ma więcej koni, ale osiąga setkę w 4,9 sekundy. Do tego nie jest w stanie pojechać szybciej niż 180 km/h.
Zobacz również
Japoński SUV za 113 990 zł znów zaczyna mieszać w głowach, a naprawdę długo tego nie robił. Pali 6,3 l z czterech cylindrów
Żaden elektryk w trasie nie dorówna spalinówce, ale ten naprawdę się stara. Na obniżkę ceny Mercedesa CLA warto poczekać
Z silnikiem 1.6 160 KM, 620-litrowym bagażnikiem i ceną 114 900 zł ten Hyundai ma aż za dużo sensu. LED-y i grzane fotele w cenie
Oferowane za niecałe 220 tys. Audi wcale nie jest też tzw. „golasem”. Po otwarciu drzwi, od razu widać, że ktoś zamawiał ten egzemplarz z myślą o komforcie. Mamy aplikacje dekoracyjne z matowego carbonu, system nagłośnienia Bang & Olufsen Premium z dźwiękiem 3D, przednie sportowe fotele plus z elektryczną regulacją, podparciem lędźwiowym i ogrzewaniem. Panoramiczny dach szklany wpuszcza mnóstwo światła, a klimatyzacja automatyczna w trzech strefach dba o to, żeby każdy pasażer miał swoją idealną temperaturę. Są też przyciemniane tylne szyby, kamera ułatwiająca parkowanie, podgrzewane i składane elektrycznie lusterka z funkcją przeciw oślepieniu oraz pakiet optyczny Czerń Plus.

Podwozie wspiera pneumatyczne zawieszenie Adaptive Air Suspension, które potrafi być jednocześnie komfortowe i precyzyjne. Aluminiowe, 20-calowe felgi w czarno-polerowanym wykończeniu nadają autu lekko agresywnego wyglądu, a lampy Matrix LED z dynamicznymi kierunkowskazami dopełniają efektu. Samochód do tej pory przejechał 89 tys. km.

Elektryki wreszcie potaniały
Elektryczne Audi z pełnym pakietem luksusu, w świetnym stanie i z gwarancją do 2027 roku, w cenie chińskiego (!) auta, które dopiero wchodzi na rynek? To nie jest coś, co widuje się na co dzień. Czy to oznacza, że elektryki będą coraz popularniejsze? Całkiem możliwe. W lipcu w Polsce po raz pierwszy zarejestrowano ich więcej niż diesli – a to już historyczny moment. Coraz więcej europejskich producentów oferuje przyzwoite, a przy tym naprawdę ładne auta na prąd w cenach około 100–120 tys. zł po dopłatach. Wystarczy spojrzeć choćby na propozycje Kii czy Renault, żeby zobaczyć, że wybór robi się naprawdę ciekawy.
W podobnej cenie można też znaleźć nowego Xpenga P7. Ma niemal taką samą moc – 473 KM – i nowoczesne wnętrze, choć jest trochę mniejszy niż Audi. Za to importer dorzuca darmowe ładowanie do 30 tys. km.




