Na rynku samochodowym zaczęło się robić naprawdę ciasno. Licznie pojawiające się nowe marki, które odnoszą niemałe sukcesy powodują, że wielcy muszą myśleć. Fuzje w branży to nie jest żadna nowość, bo ostatnio mówi się o nich na każdym kroku. Ostatnio połączyć miała się np. Honda z Mitsubishi i Nissanem – ostatecznie nic z tego nie wyszło. Dziś jednak nawet ci najbardziej najwięksi muszą kalkulować, jak ciąć koszty i jednocześnie zostać w grze. I właśnie tu pojawia się temat, który dla wielu brzmi jak szok. Mercedes prowadzi bardzo poważne rozmowy z BMW o tym, by do aut ze Stuttgartu trafił silnik 2.0 B48.
Silnik z Monachium w Mercedesie brzmi jak herezja
B48 to dobrze znana jednostka czterocylindrowa, w serii 3 rozwija nawet 265 KM, choć ogólnie występuje w wersjach od 154 KM w górę. Kilka lat temu w BMW serii 5 potrafił palić ogromne ilości paliwa. Dziś sytuacja wygląda inaczej – silnik jest nowoczesny, dostosowany do restrykcyjnych norm emisji Euro 7 i dużo bardziej oszczędny. Mercedes patrzy na to z zainteresowaniem, bo ostatnio trochę przeszarżował z elektryfikacją. Podczas gdy BMW równolegle rozwijało spalinówki i prąd, Stuttgart postawił niemal wszystko na elektryki, które po prostu się nie sprzedają.
Zobacz również
Kia za 107 490 zł jest dłuższa od Dustera, a za 115 490 zł od Bigstera. Oglądających dziwi, ile miejsca oferuje ten kompakt
Nowy SUV Volvo uderzył w słup imitujący drzewo. „Przednia szyba nawet nie pękła”
Dali wyższą jakość, a chcą mniej niż za przedlifta. Przy 83 500 zł polscy klienci mogą usiąść do stołu
Rabaty na elektryczne modele Mercedesa sięgają nawet 50 procent, co jasno pokazuje, że klienci nie są do nich przekonani. Do tego dochodzi fakt, że marka potrzebuje silników spełniających Euro 7, aby utrzymać przy życiu swoje sedany i SUV-y klasy średniej. Mowa tu nie tylko o Klasie C, ale też CLA, GLA, GLC czy nawet Klasie E. W tej chwili mają w ofercie motor 1.5 rozwijany wspólnie z Geely i Renault – testowałem go ostatnio i muszę powiedzieć, że jest całkowicie wystarczający. Mało pali, jest dynamiczny, ale klienci Mercedesa nie kupują auta premium po to, by mieć tak małą jednostkę.
Dlaczego akurat B48?
Powód jest prosty – to silnik, który daje ogromną elastyczność. Może być łączony z hybrydami plug-in czy różnymi wariantami napędów, co dziś jest absolutnie kluczowe. A że Mercedes nie ma nic podobnego (i taniego) w ofercie, to właśnie tu pojawia się szansa na układ ze swoim największym konkurentem. Szczególnie że nowe trendy widać gołym okiem. Wystarczy spojrzeć na oferty chińskich marek takich jak Jaecoo, Omoda czy MG – tam konfiguracje napędowe idą w plug-iny.

B48 natomiast od dawna jest rozwijany właśnie pod kątem różnych wariantów, co oznacza, że Mercedes mógłby płynnie wprowadzić go do swoich modeli. Stuttgartowi pozwoliłoby to szybko złapać oddech na rynku i mieć jednostkę, która nie tylko spełnia normy, ale też daje dobre osiągi. To by była gra na czas, by marka mogła wrócić do równowagi między elektryfikacją a spalinówkami.
A co z BMW
No właśnie – co miałoby z tego Monachium. Tu sprawa jest dość prosta, bo dzięki współpracy BMW zapewniłoby sobie większą skalę produkcji swojego kluczowego silnika. W dłuższej perspektywie spekuluje się nawet, że współpraca może wyjść poza sam motor i objąć także skrzynie biegów. Brzmi to jak science fiction, bo dla purystów wizja Mercedesa z sercem BMW to niemal świętokradztwo. Ale trzeba pamiętać, że obecny klimat w branży wymaga przełamania starych barier – albo się dostosujesz, albo wypadasz z gry.

Jeśli wszystko się potwierdzi, jeszcze przed końcem roku możemy mieć sytuację, w której nabywcy przyszłej Klasy C wsiądą do auta napędzanego silnikiem, który do tej pory kojarzył się wyłącznie z BMW (i Mini). I chyba właśnie tak wygląda przyszłość – nie zawsze taka, jakiej byśmy chcieli, ale taka, której rynek zwyczajnie potrzebuje.
Źródło: motofilm.pl, Autocar



