Chiński SUV zmasakrował ciężarówkę w teście zderzeniowym. „Wal w osobówkę” już nieaktualne?

Pamiętacie to kontrowersyjne hasło, które lata temu rozgrzało internet i szkolenia dla kierowców ciężarówek? „Wal w osobówkę, jeśli zajechała ci drogę, bo jest poniżej nóg” – tak miała brzmieć brutalna rada, wynikająca z zimnej kalkulacji fizyki i ochrony własnego życia. Choć minęło już kilkanaście lat, sentencja ta wciąż krąży po forach i grupach zawodowych kierowców. Ale czasy się zmieniają – właśnie pojawił się SUV, który może nie tylko przetrwać starcie z ciężarówką, ale nawet je wygrać.

Chińska marka Li Auto, do tej pory niemal nieobecna w Polsce, pokazała coś, co trudno zignorować. Nowy model Li Auto i8 zderzył się czołowo z 8-tonową ciężarówką Chenglong przy prędkości 60 km/h. Brzmi jak klasyczny crash-test? Z pozoru tak. Ale efekt był inny niż zazwyczaj: to nie SUV się rozpadł, tylko ciężarówka… na moment oderwała się od ziemi. Wrażenie robi nie tylko siła zderzenia, ale i to, jak spokojnie wyszedł z tego sam elektryk.

Li Auto i8 - tył, fot. Materiały prasowe
Li Auto i8 – tył, fot. Materiały prasowe

SUV kontra ciężarówka. I nie chodzi tu o memy

Cała akcja została zarejestrowana na wideo i wygląda jak coś między testem zderzeniowym a materiałem promocyjnym. Li Auto i8, ważący około 2600 kg, zderzył się czołowo z 8-tonowym pojazdem ciężarowym, który poruszał się z prędkością około 40 km/h. To nie są laboratoryjne warunki – to bardzo realna symulacja miejskiej kolizji. Tyle że z ogromną różnicą mas.

Zobacz także: Jest bardzo gorąco. MG HS taniej o prawie 35 tys. zł

W teorii taki pojedynek powinien skończyć się tragicznie dla SUV-a. A jednak to właśnie Chenglong został spektakularnie „podbity” – kabina ciężarówki niemal oderwała się od ramy, co widać na nagraniu bardzo wyraźnie. To, co miało być testem wytrzymałości elektrycznego auta, stało się pokazem siły. Można się zastanawiać, na ile to przypadek, a na ile marketing, ale sam fakt, że auto nie złożyło się jak konserwa, mówi wiele.

Li Auto i8 - przód, fot. Materiały prasowe
Li Auto i8 – przód, fot. Materiały prasowe

Żadnej deformacji, zero wybuchu

Trzeba oddać jedno – auto nie tylko nie rozpadło się przy zderzeniu, ale wręcz pozostało zaskakująco nienaruszone. Żadne elementy konstrukcyjne nie uległy deformacji, drzwi otworzyły się automatycznie, a dziewięć poduszek powietrznych zadziałało jak w podręczniku. Co więcej – akumulator, który w elektrykach jest kluczowy i potencjalnie niebezpieczny, pozostał w dobrym stanie. Ani dymu, ani przegrzania, ani żadnych wycieków.

Niektórzy twierdzą, że to wszystko wygląda aż zbyt dobrze. Pojawiają się głosy, że test został wyreżyserowany – i że bardziej przypomina viralowy materiał PR-owy niż rzeczywisty crash-test zgodny z procedurami. I być może coś w tym jest. Ale nawet jeśli to była pokazówka, trzeba przyznać, że została zrobiona skutecznie. O Li Auto mówi dziś więcej osób niż jeszcze tydzień temu – a to w wojnie marek liczy się równie mocno, co technologia.

Elektryczne czołgi czy sprytny montaż?

Nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków z jednego filmu. To nie jest test Euro NCAP, a Li Auto nie działa jeszcze oficjalnie na naszym rynku. Ale trudno nie zauważyć trendu: chińskie marki coraz częściej inwestują w pokazy siły, nie tylko deklaracje. SUV-y z tamtego rynku nie są już „alternatywą dla budżetowych benzyniaków”, tylko pełnoprawnymi graczami – również w kontekście bezpieczeństwa.

Czy „wal w osobówkę” ma jeszcze rację bytu? W świecie, gdzie elektryczne SUV-y ważą ponad 2,5 tony i są naszpikowane elektroniką, granice między autami osobowymi a ciężarowymi zaczynają się zacierać. A jeśli ktoś chciał po prostu zrobić szum wokół swojej marki – to akurat wyszło mu całkiem dobrze. Nawet jeśli nie kupisz Li Auto i8, pewnie i tak zapamiętasz ten film.

Na zakończenie dodajmy, że Li Auto i8 kosztuje w Chinach 339 800 juanów. W przeliczeniu na złotówki jest to około 170 tys. zł. To dzięki ostatniej obniżce.