Chińczycy wjeżdżają na grubo. Nowa marka celuje w Audi i Porsche, ale będzie dużo taniej

Pamiętam jak w lutym zobaczyłem w Warszawie egzemplarz auta, które wyglądało na coś zupełnie nowego i od razu pomyślałem, że nie może to być przypadek. Chińskie tablice, świeży design i ten specyficzny klimat auta, które dopiero szuka miejsca na europejskich drogach. Wtedy miałem przeczucie, że ktoś szykuje wejście do Polski i, jak się okazuje, nie pomyliłem się. Kilka miesięcy później trafiła do mnie oficjalna informacja prasowa. Exlantix wchodzi na nasz rynek z bardzo ciekawą limuzyną, która celuje wysoko, bo w Audi i Porsche.

Exlantix ES chce robić szum

Na papierze wygląda naprawdę mocno – 480 koni mechanicznych i sprint do setki w 3,7 sekundy. System potrafi przekazać aż 8000 Nm momentu obrotowego prosto na koła. Samochód posiada 800-woltową architekturę i dostał baterię o pojemności 100 kWh. Taka konfiguracja oznacza szybkie ładowanie, choć trzeba jasno powiedzieć – żadnej rewolucji tutaj nie ma. Audi oraz Porsche dysponują podobną technologią.

Exlantix ES - przód, fot. Exlantix
Exlantix ES – przód, fot. Exlantix

Xpeng G9 – też chiński, ale już od kwietnia obecny na rynku – także korzysta z podobnej technologii. Exlantix raczej idzie ścieżką, którą inni już przetarli. I to nie jest zarzut, bo to bardzo rozsądne zagranie dla nowej marki. Nie wyobrażam sobie jakichkolwiek oszczędności w kwestii systemu napędowego.

Cena – to ma być klucz do sukcesu

Oficjalnych cenników jeszcze nie ma, ale my już coś wiemy: cena startowa ma mieć „dwójkę z przodu”. W praktyce powinny to być okolice 240–250 tysięcy złotych. Na tle Porsche Taycana czy Audi e-trona GT to brzmi wręcz podejrzanie korzystnie. I właśnie tu może być największa siła marki – bo jeśli ktoś szuka osiągów, a niekoniecznie prestiżowej plakietki na masce, to będzie miał sporo powodów, żeby się zainteresować.

Exlantix ES - wnętrze, fot. Exlantix
Exlantix ES – wnętrze, fot. Exlantix

Nie ma się jednak co łudzić, że w tym momencie Audi czy Porsche dostaną ataku paniki. Marki premium sprzedają coś więcej niż samochody. Sprzedają wizerunek, emocje i lata tradycji. Tego Exlantix powstały w 2024 roku nie ma i długo mieć nie będzie. Ale jeśli ktoś wybiera auto czysto pod kątem parametrów i opłacalności, może się mocno zastanowić. I właśnie na takim kliencie Chińczycy będą chcieli zbudować swoją pozycję. Dają podobne osiągi, sprawdzoną technologię i cenę, która mocno psuje rynek. To mieszanka, która może się udać. Zwłaszcza, że stoi za nią koncern Chery.

Porsche Taycan Turbo S Sport Turismo
Porsche Taycan Turbo S Sport Turismo, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Gdzie jest prawdziwy przeciwnik

Mówią, że celują w Audi i Porsche, ale moim zdaniem to trochę zasłona dymna. Realną konkurencją dla Exlantixa będzie Xpeng, a zwłaszcza ich P7. Nowa wersja wygląda futurystycznie, ładuje się szybciej dzięki technologii 800V 5C i pod względem designu potrafi zrobić wrażenie większe niż niejeden zachodni elektryk. Miałem okazję sprawdzić obecne P7 i mimo że to auto produkowane już od 2019 roku, dalej jest świetnym wyborem.

Xpeng P7 (2025) - przód, fot. mat. prasowe
Xpeng P7 (2025) – przód, fot. mat. prasowe

P7 ma również około 480 KM i kosztuje w okolicach 240 tysięcy złotych. To jest ten poziom, do którego Exlantix będzie musiał się dostosować. Żeby naprawdę namieszać, muszą pokazać coś więcej niż tylko atrakcyjną cenę. Na razie mamy obietnice, dane techniczne i głośne porównania do marek premium. Ale prawdziwa gra zacznie się dopiero wtedy, gdy pierwsze egzemplarze trafią do Polski i będzie można sprawdzić je w praktyce. A kiedy się pojawią? Już jesienią. Bardzo możliwe, że ten samochód pojawi się w nowym programie „Moto Kombat” realizowanym z moim udziałem dla TVN Turbo.

Źródło: motofilm.pl

Xpeng P7 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng P7 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo