Nieczęsto trafia się oferta, która na pierwszy rzut oka wygląda aż podejrzanie dobrze. A jednak – Xpeng P7, chiński elektryk, którego od dzisiaj intensywnie testuję, faktycznie może przez długi czas nie kosztować cię nic w eksploatacji. Brzmi jak hasło z ulotki? Jasne. Ale przy bliższym przyjrzeniu się – oferta okazuje się naprawdę konkretna. Wystarczy, że wybierzesz model z rocznika 2024 i nie będziesz zwlekać, bo zostało już tylko kilka egzemplarzy.
W największym skrócie: Kupując Xpenga P7 z rocznika 2024, dostajesz w cenie auta 30 tysięcy kilometrów darmowego ładowania – na 4500 ładowarkach w Polsce. A jakby tego było mało, to jeszcze cena auta pozytywnie zaskakuje. Startuje z pułapu 216 900 zł za wariant Long Range z deklarowanym zasięgiem 576 km. Po doliczeniu dopłaty z programu „Mój Elektryk” (do 40 tys. zł) zostaje jakieś 175 tys. zł. I tu trudno nie unieść brwi – nowy elektryk z takim zasięgiem, 7-letnią gwarancją / 160 tys. km i pakietem darmowej energii? Brzmi jak okazja, ale…
Zobacz również
Z silnikiem 1.6 160 KM, 620-litrowym bagażnikiem i ceną 114 900 zł ten Hyundai ma aż za dużo sensu. LED-y i grzane fotele w cenie
Bezpieczny SUV premium za 146 tys. zł. Dwie rzeczy dają mu realną przewagę nad konkurencją
111 775 zł rabatu na rodzinnego SUV-a Audi. Niemcy nie chcieli być gorsi od Lexusa, ale powodów jest więcej
Warto zrozumieć, skąd ta cena. Jesteśmy w sierpniu 2025 – lada moment Xpeng pokaże w Chinach zupełnie nowy model. Będzie szybszy, bardziej futurystyczny, z ładowaniem 500 kW i stylówą przypominającą koncepty Jaguara. Obecne P7? Zestarzeje się w folderach, ale na drodze wciąż daje radę. Maksymalna moc ładowania 175 kW nie jest zła, szczególnie że konkurencja z Europy niekiedy ledwo dobija do 120. Więc nie, nie masz do czynienia z przestarzałym wynalazkiem, tylko z pełnoprawnym samochodem, który po prostu zaraz ustąpi miejsca nowszemu modelowi.

Chiński komfort bez chińskich kompromisów
Co ciekawe, sama jazda Xpengiem to przyjemność. Auto dobrze trzyma się drogi, jest bardzo solidnie wykończone, kabina sprawia wrażenie klasy premium, a cisza w środku naprawdę relaksuje. Wersja Long Range daje 276 KM, co w miejskich i podmiejskich realiach jest zupełnie wystarczające. Jeśli chcesz więcej, za 241 900 zł masz wersję Performance z 473 KM, ale tu zasięg spada do 505 km. Wybór zależy od tego, co dla ciebie ważniejsze – przyspieszenie czy autonomia. Jedno jest pewne: obie wersje mają sens, choć – patrząc na realne potrzeby – to właśnie Long Range wydaje się złotym środkiem.

Czy warto jeszcze czekać na nową generację? Moim zdaniem – niekoniecznie. Owszem, nadchodzi coś nowszego, ale to nie sprawia, że P7 nagle staje się gorsze. Zwłaszcza jeśli liczysz każdą złotówkę – za mniej niż 180 tysięcy zł masz elektryka, który nie będzie drenował twojego portfela ani na starcie, ani podczas eksploatacji. A że wygląda nowocześnie i prowadzi się dobrze – to tylko bonus. Nie trzeba być fanem chińskiej motoryzacji, by przyznać, że jego wybór po prostu się opłaca.


Źródło: motofilm.pl



