Wygląda jak Range za 475 tys., będzie kosztował ~115 tys. zł. Jaecoo 5 może namieszać bardziej niż się wydaje

Widzisz go z boku i myślisz: o, nowy Range. Potem patrzysz z tyłu – znowu to samo wrażenie. Charakterystyczne światła, masywna sylwetka, trochę tego brytyjskiego sznytu. A potem nagle zderzenie z rzeczywistością – to nie Range Rover Sport za 475 tysięcy, tylko nowy Jaecoo 5, który ma kosztować mniej niż 120 tys. zł. Brzmi absurdalnie? Trochę tak, ale właśnie takie rzeczy dzieją się na rynku.

Po sukcesie większego Jaecoo 7, który już teraz sprzedaje się jak ciepłe bułki, marka wrzuca do gry coś mniejszego, tańszego i jeszcze bardziej dostępnego. Nie ma tu zbędnych historii o rewolucji w motoryzacji – po prostu biorą to, co działa (czytaj: styl Range’a), dodają sensowną technikę i pakują w atrakcyjną cenę. Efekt? Auto, które wygląda na premium, a kosztuje jak przeciętny hatchback z salonu. I tak, coś mi mówi, że to się może sprzedać szybciej, niż wielu Polaków zdąży się zorientować, że to nie „prawdziwy” Range.

Na pierwszy rzut oka? Szczególnie z boku przypomina Range Rovera Sport (zdjęcia poniżej). Tył też jakby znajomy. Przód może nieco bardziej „po swojemu”, ale całość wygląda tak, że nikt nie powie, że jest nieatrakcyjny. A skoro już przy wyglądzie jesteśmy – nieprzypadkowo przypomina Range Rovera Sporta. Ten, mimo wysokich cen (Sport od 475 tys. zł w górę), sprzedaje się w Polsce świetnie. Ludzie po prostu lubią ten styl – masywny, pewny siebie. I wreszcie dostaną coś podobnego za około 115 tysięcy. Trudno się nie odwrócić na ulicy, skoro przypomina Range’a. Jeszcze trudniej będzie go nie kupić w cenie kompaktu. To wygląda na prosty przepis: skoro drogi oryginał się sprzedaje, to tańszy „lookalike” może robić jeszcze większe liczby.

Range Rover Sport - bok, fot. RR
Range Rover Sport – bok, fot. RR

Hybryda, benzyna, prąd

Z technicznego punktu widzenia będzie w czym wybierać. Jaecoo 5 wjedzie z trzema napędami. Dla tych, co nie lubią kombinować – klasyczna benzyna 1.6 T-GDI, 147 KM, automat DCT. Dla tych, co nie chcą ani ładować, ani tankować co drugi dzień – klasyczna hybryda HEV. Bez kabla, ale z sensownym spalaniem i bez windowania ceny. Dokładnie to, czego brakuje w modelu 7.

Jaecoo 5 - tył, fot. Jaecoo
Jaecoo 5 – tył, fot. Jaecoo

I jeszcze prąd – wersja BEV będzie miała 210 KM i zasięg 400 km z baterii 61 kWh. Czy to wystarczy? Na miasto i okolice pewnie tak. A że nie każdy chce od razu wchodzić w EV, to spokojnie – wersja spalinowa i elektryczna wejdą na rynek równolegle. ICE i BEV – listopad 2025, HEV – styczeń 2026. Różnorodność? Jest. Chińczycy nie będą Ci wciskać prądu na siłę, choć u nich w kraju to właśnie elektryki robią największe liczby.

Jaecoo 5 - przód, fot. Jaecoo
Jaecoo 5 – przód, fot. Jaecoo

Mały SUV, wielkie zamieszanie

Pod względem gabarytów to klasyczny kompaktowy SUV. Ma 438 cm długości, 186 cm szerokości, 165 cm wysokości i bagażnik od 480 do 1284 litrów. Prześwit? 139 mm. Tak, to nisko. Jak w Mercedesie klasy E, nie jak w SUV-ie. Ale nie każdy musi robić off-road pod Żabką – niższy prześwit oznacza też mniejsze spalanie. Dla porównania: Range Rover Sport z pneumatycznym zawieszeniem ma nawet 281 mm.

Zobacz także: Rowerzysta uszkodził mi zderzak w Jaecoo 7. Zadzwoniłem do ASO po nowy i się zdziwiłem

Co ciekawe, mimo tej wielkości i ceny, Jaecoo nie skąpi na wyposażeniu. Już poprzednie modele udowodniły, że „chiński” nie znaczy „biedny”. Ludzie to widzą – i dlatego Jaecoo sprzedało już w Polsce 2563 sztuki tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku. A jeszcze tańszy, lepiej skrojony SUV? Może spokojnie przekroczyć 3000 – jak Omoda 5.

Źródło: motofilm.pl