W sieci wrze. Internetowi tropiciele okazji właśnie znaleźli coś, co wielu nie daje spokoju – chiński SUV Omoda 5, zaledwie ośmiomiesięczny, z minimalnym przebiegiem 2700 km, wystawiony za… 71 900 zł. I to nie jakaś obligatoryjna cena – można spokojnie ponegocjować nawet w okolice 70 tysięcy. Dla porównania: nowa Omoda 5 w salonie to dziś wydatek minimum 115 500 zł. Mówimy więc o różnicy na poziomie ponad 44 tysięcy złotych. A to nie jest przecena na wyprzedaży rocznika – to wciąż niemal nowe auto, z polskiego salonu, na gwarancji.
Wiadomo, że takie ogłoszenia zapalają lampki. Pierwsza myśl: co jest nie tak? Bo przecież nikt nie oddaje prawie nowego SUV-a za pół darmo bez powodu. I tu powodem jest – delikatna stłuczka. Lewe drzwi są do wymiany, błotnik może udałoby się wyciągnąć bez potrzeby zamawiania nowego. Czyli bok, który nie ma żadnych sensorów, radarów, ani kabli – klasyka drobnych kolizji. Zresztą sami komentujący mówią wprost: to prosta naprawa. Udało nam się również zauważyć uszkodzony fotel kierowcy z prawej strony przez wybuch w nim poduszki powietrznej między pasażerami – ale nawet używany komplet w Internecie kosztuje tylko 4000 zł. Ciężko znaleźć informacje o tym, ile kosztuje sam fotel kierowcy. Ale dla porównania – fotel do Cupry Ateci da się kupić za około 1500-1600 zł. Ten w Omodzie powinien być znacznie tańszy.
Zobacz również
W cenie 129 600 zł ma już 4×4 i hybrydę z automatem. Dali mu wodoodporną tapicerkę i nazywają go małym Land Cruiserem
Obniżka o 30 tys. zł wykończy chińskich rywali. Tesla Model 3 Standard ma trochę mniejszy zasięg, ale bogate wyposażenie i tańsze w utrzymaniu opony
Chińczycy wciąż pracują nad takim autem, a Dacia o nim marzy. Hyundai ma je od dawna i wycenia na 79 900 zł
3000 zł za drzwi i gotowe? Nie do końca
Zaskoczeniem może być też koszt części – używane lewe drzwi do Omody 5 to wydatek rzędu 3000 zł. I – co ciekawe – są dostępne praktycznie od ręki. Nawet jeśli trzeba by dorzucić jeszcze 7000 zł za lakier, fotel, robociznę i ewentualny błotnik, cała zabawa powinna się zamknąć w około 80-83 tys. zł. Nadal mówimy o oszczędności ponad 35 tysięcy względem salonu. To już nie promocja – to zupełnie inny pułap cenowy. Pamiętaj jednak, żeby auto dokładnie sprawdzić przed ewentualnym zakupem.

Nie wszyscy jednak rozumieją decyzję właściciela – po co sprzedawać auto z tak lekką szkodą, zamiast je po prostu naprawić i jeździć dalej? Tu pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Może nie miał głowy do napraw? Może nie był zadowolony z auta i stłuczka dała mu pretekst, żeby się go pozbyć bez żalu? A może po prostu są ludzie, którzy nie chcą jeździć autem, które „dostało”, nawet jeśli uderzenie było symboliczne?
Omoda 5 to solidny gracz
Jeździłem Omodą 5 i nie mam złych wspomnień. Jasne, nie jest to SUV z plakatów i nie rozkręca serca do czerwonego pola, ale swoje robi. Dobrze zestrojona skrzynia, spokojne prowadzenie, dość komfortowo i naprawdę przyzwoicie wyposażona – to taki samochód, którym można jeździć codziennie, nie rzucając się w oczy, ale mając poczucie, że kupiło się coś sensownego. Przy tej cenie – nawet z poprawką na lekki dzwon – robi się wręcz podejrzanie opłacalnie.

Oczywiście, rozumiem sceptyków. Chińska marka, niska cena, wypadek – to nie brzmi jak przepis na bezpieczny zakup życia. Ale z drugiej strony – nie każdy potrzebuje SUV-a na medal za 200 tysięcy. Jeśli komuś nie przeszkadza delikatnie przetarty bok i trochę zabawy z częściami, to może się tu naprawdę nieźle obłowić. Zaoszczędzić 40 tysięcy to nie jest byle co.
Z jednej stłuczki można wyjść na plus
Takie ogłoszenia pokazują, że jeśli masz trochę odwagi, zdrowego rozsądku i chęci do załatwiania napraw – można dziś złapać coś naprawdę ciekawego. I wcale nie trzeba jechać do Niemiec po Passata z przekręconym licznikiem.
Bo może i drzwi są do wymiany, ale za taką kasę – to drzwi do świata, gdzie 147-konny SUV kosztuje tyle, co używane Clio.
Źródło: motofilm.pl, link go ogłoszenia




