Przez ostatni rok o Omodzie 5 mówiło się dużo i często z zachwytem. Chiński SUV zaskoczył rynek, zgarniając pochwały za design, wyposażenie i jakość wykonania, której wcześniej nie kojarzyliśmy z autami z Państwa Środka. A teraz – nagle – Omoda tanieje. I to porządnie – o 11 500 zł. Właśnie tyle spada z ceny katalogowej modelu Comfort, który jeszcze niedawno był poza zasięgiem wielu osób szukających nowego SUV-a. Co się dzieje?
Omoda 5 za 104 000 zł? Tak tanio jeszcze nie było
Zacznijmy od faktów: Omoda 5, która normalnie kosztuje 115 500 zł, teraz do wyrwania jest za 104 000 zł. I co ważne – mówimy o aucie od ręki, bez kombinowania z leasingiem czy abonamentem. Gotówka? Nie ma problemu. Możesz zapłacić przelewem i – dosłownie – w kilka dni odebrać auto z salonu. Nawet mimo że w internecie wisi cena 109 tys. zł, wystarczy napisać albo zadzwonić, a dostaniesz lepszą. Tak właśnie zrobił inny zainteresowany – zadziałało.
Zobacz również
57 tys. km w cztery lata i twarde zderzenie z rynkiem. Z dawnej ceny zostało tylko 38%, o ile ktoś zapłaci
Ma o 257 KM mniej, a w praktyce ucieka Omodzie 9. Rodzinny SUV z rocznika 2025 potaniał o 64 200 zł
Ten SUV za 108 tys. zł ma 513 l bagażnika i 20 cm prześwitu. Jego pięć minut minęło, ale nadal ma sens
Oferta dotyczy wersji Comfort w kolorze Phantom Grey. Czyli żadnych golasów z klamkami na korbkę – mamy tu m.in. 147-konny silnik 1.6 T-GDI, automatyczną skrzynię 7DCT i napęd na przód. Kamera cofania, czujniki z przodu i z tyłu, ambientowe oświetlenie, indukcyjna ładowarka, adaptacyjny tempomat – to wszystko jest. I 7 lat gwarancji. No to… w czym haczyk?

Czy to znak, że Omoda się kończy?
Choć cena może sugerować, że producent zaczyna się „ratować”, prawda jest bardziej złożona. Omoda 5 nadal sprzedaje się bardzo dobrze. Problem w tym, że konkurencja nie śpi. Za podobną kwotę da się dziś kupić na przykład pięknego, czerwonego Hyundaia Tucsona – model uznanej marki, z salonu, z pełnym zapleczem serwisowym i dobrze znanym logo. Do gry wracają też mocniej Europejczycy i Japończycy. Omoda musi reagować. A jak najlepiej to zrobić, jeśli nie ceną?
Chińska marka wie, że choć ich auto może nie mieć znaczka z „prawdziwym rodowodem”, to ma coś, czego nie da się zignorować – bardzo sensownego SUV-a za dobrą kasę. Dla wielu klientów to w zupełności wystarczy. W tym segmencie emocje emocjami, ale portfel ma ostatnie słowo.

No dobra, a wady? Są – i nie ma co udawać, że nie
Omoda 5 to naprawdę fajne auto, ale nie idealne. Największy minus? Bagażnik. Tylko 360 litrów. To tyle co w Golfie czy Focusie. Irytujące może być też to, że ładowność auta to zaledwie 319 kg. Serio – cztery dorosłe osoby plus trochę bagażu i już jesteśmy na limicie. Kto planuje rodzinne wakacje z bagażem, musi mieć to na uwadze.
Z drugiej strony spalanie – średnio 7 l/100 km – nie odstrasza. Samochód prowadzi się dobrze, a wnętrze? Zaskakująco dopracowane. W niczym nie przypomina taniego plastiku sprzed kilku lat. Gdyby nie ten mikroskopijny bagażnik, byłoby niemal idealnie. No właśnie – „niemal”.

Gdybym miał wybierać? Dopłaciłbym do Jaecoo 7
Omoda 5 kusi, to jasne. Szczególnie w tej cenie. Ale gdybym sam miał dziś podejmować decyzję, powiem szczerze – rozważyłbym dopłatę do Jaecoo 7. Też chińskie, też dobrze wykonane, z tym samym silnikiem i bardzo podobnym wyposażeniem. Różnica? Spora. Przede wszystkim przestrzeń – bagażnik ma aż 564 litry. No i lepsze właściwości terenowe, jeśli ktoś planuje zjechać z asfaltu. Cena? Teraz podobno nieco ponad 130 tys. zł. Więc nie jest to przepaść.
Jeździłem chińskim SUV-em Jaecoo J7 za 139 900 zł. Poprawnie czytamy „dżejKU”
Ale – co by nie mówić – Omoda 5 za 104 tys. zł to nadal konkretna oferta. Szczególnie jeśli szukasz nowego, dobrze wyposażonego SUV-a, który wygląda nowocześnie, prowadzi się pewnie i nie zje Ci portfela na paliwie. Tak czy inaczej – warto wiedzieć, że coś się ruszyło. Bo jeszcze niedawno rabaty były tylko „dla wybranych”, a dziś? Dziś może się udać każdemu.
Źródło: motofilm.pl



