Przez ostatni rok o Omodzie 5 mówiło się dużo i często z zachwytem. Chiński SUV zaskoczył rynek, zgarniając pochwały za design, wyposażenie i jakość wykonania, której wcześniej nie kojarzyliśmy z autami z Państwa Środka. A teraz – nagle – Omoda tanieje. I to porządnie – o 11 500 zł. Właśnie tyle spada z ceny katalogowej modelu Comfort, który jeszcze niedawno był poza zasięgiem wielu osób szukających nowego SUV-a. Co się dzieje?
Omoda 5 za 104 000 zł? Tak tanio jeszcze nie było
Zacznijmy od faktów: Omoda 5, która normalnie kosztuje 115 500 zł, teraz do wyrwania jest za 104 000 zł. I co ważne – mówimy o aucie od ręki, bez kombinowania z leasingiem czy abonamentem. Gotówka? Nie ma problemu. Możesz zapłacić przelewem i – dosłownie – w kilka dni odebrać auto z salonu. Nawet mimo że w internecie wisi cena 109 tys. zł, wystarczy napisać albo zadzwonić, a dostaniesz lepszą. Tak właśnie zrobił inny zainteresowany – zadziałało.
Zobacz również
Zabrałem hybrydowe Audi Q5 Sportback do Niemiec, żeby sprawdzić, czy po rozładowaniu baterii traci moc jak „chińczyk”. Takiego spalania się nie spodziewałem
77 700 zł to nowa cena za SUV-a dłuższego niż Nissan Qashqai. Za tyle dostajemy automat i silnik 1.5
Poliftowy Seat Ibiza stał się tańszy od chińskiego MG3. Ma prosty silnik MPI z bardzo dobrą opinią
Oferta dotyczy wersji Comfort w kolorze Phantom Grey. Czyli żadnych golasów z klamkami na korbkę – mamy tu m.in. 147-konny silnik 1.6 T-GDI, automatyczną skrzynię 7DCT i napęd na przód. Kamera cofania, czujniki z przodu i z tyłu, ambientowe oświetlenie, indukcyjna ładowarka, adaptacyjny tempomat – to wszystko jest. I 7 lat gwarancji. No to… w czym haczyk?

Czy to znak, że Omoda się kończy?
Choć cena może sugerować, że producent zaczyna się „ratować”, prawda jest bardziej złożona. Omoda 5 nadal sprzedaje się bardzo dobrze. Problem w tym, że konkurencja nie śpi. Za podobną kwotę da się dziś kupić na przykład pięknego, czerwonego Hyundaia Tucsona – model uznanej marki, z salonu, z pełnym zapleczem serwisowym i dobrze znanym logo. Do gry wracają też mocniej Europejczycy i Japończycy. Omoda musi reagować. A jak najlepiej to zrobić, jeśli nie ceną?
Chińska marka wie, że choć ich auto może nie mieć znaczka z „prawdziwym rodowodem”, to ma coś, czego nie da się zignorować – bardzo sensownego SUV-a za dobrą kasę. Dla wielu klientów to w zupełności wystarczy. W tym segmencie emocje emocjami, ale portfel ma ostatnie słowo.

No dobra, a wady? Są – i nie ma co udawać, że nie
Omoda 5 to naprawdę fajne auto, ale nie idealne. Największy minus? Bagażnik. Tylko 360 litrów. To tyle co w Golfie czy Focusie. Irytujące może być też to, że ładowność auta to zaledwie 319 kg. Serio – cztery dorosłe osoby plus trochę bagażu i już jesteśmy na limicie. Kto planuje rodzinne wakacje z bagażem, musi mieć to na uwadze.
Z drugiej strony spalanie – średnio 7 l/100 km – nie odstrasza. Samochód prowadzi się dobrze, a wnętrze? Zaskakująco dopracowane. W niczym nie przypomina taniego plastiku sprzed kilku lat. Gdyby nie ten mikroskopijny bagażnik, byłoby niemal idealnie. No właśnie – „niemal”.

Gdybym miał wybierać? Dopłaciłbym do Jaecoo 7
Omoda 5 kusi, to jasne. Szczególnie w tej cenie. Ale gdybym sam miał dziś podejmować decyzję, powiem szczerze – rozważyłbym dopłatę do Jaecoo 7. Też chińskie, też dobrze wykonane, z tym samym silnikiem i bardzo podobnym wyposażeniem. Różnica? Spora. Przede wszystkim przestrzeń – bagażnik ma aż 564 litry. No i lepsze właściwości terenowe, jeśli ktoś planuje zjechać z asfaltu. Cena? Teraz podobno nieco ponad 130 tys. zł. Więc nie jest to przepaść.
Jeździłem chińskim SUV-em Jaecoo J7 za 139 900 zł. Poprawnie czytamy „dżejKU”
Ale – co by nie mówić – Omoda 5 za 104 tys. zł to nadal konkretna oferta. Szczególnie jeśli szukasz nowego, dobrze wyposażonego SUV-a, który wygląda nowocześnie, prowadzi się pewnie i nie zje Ci portfela na paliwie. Tak czy inaczej – warto wiedzieć, że coś się ruszyło. Bo jeszcze niedawno rabaty były tylko „dla wybranych”, a dziś? Dziś może się udać każdemu.
Źródło: motofilm.pl



