Nowe auto z salonu za 64 000 zł wygląda jak SUV i bije na głowę chińskie wynalazki

Myślisz, że mając nieco ponad 60 tysięcy złotych na nowe auto, jesteś skazany na elektryczną Dacię Spring albo musisz zaryzykować z chińskim modelem, do którego potem nie sposób znaleźć części? No to… bardzo miło mi zaskoczyć cię na dzień dobry. Bo za 64 900 zł da się dziś kupić pełnoprawne, europejskie auto z salonu – w dodatku nie jakieś golasowate, tylko z pełnym pakietem cywilizowanych dodatków. Mowa o zupełnie nowym Citroenie C3, który zadebiutował w 2024 roku i już w podstawowej wersji oferuje naprawdę sporo. A co najlepsze – przypomina z zewnątrz małego SUV-a. Efekt? Zanim go poznasz, sąsiedzi już będą pytać: „Co to za nowość?”.

Auto pochodzi z Europy i nie trzeba martwić się ani serwisem, ani dostępnością części. Najtańszy egzemplarz pomalowano białym lakierem, który dziś może nie wszystkim pasuje, ale spokojnie. Moda na ten kolor wraca co kilka lat jak bumerang. Kiedyś się śmiano z białych samochodów, dziś wygląda na to, że biel wraca do łask – szczególnie w połączeniu z nieco muskularnym designem i stylizacją „małego crossovera”.

Citroen C3 - biały, fot. Citroen
Citroen C3 – biały, fot. Citroen

100 koni i osiem lat spokoju

Pod maską nowego Citroena C3 drzemie 1,2-litrowy silnik benzynowy o mocy 100 KM. To ten sam motor, który swego czasu miał swoje „momenty grozy” – nie ma co owijać w bawełnę – ale teraz po gruntownych poprawkach konstrukcyjnych producent jest na tyle pewny swojej roboty, że daje aż 8 lat gwarancji lub 160 tys. km. To coś więcej niż tylko chwyt marketingowy – to jasny sygnał: „nie bój się tego auta”. W dzisiejszych czasach, gdy niektórzy producenci dają dwa, może trzy lata ochrony, taka oferta to jak promyk słońca po długiej zimie. Nawet Chińczycy dają mniej – bo najczęściej tylko 7 lat.

Auto przy tym jest oszczędne – producent deklaruje średnie spalanie na poziomie 5,5 litra na 100 kilometrów. Dla kogoś, kto szuka ekonomicznego rozwiązania do jazdy po mieście, czy nawet weekendowych wypadów za miasto – to naprawdę dobra wiadomość. I co ważne: nie mówimy tu o elektryku, którego trzeba ładować godzinami i kombinować, gdzie w trasie znaleźć ładowarkę. Tu wlewasz, jedziesz, zapominasz.

Citroen C3 (2025) - tył, fot. Wojciech Krzemiński
Citroen C3 (2025) – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Wyposażenie? Jest wszystko, co trzeba – i trochę więcej

Zastanawiasz się, czy za takie pieniądze w ogóle da się kupić coś, co ma więcej niż cztery koła i kierownicę? Owszem – i to bez większych kompromisów. Citroen C3 w tej wersji oferuje m.in. reflektory LED z przodu, head-up display, który wyświetla najważniejsze informacje przed oczami kierowcy, a także komfortowe zawieszenie, z którego marka słynie od dekad. Do tego tempomat, manualna klimatyzacja, pełen pakiet systemów bezpieczeństwa i oczywiście automatycznie sterowane szyby przednie.

Citroen C3 - wnętrze wersji podstawowej, fot. Citroen
Citroen C3 – wnętrze wersji podstawowej, fot. Citroen

Nie zabrakło też praktycznego bagażnika – 310 litrów pojemności wystarczy na spokojny weekendowy wyjazd we dwoje. Cztery osoby z walizkami mogą już mieć pewien problem, ale na to też znajdzie się rozwiązanie. Jeśli planujesz większe rodzinne podróże, warto spojrzeć w stronę większego brata, czyli Citroena C3 Aircrossa, który za około 80 tys. zł również jest dostępny jako nówka prosto z salonu. W tej klasie – naprawdę mocna propozycja.

Bez ekranu, ale z rozsądkiem

Czy to auto ma ekran dotykowy? Nie. Ale i to można obrócić na korzyść. Zamiast cyfrowych wodotrysków dostajesz genialnie zaprojektowane miejsce na smartfona, z którego przecież i tak większość z nas korzysta jako głównego źródła nawigacji. Android Auto? CarPlay? Dla wielu z nas to dziś standard, więc obecność klasycznego systemu info-rozrywki to tylko potencjalna awaria mniej.

Oferta na Citroena C3 za 64 tys. zł, fot. motofilm.pl
Oferta na Citroena C3 za 64 tys. zł, fot. motofilm.pl

Auto stoi na stalowych felgach z kołpakami – tu też znajdzie się ktoś, kto powie: „ee, słabo”. Ale wystarczy poczekać do pierwszego sezonu zimowego albo po prostu zebrać trochę oszczędności i wymienić je na alufelgi. Nie od razu Kraków zbudowano. W tym przypadku chodzi o to, by już dziś mieć coś solidnego i nowego, co posłuży bez nerwów przez wiele lat. I to jest właśnie największa siła tej oferty – daje spokój.

Źródło: motofilm.pl