Już po pierwszym kontakcie z Omodą E5 można odnieść bardzo pozytywne wrażenie. To auto jest świetnie wykończone, pełne komfortowych dodatków i naprawdę cieszy oko. Na pokładzie znajdziemy wszystko, czego można oczekiwać od współczesnego elektryka z aspiracjami premium: kamery 540°, wyświetlacz HUD, skórzaną tapicerkę, dwustrefową klimatyzację, podgrzewane tylne siedzenia czy pompę ciepła – i wszystko to w standardzie. Elementy wnętrza spasowane są zaskakująco dobrze – nic nie trzeszczy, a materiały przypominają te z droższych modeli. Co ciekawe, mimo że auto ma tylko 204 KM, osiągi są naprawdę niezłe – pierwsza setka w 7,6 sekundy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy chcemy pojechać tym autem gdzieś dalej.
Technologia z wyższej półki… ale nie bez skazy
Na co dzień, w mieście, Omoda E5 sprawdza się znakomicie. Jakość wykonania, wygoda i bogate wyposażenie naprawdę mogą zaskoczyć – szczególnie jeśli pamiętamy, że to samochód chińskiego producenta. Jazda jest przyjemna, a do dyspozycji mamy nie tylko zaawansowane systemy wsparcia kierowcy, ale też świetnie wyglądające i intuicyjne multimedia. Nawet system audio od Sony gra przyzwoicie – o ile nie próbujemy podkręcić głośności za bardzo. Wtedy niestety wychodzą niedociągnięcia, które mogą zirytować melomanów.
Zobacz również
Tylko 0,6 proc. polskich klientów Audi wybierało tę wersję. Dlatego nowe kosztuje dziś 110 tys. zł
Nowego 7-osobowego SUV-a Nissana nie trzeba ładować, żeby palił 5,7 l na 100 km. Tak zamierza walczyć z Chińczykami
Przeceniony z 222 900 zł do 139 900 zł crossover Hyundaia to bardzo praktyczne auto. Nawet Lexus NX nie jest tak duży
Kłopot w tym, że Omoda E5 to samochód przeznaczony do miasta – choć wygląda jak SUV gotowy na każdą przygodę. Mały bagażnik o pojemności 300 litrów to pierwsze poważne ograniczenie – zapomnij o zabraniu większej ilości bagaży na rodzinne wakacje. Drugim, znacznie poważniejszym problemem, jest ładowanie. Maksymalna moc 80 kW, która w praktyce często wynosi 40–70 kW, oznacza długie przestoje przy stacjach szybkiego ładowania. W czasie, gdy konkurencyjne modele są już dawno w trasie, Ty wciąż czekasz na uzupełnienie energii.

Za podobne pieniądze – znacznie więcej możliwości
Kiedy porównamy Omodę E5 z innymi elektrykami na rynku, okazuje się, że jej cena – 169 tys. zł – wcale nie daje jej przewagi. Owszem, można skorzystać z dopłaty 40 tys. zł w ramach programu „Mój Elektryk”, ale przecież inne auta też na nią się kwalifikują. Dla przykładu, nowa Kia EV3 kosztuje od 166 900 zł i również oferuje 204 KM mocy. Ma też baterię o podobnej pojemności (58,3 kWh). Ładuje się jednak z mocą 100,5 kW – i to w 29 minut od 10 do 80%.
Jeśli jednak zdecydujemy się dopłacić 15 tys. zł i wybierzemy wersję EV3 z większym akumulatorem 81,4 kWh, dostaniemy nie tylko znacznie większy zasięg – nawet ponad 600 km w mieście – ale i znacznie szybsze ładowanie z mocą 127 kW. Co ważne, krzywa ładowania w EV3 jest bardzo stabilna – utrzymuje wysoką moc przez większość procesu. Na dodatek Kia ma bagażnik o pojemności aż 460 litrów. W podobnej cenie Kia EV3 wypada więc znacznie korzystniej jako auto uniwersalne – zarówno do codziennej jazdy, jak i na dalsze trasy.

Dla kogo więc jest Omoda E5? Tylko dla miejskich kierowców
Jeśli planujesz użytkować auto wyłącznie w mieście i ładujesz je głównie w domu – Omoda E5 może mieć sens. Zwłaszcza że zużywa stosunkowo niewiele energii – średnio 16,9 kWh/100 km, co pozwala zaoszczędzić. Przy miejskim stylu życia nie odczujesz ani małego bagażnika, ani ograniczeń związanych z ładowaniem. Co więcej, niska moc ładowania oznacza mniejsze obciążenie baterii, a więc potencjalnie dłuższą jej żywotność. To może mieć znaczenie dla osób, które planują eksploatować auto przez dekadę.

Natomiast jeśli choć raz w miesiącu chcesz wyjechać gdzieś dalej, powinieneś porzucić pomysł jej zakupu. Alternatywą może być benzynowa Omoda 5. Kosztuje o wiele mniej (115 500 zł), wygląda jeszcze lepiej i nie wymaga planowania trasy pod kątem dostępnych ładowarek. Omoda E5 to naprawdę dobrze zaprojektowany i dopracowany samochód. Szkoda tylko, że odbiera przyjemność z dalszego podróżowania. Po co zatem ryzykować frustrację, gdy na rynku jest masa opcji, które lepiej sprawdzą się w długich trasach? Kia EV3 to tylko jeden z przykładów. Jest też chociażby Volvo EX30 czy Skoda Elroq – każdy z nich będzie lepszym wyborem.
Źródło: motofilm.pl



