Luksusowa marka z „X” na masce wchodzi do Polski. Xpeng startuje z dwoma SUV-ami i limuzyną

Z markami chińskimi często bywa tak, że za import biorą się osoby, które nie mają o tym pojęcia. Xpeng trafił jednak w bardzo dobre ręce.

Xpeng to marka, która dla większości Polaków wciąż jest zagadką. Jeśli zapytasz przypadkowego kierowcę, pewnie wzruszy ramionami i zapyta: „A co to?”. Jednak wśród entuzjastów elektryków wzbudza spore emocje – wielu czekało na jej debiut, bo na papierze auta tej marki wyglądają jak solidna alternatywa dla Tesli. Czy chiński Xpeng rzeczywiście ma szansę namieszać na rynku? Przejechałem się jego samochodami i oto moje pierwsze wrażenia.

Solidne zaplecze i pierwsze modele w Polsce

Z markami chińskimi często bywa tak, że za import biorą się osoby, które nie mają o tym pojęcia. Xpeng trafił jednak w bardzo dobre ręce firmy Inchcape, znanej m.in. z ogromnej sieci dilerskiej BMW i Mini. Co więcej, kilka lat temu, gdy doszło do zmiany importera Jaguara i Land Rovera, Brytyjczycy również zaufali właśnie Inchcape. Na papierze mają wiele atutów, w tym rozbudowaną sieć serwisów i zdobywaną przez lata wiarygodność. Dobrze, że Xpeng trafił w takie ręce.

Xpeng P7 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng P7 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng P7 - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng P7 – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

A z czym przychodzą do nas na początku sprzedaży? Są to trzy modele elektryczne – dwa SUV-y oraz limuzyna. Nazywają się G6, G9 i P7. Przejechałem się wszystkimi i muszę przyznać, że Chińczycy naprawdę poczynili postępy w kwestii wykończenia. Jest tak dobrze, że gdyby zakryć logo i powiedzieć komuś, że to BMW, z pewnością uwierzyłby w to bez problemu. Nie czuć „chińszczyzny” jak np. w Maxusie, a to duży plus.

We wnętrzu każdego modelu dominują ekrany, ale o tandecie nie ma mowy. Jakość wyświetlaczy jest naprawdę wysoka, a mimo że jest ich sporo, to szybkość działania pozwala na wygodne korzystanie z funkcji samochodu. W SUV-ie G9 za dopłatą można wybrać audio Dynaudio z aż 18 głośnikami o łącznej mocy 2150 W, które oferują odpowiedni bas (seryjnie 8 głośników). To ważna informacja, bo wiele marek chińskich, mimo dobrego audio, nie oferuje zadowalających niskich tonów. W G6 mamy 16 głośników – i tutaj nie jest wymagana żadna dopłata.

Xpeng G9 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G9 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G9 - tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G9 – tył, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Rodzinom zdecydowanie polecam G9 – to najlepsza opcja. Oferuje mnóstwo miejsca, a bagażnik ma pojemność 660 litrów. Choć nie jest to oszałamiająca wartość w porównaniu do nowej Skody Kodiaq, która ma ponad 900 litrów, to cała rodzina bez problemu zapakuje się na tygodniowe wakacje. W zasadzie każdy z trzech modeli Xpenga sprawdzi się jako auto rodzinne – nawet limuzyna P7 oferuje 440 litrów pojemności bagażnika, co również jest w porządku. W G6 pod tym względem także jest świetnie – ma 571 litrów. W obu SUV-ach jest mnóstwo miejsca dla tylnych pasażerów, ale w P7 brakuje przestrzeni na stopy.

Tyle jest przestrzeni na tylnych siedzeniach w G6, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Tyle jest przestrzeni na tylnych siedzeniach w G6, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G6 - przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G6 – przód, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G6 - bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G6 – bok, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Jak jeżdżą Xpengi?

Trzema modelami przez kilkanaście minut pojeździłem po Driveland pod Warszawą, m.in. na szarpaku. Jakość prowadzenia to absolutne premium – jest oczywiście cicho, bo to elektryk, ale sama jakość układu kierowniczego oraz zestrojenie zawieszenia w każdym z modeli nie odstają od niemieckich marek premium. Samochody są przewidywalne i nie wykazują żadnych dziwnych zachowań, które mogłyby niepokoić.

Jedyna rzecz, na którą zwróciłem uwagę, to bardzo późna reakcja układu napędowego na wciśnięcie gazu w SUV-ie G9. Mimo że oferuje on 551 KM, to po wciśnięciu gazu kierowca musi poczekać dłuższą chwilę, zanim ten „kloc” zacznie przyspieszać. W P7 i G6 tego zjawiska nie zauważyłem – warto jednak wiedzieć, że to „starsze” modele. W Polsce na początku sprzedaży dostępne będą jeszcze przedliftingowe wersje, podczas gdy w Chinach już można kupić polifty. Czy to oznacza, że nowe modele będą również ospałe na starcie? Tego nie wiem. Podejrzewam jednak, że to celowy zabieg, mający na celu poprawę efektywności energetycznej. Poza tym, w samochodach rodzinnych zazwyczaj nie ma potrzeby mocnego wciskania gazu – zwykle robi się to tylko raz, zaraz po zakupie, żeby poczuć pełną moc auta. W codziennej jeździe nie jest to coś, co się praktykuje.

Xpeng G9 - wnętrze, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo
Xpeng G9 – wnętrze, fot. Sebastian Rydzewski, motofilm.pl / TVN Turbo

Za to dzięki zastosowanej 800-woltowej architekturze te modele charakteryzują się bardzo szybkim ładowaniem o mocy 280 kW. Dzięki temu auto można naładować na możliwość przejechania 100 km w zaledwie 4 minuty. Z 10% do 80% naładuje się w 20 minut. To, co wyróżnia Xpengi, to naprawdę wysoka krzywa ładowania. Pierwsze testy niezależnych YouTuberów pokazały, że od 13% do 80% auto naładowało się w 19 minut.

Jakie plany ma Xpeng w Polsce? Po pierwsze, w kwietniu otworzy się pierwszy salon w Warszawie. Do końca roku powstanie jeszcze jeden punkt w Polsce. Sieć serwisowa ma liczyć kilka punktów na terenie kraju, ale będzie też możliwość serwisowania aut w Polsce.

Ceny? Limuzyna startuje od 216 900 zł. Za mniejszego SUV-a G6 trzeba zapłacić minimum 203 900 zł, a za rodzinne G9 269 900 zł. Wszystkie modele łapią się na rządową dotację do elektryków w wysokości do 40 tys. zł.

Źródło: motofilm.pl