Osoba, która przyjdzie do salonu po samochód spalinowy, nie otrzyma pomocy. Taka jest strategia największego importera w Norwegii

Pierwszy importer zaczął wręcz odmawiać klientom pomocy przy zakupie takich pojazdów, twierdząc, że „to błąd”.

Wygląda na to, że doniesienia o zwiększonym zainteresowaniu Norwegów samochodami spalinowymi, zwłaszcza Toyotami z silnikami Diesla, nie spodobały się w tym kraju. Pierwszy importer zaczął wręcz odmawiać klientom pomocy przy zakupie takich pojazdów, twierdząc, że „to błąd”. Na salonach nie stoi też nic nieelektrycznego.

– Samochody elektryczne rozwinęły się do tego stopnia, że kupowanie spalinowego auta jest głupotą. Mają duże zasięgi, szybkie ładowanie. Doradzanie klientom, którzy przychodzą tu dzisiaj, aby kupili samochód z silnikiem spalinowym, jest niewłaściwe – mówi Ulf Tore Hekneby, dyrektor generalny firmy Harald A. Møller, w wywiadzie dla BBC. Jego firma sprzedaje samochody w Norwegii od 75 lat i ma pod sobą 67 dealerów i 4000 pracowników. Odpowiada za import pojazdów grupy Volkswagena nie tylko w Norwegii, ale również na Łotwie, Litwie i Estonii.

Norwegia chce być „zielona”

W 2024 roku niemal 90% wszystkich sprzedanych samochodów w Norwegii to modele elektryczne. Zdarzały się miesiące, w których tylko 3–4% klientów decydowało się na spalinowe auta. Coś jednak zmieniło się w nastawieniu 5,5 miliona Norwegów od początku roku. Cel osiągnięcia 100% sprzedaży elektryków w 2025 roku został zaburzony m.in. przez Toyotę. Firma wprowadziła na rynek Land Cruisera z silnikiem Diesla z ceną niższą o połowę dzięki umiejętnemu wykorzystaniu przepisów.

2024 Toyota Land Cruiser
Toyota Land Cruiser (2024), fot. mat. prasowe

Gdy ceny prądu w Norwegii zaczęły gwałtownie rosnąć, wielu kierowców ponownie zwróciło się ku samochodom spalinowym, mimo że ich zakup jest mocno nieopłacalny ze względu na wysokie podatki i brak jakichkolwiek ulg. Zareagował rząd, który zatwierdził stałe ceny energii i odrzucił unijne regulacje dotyczące rynku energetycznego. Decyzja ta doprowadziła nawet do rozpadu rządzącej koalicji.

Jeden z największych importerów również reaguje w bardzo kontrowersyjny sposób. Choć wciąż (jeszcze) oferuje samochody spalinowe, nie ułatwia klientom ich zakupu. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś przyjdzie do salonu po diesla lub benzyniaka, może jedynie złożyć zamówienie bez oglądania auta – i to w dość ponurej atmosferze, sprawiającej wrażenie, jakby wybór takiego samochodu był błędną decyzją.

Choć niektóre sondaże ujawniają, że 4 na 10 Norwegów nie chce samochodu elektrycznego, to i tak wielu się do nich przekonało. Mogą bowiem parkować za darmo, jeździć buspasami, taniej korzystać z autostrad, a sam zakup wychodzi korzystniej. Najchętniej Norwegowie wybierają samochody elektryczne Volkswagena i Tesli.

2024 Volkswagen ID.7 GTX Tourer
Volkswagen ID.7 GTX Tourer (2024), fot. mat. prasowe

A jak to wygląda w Polsce?

W Polsce na razie nie istnieje zjawisko jawnego zniechęcania do zakupu aut spalinowych. Dealerzy doskonale wiedzą, że takie działania naraziłyby ich na utratę klientów.

Polaków do elektryków przekonuje się przede wszystkim wysokimi dopłatami. Mogą one wynosić nawet 40 tys. zł w przypadku spełnienia kryterium dochodowego i zezłomowania starego pojazdu. Ceny stały się na tyle atrakcyjne, że coraz więcej osób zaczęło rozważać zakup elektryka z własnej, nieprzymuszonej woli. Trudno się dziwić, skoro nową Dacię Spring można kupić nawet za 36 900 zł.

Źródło: motofilm.pl, BBC

Rozważają zamykanie fabryk, a jednocześnie stworzyli najlepszego elektryka na długie trasy. Co za paradoks