Miotacz ognia miał zrobić efekt “wow” na fotach. Przez przypadek podpalił swoje Lambo (wideo)

Fotografowie motoryzacyjni prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej ciekawych scenerii dla aut swoich klientów. Od czasu do czasu w grę wchodzą również ciekawe rekwizyty.

Można również spróbować wykonać sesję z użyciem fajerwerków, dymu czy ognia. Najprawdopodobniej właśnie taki zamysł towarzyszył bohaterom załączonego nagrania wideo.

McLaren 570S podgrzewa atmosferę na drodze. “Ogień to jego trzecie światło stopu” (wideo)

Ich zadaniem było stworzenie ujęć z udziałem Lamborghini Huracana STO. Mieli do dyspozycji miotacz ognia, co miało zapewnić niesamowite efekty na zdjęciach.

Ogień świetnie pasuje do gorącego i piekielnie szybkiego auta. Na tylną oś tej wersji Huracana trafia 640 koni mechanicznych, które są generowane przez wolnossące V10 o pojemności 5.2 litra.

Samochód ten potrafi rozpędzić się od 0 do 100 km/h w równe 3 sekundy i osiągnąć prędkość maksymalną wynoszącą 310 km/h. Swoje prawdziwe zalety pokazuje jednak dopiero podczas szybkiej jazdy po krętym torze.

Oni się nie nudzą oczekując na zielone światło. McLaren i Nissan “podgrzały atmosferę” (wideo)

Niestety, podczas jednej z prób użycia miotacza ognia, operator broni trochę przesadził. Oblał bowiem łatwopalną substancją przednią część nadwozia Lamborghini. Mamy nadzieję, że udało się to w porę ugasić.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Houston Crosta (@houstoncrosta)