Przyjechał „podriftować” pod marketem: zabawa skończyła się szybciej niż planował (wideo)

Ośnieżone puste parkingi wręcz zachęcają do tego, żeby potrenować jazdę bokiem i zweryfikować umiejętności wyprowadzania samochodu z poślizgu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że taka zabawa może skończyć się mandatem w wysokości od 220 złotych do 500 złotych lub nawet odebraniem prawa jazdy, jeśli funkcjonariusz zinterpretuje naszą jazdę jako stwarzanie zagrożenia w ruchu drogowym. Na szczęście sprawa często kończy się jednak na pouczeniu.

Ten kierowca Jeepa Grand Cherokee z pewnością wolałby przyjąć taki mandat niż powtórzyć to, co zarejestrowała kamera na załączonym materiale filmowym. Na ośnieżony parking pod marketem wjechał w pełnym impetem. Uruchomił wszelkie możliwe oświetlenie zainstalowane w pojeździe i zamierzał zademonstrować umiejętności prawdziwego króla driftu. Niestety jak to zwykle bywa w takich sytuacji, prędkość samochodu była nieadekwatna do umiejętności kierowcy. Jeep wyleciał z parkingu równie szybko jak się na nim pojawił.

> To miał być finezyjny drift na śniegu: straty po popisach kierowcy Audi S5 idą w tysiące (wideo)

Jeep Grand Cherokee na filmie jest modelem drugiej generacji zaprezentowanej w 1998 roku. Najmocniejsza wersja tego modelu jest wyposażona w silnik V8 o pojemności 4.7 l i mocy 265 koni mechanicznych. Taka moc spokojnie wystarczy, żeby wprowadzić w poślizg dwutonową terenówkę na śniegu.

Drifting in the snow from r/IdiotsInCars