Shell gokart

Lato w pełni. Podczas tego szczególnego okresu wielu decyduje się na wakacyjne voyage; czy to w Polsce, czy za granicą. Wierzę, że Wasze podróże są wyjątkowe w swoim rodzaju. Każda uczy, inspiruje, wnosi do życia “coś nowego”…

Chciałbym, abyście się tym podzielili. Dlatego zorganizowałem dla Was konkurs, który polega na opisaniu Twoich najlepszych wakacji w życiu. Treść i długość – dowolna. Opowiastki proszę zostawiać w sekcji komentarzy poniżej. Mile widziane także krótkie historie z paliwami lub olejami Shell 🙂

shell pure plus

Pięciu czytelników, których opowiadania spodobają mi się najbardziej, zostanie nagrodzonych 🙂

Czas trwania konkursu: do 25 sierpnia 2015 roku.

Zobacz także: Tak się bawią blogerzy motoryzacyjni!

45 komentarzy
  1. Moje wakacje są mega nudne, tylko praca i praca więc chętnie pogrzebałbym jeszcze przy aucie z tymi środkami 🙂

  2. Na
    świecie istnieją dwa rodzaje ludzi, jedni z nich uważają,iż
    samochód to tylko maszyna która ma przewieść delikwenta z punktu
    a do punktu b. Drudzy zaś uważają swoje samochody z ósmy cud
    świata, dmuchają na nie i chuchają starając się by ich cacuszka
    wyglądały i spisywały się jak najlepiej i kochają je bardziej
    niż swoje żony i dziewczyny. Ja dodał bym do tego trzecią
    kategorię gdzieś tak po środku pomiędzy pierwszymi dwoma znajduję
    się Ja. Oczywiście kocham i uwielbiam swojego nowego aczkolwiek
    używanego Forda Mondeo i w miarę swoich możliwości staram się o
    niego dbać, niestety mam trochę trudności z tym dbaniem a to
    dlatego iż jestem niepełnosprawnym a na wózku inwalidzkim nie
    wszystko można zrobić samemu i dopieścić tak jakby się chciało.
    A swoje autko kocham właśnie dlatego, że zastępuje mi nogi i daje
    poczucie wolności i swobody, nie muszę siedzieć ciągle w domu
    tylko wskakuję za kierownicę odpalam i mogę dojechać prawie w
    każde miejsce. Swoje autko najchętniej zabrał bym na wakacyjną
    podróż dookoła Polski a dlaczego właśnie w taką podróż? Chyba
    dlatego że lubię nim podróżować, niestety ceny paliwa względem
    dochodów nie pozwalają mi na taki wypad (może kiedyś wygram w
    totka) i spędzę Wakacje Podróżując po naszym pięknym kraju.

  3. By wakacje dobre były,
    Trza w nie włożyć trochę siły.
    Hajs odłożyć, się spakować,
    No i trochę pogłówkować.
    Góry, morze czy jezioro?
    To nieważne, gdy jest nas czworo.
    Ja, ma siostra, koleżanki –
    Do różańca i do szklanki.
    Te wakacje były cudowne –
    Każda z nas miała wychodne!
    Do Chorwacji wyruszywszy,
    Lęk przeżyłyśmy najżywszy!
    Otóż, bowiem, wyszło w trasie,
    Że zapomniałyśmy o kompasie!
    Dokumenty też zostały,
    No i żeśmy się cofały…
    Całe szczęście, niedaleko –
    Bo byłyśmy tuż za rzeką.
    Mniejsza z tym, już wszystko spoko,
    Adriatyk lepszy niż Morskie Oko!
    Dwa tygodnie leniuchowania,
    Pływania, imprez i opalania.
    Morał z tego jasny, prosty:
    Z Chorwacji na Insta wylądują posty.
    Bo będziemy to zawsze wspominać,
    I dokumentów już nie zapominać 😉

  4. Najlepsze wakacje w życiu to pobyt w Gryzonii – największym, najstarszym i najdalej wysuniętym na wschód spośród 26 kantonów, tworzących Szwajcarię. Pierwszym
    miejscem mojego pobytu było miasto Chur. Wyruszyłem z niego Koleją Retycką w
    wagonie panoramicznym Ekspresu Bernina z Chur obok lodowców, w dół do palm do
    Tirano.Trasa ta prowadziła przez 55 tuneli, 196 mostów i nachylenia do 70‰, a to
    wszystko pociąg pokonuje z łatwością. Następnie przesiadka w Ekspres Lodowcowy gdzie odwiedziłem St. Moritz które przyciąga ekskluzywnością. W Zermatt
    przywitał mnie najczęściej fotografowany szczyt na świecie, Matterhorn. Podróżowałem też po
    trasie Światowego Dziedzictwa UNESCO i przeciąłem wąwóz Renu – szwajcarski „Grand
    Canyon”. Drugim miejscem mojego pobytu był Szwajcarski Park Narodowy w Zernez.
    Trzecim miejscem mojego pobytu był region
    wypoczynkowy Heidiland w którym odwiedziłem jezioro Walensee , pasma górskie areny
    tektonicznej Sardona (Światowe Dziedzictwo UNESCO) i winnice które tworzą
    scenerię dla udanego wypoczynku. Czwartym miejscem mojego pobytu był region
    wypoczynkowy Lenzenheide gdzie zmierzyłem się ze wspaniałymi trasami
    rowerowymi. Piątym miejscem mojego pobytu był Parc Ela czyli największy park
    przyrodniczy w Szwajcarii. Szóstym miejscem mojego pobytu było miasto Scuol. Do atrakcji turystycznych
    tego miejsca zalicza się przede wszystkim możliwość skorzystania z sauny i
    kąpieli w gorącym źródle, co proponuje miejscowy basen a dla bardziej aktywnych
    przygotowany został tor do biegania na nartach biegowych. Siódmym a zarazem ostatnim miejscem mojego pobytu było miasto Tarasp znajdujące się na wyższej partii
    gór. A w nim obiekt warty zwiedzenia zamek Tarasp. Zamek ten
    został zbudowany w 1040 roku i do XIX wieku był w posiadaniu Austrii. W XX
    wieku został wykupiony za sumę 20.000 Franków przez kuracjusza i odkrywcę płynu
    do płukania jamy ustnej Odol – Karla Augusta Lingnera i gruntownie odrestaurowany.

  5. Jechałam autem nad morze,
    bo tam najlepiej w upał odpocząć się może.
    Autostrada, pusta droga,
    cieszyłam się i pora była błoga.
    Nagle zapaliła się kontrolka ze nie mam oleju.
    Siostra z przyjaciółką krzyczą ojeju, jeju.
    Akurat nie było żadnej paliw stacji,
    a ja już dostaję serca palpitacji.
    Na szczęście zobaczyłam, że zaraz będzie stacja paliw Shell.
    Tam pojechałam po olej ten.
    Olej na stacji kupiłam
    i dalsza podróż autem była bardzo miła.
    Nad Bałtykiem spędziliśmy cudowne chwile.
    Plażowanie, pływanie, tańce i radości tyle.
    Wszystko dzięki olejowi ze stacji paliw Shell,
    bo on uratował wyjazd ten.

  6. To było tak dawno, że pamięć mnie już myli…
    Znalazłam znajomych na czacie – części już nie ma w tej chwili.
    Jakoś tak lepiej było wtedy, z 14 lat minęło.
    Teraz by ktoś pomyślał “ją chyba dobrze pogięło”
    Internet był drogi wtedy, lecz często ja korzystałam
    Ze znajomymi z czata wakacje swe spędzałam.
    Byłam w Stolicy naszej, odwiedziłam nasze morze
    Piwo we Wrocku piłam, bawiłam się w Lublinie na dworze
    Zwiedziłam Grójec i Sanok, Rzeszów, Kraków i Nową Sarzynę
    Całe wakacje po Polsce jeździłam – widziałam nawet Solinę.
    A na koniec tej całej podróżniczej wspaniałości
    Do mej mieściny zaprosiłam z internetu gości
    Wspominam te wakacje wspaniale
    Bawiłam się podczas nich doskonale

  7. Najlepsze wakacje są na Bali, gdzie serfuje się po fali. Je się owoce prosto z drzewa, rano leniuchuje, a wieczorem, imprezuje. W ciągu dnia, wędkuje z tubylcami, a póżniej, wraca grzecznie do mamy.

  8. O tym jak niemal zginąłem w Pradze

    Dopiero co wróciłem z Pragi. Krótki czterodniowy pobyt w mieście piwa, trawki i dobrej zabawy. Już teraz z łatwością mogę stwierdzić, że były to najlepsze wakacje na jakich byłem.

    Choć Praga to miasto świetnej zabawy, to również miejsce, w którym najłatwiej zginąć w motoryzacyjnym wypadku. Do tej pory nie rozumiem mieszkańców Pragi z jaką łatwością godzą się na takie życie w świecie samochodów. Otóż w Pradze jest zupełnie inaczej – tam nie pieszy, a samochód jest “świętą krową”. Co za tym idzie?

    Światła na przejściach – dla aut zielone świeci się przez 5 min., dla pieszych przez 5 sek. I nie ważne, czy do przejścia masz jeden, dwa czy sześć pasów na jezdni – i tak władze miasta przeznaczają Ci na ten cel jedynie 5 sek. I spróbuj tylko nie zdążyć!
    Natomiast prawdziwym wyzwaniem są przejścia bez świateł! Spróbuj tylko na takie wejść, kiedy w oddali widać samochód – na 200% kierowca wtedy zacznie na Ciebie trąbić, machać rękami i wyzywać, że życie Ci całkowicie niemiłe. No i że nie jestem w buszu, tylko w mieście xD

    Achhh, ta Praga – już przynajmniej wiem, dlaczego piwo tam jest tańsze od wody mineralnej. No bo jakoś trzeba się odstresować, kiedy na każdym kroku możesz się niemile spotkać z samochodem wagi ciężkiej.

    A za co pokochałem Pragę? Za zabawę i całkowity lajt 😀
    Normalne tam jest to, że człowiek spacerując brzegiem Wełtawy (w niektórych miejscach wyglądała bardziej jak Bełtawa) popija sobie piwo. I normalne jest to, że takich ludzi są setki. Piwa można się też napić w tramwaju, pociągu, metrze, kościele i chyba wszędzie, gdzie tylko człowiek może sobie wyobrazić xD

    Tak, Praga to cudowne miejsce na wakacje!

  9. Właśnie odbyliśmy z chłopakiem podróż życia: Berlin – Bruksela – Antwerpia – La Panne i Amsterdam. I choć droga była daleka i nierzadko staliśmy w korkach ukojenie przynosiły stacje Shella, gdzie nie tylko można było się odświeżyć i zatankować, ale też zjeść ciepłą strawę i rozprostować kości. Zabawnie było gdyż kiedy chcieliśmy zatankować gaz, musieliśmy prosić na stacjach o przejściówkę gdyż nie ma tam polskich końcówek, a że mój chłopak nie znał języka, porozumiewał się na migi. Miałam z niego niezły ubaw. Podróż jednak mijała bez przeszkód. Było sporo zwiedzania, zdjęć i “chłonięcia” lokalnego klimatu. Próbowanie potraw, spacery po malowniczych uliczkach i próbowanie miejscowych przysmaków, a nawet kąpiel w morzu. Jednym słowem całkowite oderwanie się od rzeczywistości. Podróż trwała prawie dwa tygodnie i może nie różniłaby się od innych wakacyjnych wypraw, gdyby w pewnym momencie, za jednym z mostków Amsterdamskich na urokliwym placyku mój ukochany nie wyciągnął pierścionka z diamentem i nie zapytał czy zostanę jego żoną. Było to naprawdę nieziemskie uczucie, a nasza podróż okazała się podróżą przedślubną.

  10. do tej pory nie doceniałam wakacji. Wszystko zmieniło się 2 lata temu gdy zostałam mamą. A moje najlepsze wakacje jeszcze są przede mną ! Gdy tylko córcia podrośnie wyślemy ja z mężem na super obóz jej marzeń. A my sami wyruszymy na wakacje! Czyli będzie spanie do południa, śniadanie … hmmm może od razu obiad 🙂 wylegiwanie się na plaży, drinki z kolorowymi palemkami- beztroska 🙂 Bez obiadków, zmywania, nieprzespanych nocy od ząbkowania…Wszystko podane pod nos 🙂 To będą moje najlepsze wakacje- nic nie robienie tylko odpoczynek i relaks- to będą wakacje 😀 Warto poczekać 🙂

  11. Wstaję rano, prysznic szybki
    Świeży czuję się i gibki
    I choć wciąż na głowie strzecha
    Już do pracy trzeba jechać!

    Więc wychodzę – myk, kluczyki,
    I już pędzę do swej bryki.
    Wsiadam, wkładam i przekręcam…
    Lecz me autko się zniechęca.

    Skrzeczy coś w nim, zgrzyta, dusi!
    Z miejsca za nic nie chce ruszyć.
    Na nic groźby i przekleństwa,
    Nie odpalę dziś maleństwa…

    Przyjdzie iść mi na piechotę
    Niezbyt na to mam ochotę…
    Autko warsztat chyba czeka
    Bo i z rury coś wycieka!

    Szukam w prasie, w internecie
    Warsztat dobry ma być przecież
    Auta nie dam naciągaczom
    Bo mi jeszcze coś spartaczą!

    “Shellu, Shellu mój kochany!
    Jesteś lekiem na me rany!
    Nie daj mi się dziś wykrwawić
    Możesz przecież mnie dziś zbawić…

    Chciałbym jechać do Chorwacji
    Lecz bez zbędnych komplikacji…
    Tylko Ty tu pomóc możesz
    …bym nie skończył gdzieś w bajorze.

    Wlałem Shella i po chwili
    Autko, moi drodzy mili
    Zapaliło jak należy
    I już szybko szosą bieży.

    Wiersza morał tego taki
    Że Shell to olej nie byle jaki 😀

  12. Raczej nie mam szans na wygraną, ale
    opowiem moją historię, która miała miejsce kilka lat temu. Tata
    zaraził mnie miłością do Ferrari oraz Formuły 1, więc robiłam
    wszystko by mieć coś z Ferrari – dla wielu to nadal dziwne, że
    dziewczyna interesuje się sportami motorowymi. Swego czasu była
    promocja, że jak się tankuje dane paliwo – gaz nie brał udziału
    w promocji – to dostawało się karty. Bardzo chciałam je mieć,
    ale w moim mieście nie było na to szans. Dopiero pod koniec
    promocji udało mi się je otrzymać wraz z kalendarzem na ścianę
    Ferrari. Nie pamiętam miejscowości, ale był to Shell gdzieś na
    Śląsku. Pamiętam bardzo miłego Pana, który na początku nie
    chciał mi dać kart – powiedział, że gaz nie bierze udziału i
    nic na to nie poradzi, ale jak się dowiedział, że interesuję się
    F1 i kocham Ferrari i kibicuję Massie, nie tylko otrzymałam karty,
    ale zdjął ze ściany kalendarz Shell – Ferrari. Pamiętam, że
    wtedy już nie interesowały mnie wakacje a to, że otrzymałam
    kilkanaście kart z różnymi modelami Ferrari i piękny kalendarz,
    który wisi na mojej ścianie do dziś mimo tylu lat przeterminowania
    🙂

  13. Jestem wielkim fanem motoryzacji
    a szczególnie rajdów samochodowych. Moje najlepsze wakacje w życiu musiały być,
    więc związane z moim hobby. Już na sam początek spotkała mnie miła
    niespodzianka. Wygrałem konkurs i miałem okazję przejechać się rajdówką z
    Tomaszem Kucharem. To było spełnienie marzeń! Nigdy nie myślałem, że auto może tak szybko przyśpieszać,
    generować takie przeciążenia i taki hałas. Trasa była szutrowo – asfaltowa. Jeździliśmy,
    więc cały czas bokami, a na asfalcie Kuchar urządził małą gymkhanę. Tych chwil
    nigdy nie zapomnę. Po przejażdżce, – która była w Warszawie, miałem jeszcze chwilę
    do odjazdu autobusu do Wrocławia. Znalazłem, więc najlepszy tor kartingowy w
    Warszawie – „Pole Position” i wykupiłem sobie 20 minut. Bawiłem się świetnie i
    wyprzedziłem wszystkich. W większości byli to 30-40 latkowie. Nie zbliżyli się
    do mojego czasu nawet na 5 sekund. To było wielkie zwycięstwo. We Wrocławiu
    udało mi się spełnić kolejne małe motoryzacyjne marzenie. Mogłem przejechać się,
    jako kierowca po torze Rakietowa. Bawiłem się świetnie, piszcząc oponami na
    każdym zakręcie. Na pewno wyglądało to ciekawie. Po wyjściu z auta w moją
    stronę skierowane było jakieś 60 par oczu. Czekali na swoją kolej na
    przejażdżkę, więc albo się bardzo nudzili, albo byli pod wrażeniem. Niedawno byłem według
    mnie na najlepszym torze kartingowym na świecie – Motobydło w Czechach. Tor ten jest dość długi i posiada dwa piętra.
    Na pierwsze piętro wjeżdżamy długą spiralą w górę. Potem czeka nas kilka
    zakrętów i szybki zjazd w dół. Ale najważniejsza jest jego nawierzchnia. Jest
    to jakiegoś rodzaju bardzo śliska posadzka. Bardzo, bardzo śliska. Każdy zakręt
    jedzie się bokiem! Na pierwszych okrążeniach
    ku mojej irytacji, co chwilę lądowałem w oponach. Ale potem było już tylko
    lepiej. Przejeżdżałem kolejne i kolejne okrążenia coraz szybciej i bez żadnych wypadków.
    Ten tor uczy używania gazu. Minimalnie
    za wcześnie – zaprzyjaźniasz się z oponami. Trochę za wolno – masz słaby czas.
    Ale jeśli użyjesz go idealnie robisz długie, perfekcyjne poślizgi mijając opony
    tylnym zderzakiem na milimetry. Po pół godzinnej jeździe miałem pierwsze
    miejsce. Ex aequo… Jak to możliwe? Miałem identyczny czas z drugą osobą. – Co
    do setnej części sekundy! Właściciel toru patrząc na te czasy łapał się za głowę.
    Twierdził, że pierwszy raz w życiu widzi dwa identyczne czasy. Czekała nas, więc 20 minutowa dogrywka. I…
    wygrałem! O szalone 63 setne, walka była, więc zacięta. Polecam ten tor, na
    pewno jeszcze nie raz tam przyjadę. Oprócz tego widziałem w te wakacje masę
    super – samochodów. Wiele razy byłem na torach oglądać śmigające auta. Kręcące
    baczki czy jeżdżące bokiem. Wakacje się jeszcze nie skończyły, więc na pewno
    coś ciekawego się jeszcze wydarzy. A co do Shella – w większość ciekawych
    miejsc trzeba było dojechać autem. Więc bez dobrego paliwa by się to nie udało.

  14. Jestem
    wielkim fanem motoryzacji a szczególnie rajdów samochodowych. Moje najlepsze
    wakacje w życiu musiały być, więc związane z moim hobby. Już na sam początek spotkała
    mnie miła niespodzianka.
    Wygrałem konkurs i miałem okazję przejechać się
    rajdówką z Tomaszem Kucharem. To było spełnienie marzeń! Nigdy nie myślałem, że auto może tak szybko przyśpieszać,
    generować takie przeciążenia i taki hałas. Trasa była szutrowo – asfaltowa. Jeździliśmy,
    więc cały czas bokami, a na asfalcie Kuchar urządził małą gymkhanę. Tych chwil
    nigdy nie zapomnę. Po przejażdżce, – która była w Warszawie, miałem jeszcze chwilę
    do odjazdu autobusu do Wrocławia. Znalazłem, więc najlepszy tor kartingowy w
    Warszawie – „Pole Position” i wykupiłem sobie 20 minut. Bawiłem się świetnie i
    wyprzedziłem wszystkich. W większości byli to 30-40 latkowie. Nie zbliżyli się
    do mojego czasu nawet na 5 sekund. To było wielkie zwycięstwo.
    We Wrocławiu
    udało mi się spełnić kolejne małe motoryzacyjne marzenie. Mogłem przejechać się,
    jako kierowca po torze Rakietowa. Bawiłem się świetnie, piszcząc oponami na
    każdym zakręcie. Na pewno wyglądało to ciekawie. Po wyjściu z auta w moją
    stronę skierowane było jakieś 60 par oczu. Czekali na swoją kolej na
    przejażdżkę, więc albo się bardzo nudzili, albo byli pod wrażeniem. J
    Niedawno byłem według mnie na najlepszym torze
    kartingowym na świecie – Motobydło w Czechach.
    Tor ten jest dość długi i posiada dwa piętra. Na pierwsze piętro
    wjeżdżamy długą spiralą w górę. Potem czeka nas kilka zakrętów i szybki zjazd w
    dół. Ale najważniejsza jest jego nawierzchnia. Jest to jakiegoś rodzaju bardzo
    śliska posadzka. Bardzo, bardzo śliska. Każdy zakręt jedzie się bokiem! Na pierwszych okrążeniach ku mojej irytacji,
    co chwilę lądowałem w oponach. Ale potem było już tylko lepiej. Przejeżdżałem
    kolejne i kolejne okrążenia coraz szybciej i bez żadnych wypadków. Ten tor uczy używania gazu. Minimalnie za
    wcześnie – zaprzyjaźniasz się z oponami. Trochę za wolno – masz słaby czas. Ale
    jeśli użyjesz go idealnie robisz długie, perfekcyjne poślizgi mijając opony tylnym
    zderzakiem na milimetry. Po pół godzinnej jeździe miałem pierwsze miejsce. Ex
    aequo… Jak to możliwe? Miałem identyczny czas z drugą osobą. – Co do setnej
    części sekundy! Właściciel toru patrząc na te czasy łapał się za głowę. Twierdził,
    że pierwszy raz w życiu widzi dwa identyczne czasy. Czekała nas, więc 20 minutowa dogrywka. I…
    wygrałem! O szalone 63 setne, walka była, więc zacięta. Polecam ten tor, na
    pewno jeszcze nie raz tam przyjadę.
    Oprócz tego widziałem w te wakacje masę
    super – samochodów. Wiele razy byłem na torach oglądać śmigające auta. Kręcące
    baczki czy jeżdżące bokiem. Wakacje się jeszcze nie skończyły, więc na pewno
    coś ciekawego się jeszcze wydarzy. A co do Shella – w większość ciekawych
    miejsc trzeba było dojechać autem. Więc bez dobrego paliwa by się to nie udało.
    J

  15. Jestem wielkim fanem motoryzacji a szczególnie rajdów samochodowych. Moje najlepsze wakacje w życiu musiały być, więc związane z moim hobby. Już na sam początek spotkała mnie miła niespodzianka. Wygrałem konkurs i miałem okazję przejechać się rajdówką z Tomaszem Kucharem. To było spełnienie marzeń! Nigdy nie myślałem, że auto może tak szybko przyśpieszać,generować takie przeciążenia i taki hałas. Trasa była szutrowo – asfaltowa. Jeździliśmy, więc cały czas bokami, a na asfalcie Kuchar urządził małą gymkhanę. Tych chwil nigdy nie zapomnę. Po przejażdżce, – która była w Warszawie, miałem jeszcze chwilę
    do odjazdu autobusu do Wrocławia. Znalazłem, więc najlepszy tor kartingowy w Warszawie – „Pole Position” i wykupiłem sobie 20 minut. Bawiłem się świetnie i wyprzedziłem wszystkich. W większości byli to 30-40 latkowie. Nie zbliżyli się do mojego czasu nawet na 5 sekund. To było wielkie zwycięstwo. We Wrocławiu
    udało mi się spełnić kolejne małe motoryzacyjne marzenie. Mogłem przejechać się,
    jako kierowca po torze Rakietowa. Bawiłem się świetnie, piszcząc oponami na każdym zakręcie. Na pewno wyglądało to ciekawie. Po wyjściu z auta w moją stronę skierowane było jakieś 60 par oczu. Czekali na swoją kolej na przejażdżkę, więc albo się bardzo nudzili, albo byli pod wrażeniem. Niedawno byłem według mnie na najlepszym torze kartingowym na świecie – Motobydło w Czechach.
    Tor ten jest dość długi i posiada dwa piętra. Na pierwsze piętro wjeżdżamy długą spiralą w górę. Potem czeka nas kilka zakrętów i szybki zjazd w dół. Ale najważniejsza jest jego nawierzchnia. Jest to jakiegoś rodzaju bardzo śliska posadzka. Bardzo, bardzo śliska. Każdy zakręt jedzie się bokiem! Na pierwszych okrążeniach ku mojej irytacji, co chwilę lądowałem w oponach. Ale potem było już tylko lepiej. Przejeżdżałem kolejne i kolejne okrążenia coraz szybciej i bez żadnych wypadków. Ten tor uczy używania gazu. Minimalnie za wcześnie – zaprzyjaźniasz się z oponami. Trochę za wolno – masz słaby czas. Ale jeśli użyjesz go idealnie robisz długie, perfekcyjne poślizgi mijając opony tylnym zderzakiem na milimetry. Po pół godzinnej jeździe miałem pierwsze miejsce. Ex aequo… Jak to możliwe? Miałem identyczny czas z drugą osobą. – Co do setnej części sekundy! Właściciel toru patrząc na te czasy łapał się za głowę. Twierdził, że pierwszy raz w życiu widzi dwa identyczne czasy. Czekała nas, więc 20 minutowa dogrywka. I…wygrałem! O szalone 63 setne, walka była, więc zacięta. Polecam ten tor, na pewno jeszcze nie raz tam przyjadę. Oprócz tego widziałem w te wakacje masę super – samochodów. Wiele razy byłem na torach oglądać śmigające auta. Kręcące baczki czy jeżdżące bokiem. Wakacje się jeszcze nie skończyły, więc na pewno coś ciekawego się jeszcze wydarzy. A co do Shella – w większość ciekawych miejsc trzeba było dojechać autem. Więc bez dobrego paliwa by się to nie udało. 🙂

  16. Tegorocznym wakacyjnym rajem stał się dla mnie Tyrol i lodowiec Hintertux. Do godziny 13 jeździłam na nartach, spełniając wszystkie moje narciarskie marzenia, a potem wygrzewałam się na słońcu na wiecznie zielonych tyrolskich wzgórzach. Muszę dodać, że paliwo Shell nie tylko pozwoliło mi spędzić najpiękniejsze wakacje w moim życiu, ale także dało mi szansę na zobaczenie na własne oczy, że na prawdziwych alpejskich drogach prędkość jest ograniczona jedynie do 100, a ostre zakręty nie są żadną przeszkodą do tego, aby wyprzedzić troszkę wolniejszych kierowców :).

  17. rok temu, jechałem z przyjacielem nad jezioro. Zechciało nam się pić, więc zatrzymaliśmy przy przydrożnym sklepie. Gdy byliśmy przy kasie, zauważyłem, że jakiś gość kręci się przy naszym samochodzie. Po chwili odszedł, więc olaliśmy sprawę. Gdy ruszyliśmy i trochę przejechaliśmy, samochód jadący za nami, mrugał do nas światłami awaryjnymi. Zobaczyliśmy w nich 4 łysych typów którzy liczyli, że się zatrzymamy bo jeden z nich upuścił nam powietrza. Jechaliśmy dalej, ale do dziś zastanawiamy się co by nam zrobili gdybyśmy się zatrzymali 🙂

  18. Moja wyjątkowa wakacyjna podróż miała miejsce w ubiegłym roku. Podróż z Chicago (Illinois, USA) do Abilene (Texas, USA). Niezbyt nowe mitsubishi wujka, automat którym dał mi prowadzić przez około 10 godzin, z 17 godzin podróży. W czasie tej wyprawy zobaczyłem przekrój ameryki, rozwarstwienie społeczne i utwierdziłem się, w przekonaniu, że ludzie tam żyjący mają te same problemy co ja, tu w Polsce. Całość podróży umiliła pewność, że paliwa nie zabraknie. Wujek bardzo ceni sobie jakość paliwa na stacjach shell w USA, dzięki czemu udało mi się odwiedzić wiele stacji muszelki w stanach. I najciekawsze doświadczenie z tej podróży: można płacić kartą przy dystrybutorze… .

  19. Najlepsze wakacje to takie na spontanie- dlatego najmilej wspominam te zeszłoroczne 🙂
    Podczas zwykłego sobotniego grilla ktoś rzucił hasło że zawsze chciał pojechać do Rumunii, śladem Drakuli ale zwyczajnie nie ma na to kasy. Zaczęliśmy liczyć czy to naprawdę tak wielki wydatek i od słowa do słowa powstał plan- bierzemy najbardziej ekonomiczne auto jakie posiadamy (traf chciał że był to mój passat B4 odziedziczony po dziadku) składamy się na benzynę i lecimy!
    Gdybym chciała opowiedzieć całą historię tego wypadu, musiałabym napisać książkę.
    Drakuli nie spotkaliśmy, ale najedliśmy się strachu nie raz gdy mój stary rzęchu odstawiał swoje ceregiele i odmawiał posłuszeństwa- na szczęście mieliśmy lekarstwo- łyczek Shell Helix skutecznie stawiał go na koła.
    Podczas tych wakacji dowiedziałam się również że czosnek wcale nie chroni przed wampirami (info od starszego pana mieszkającego u podnóża Karpat) ale łopata owszem 😀 Pod warunkiem że cytuję: “walimy nią mocno i prosto w łeb”
    Każdemu polecam Karpaty, Rumunię i spontaniczne wakacje. A jeśli, tak jak ja jeździcie pełnoletnim autem to również Shell Helix 🙂

  20. Ja napiszę nieco przewrotnie,
    gdyż najlepsze wakacje w moim życiu były samolotowo – pociągowe ;). I choć samochodem
    nie raz i nie dwa podróżowałam po Europie, tamtych chwil nie zamieniłabym nawet
    na jazdę Porsche. Opisywana wycieczka miała miejsce w Portugalii, gdzie przygoda goniła przygodę, a przezabawne
    sytuacje zdarzały się statystycznie raz na godzinę. Jedną z takich „atrakcji” był
    zakup biletu kolejowego. Sprawa z pozoru była banalnie prosta. Człowiek jest w
    Europie, spędza wakacje na Algarve i chce się przemieścić z jednego miejsca do
    drugiego. Z tym, że miejsce do którego chcieliśmy się dostać miało wdzięczną
    nazwę Cacela. Do pociągu wsiedliśmy na stacji w Monte Gordo, skąd według
    rozkładu pociąg miał jechać do Caceli 7 minut, zatrzymując się po drodze tylko
    w jednej miejscowości – Sant Martin. Na stacji nie było kasy więc bilet
    musieliśmy zakupić u konduktora. Po wejściu do pociągu i znalezieniu pana „od
    biletów” wyjechałam z wyuczoną na lekcjach angielskiego regułką:
    Ja (J): Good morning, two tickets to Cacela, please.
    Konduktor (K): Yyy
    J: Two tickets to Cacela, please.
    K: Sant Martin ?! (ze zdziwieniem w głosie)
    J: No, to Cacela
    K: Sant Martin ?! (mija 4 minuta
    jazdy, czyli za 3 minuty mamy wysiadać, a pociąg właśnie dojeżdża do
    wspomnianego Sant Martin. Wszyscy ludzie w wagonie patrzą na nas jak na UFO).
    Nagle olśnienie!!! Przecież jestem na półwyspie Iberyjskim i tutaj „c” może się czyta jak „k”, więc zaczynam znów swoje
    J: two tickets to Kakela
    K: Yyy (ludzie w pociągu zrywają
    boki ze śmiechu)
    Niestrudzona próbuję dalej:
    J: Kacela, Sasela, Czaczela,
    Czasela … (konduktor z niedowierzaniem kręci głową)
    Tymczasem dojeżdżamy do stacji
    „Cacela” i czas wysiadać. Pociąg na każdej stacji stoi około 1 minuty więc
    zadowolona mówię konduktorowi:
    J: It’s here
    K: wybucha śmiechem (podobnie jak
    reszta podróżnych) i podaje nazwę miejscowości, która brzmiała jak „zlepek”
    wszystkich moich dotychczasowych prób. Po tym otwiera nam drzwi (bez sprzedaży
    biletu) i macha na pożegnanie… podobnie jak reszta współpasażerów, która w
    ciągu kilku sekund znalazła się przy oknach.

  21. Moje najlepsze wakacje w życiu to
    zdecydowanie „tour de Europe”… każdy „tour de Europe”. Trochę ich w moim życiu
    było, jednak z największym rozrzewnieniem wspominam wypad „Yaris-ką” na Korsykę.
    Trasa naszej wycieczki biegła przez Czechy, Austrię, Słowenię i Włochy skąd
    promem udaliśmy się na wyspę Napoleona. Po 11 dniowym objeździe wyspy
    wracaliśmy do domu ponownie przez Włochy, Węgry, Austrię i Czechy. W ciągu
    naszej 20 dniowej podróży śmialiśmy się i płakaliśmy. 12 razy tankowaliśmy naszą
    gablotę europejskim Shellem i 3 razy korzystaliśmy z myjni. Cieszyliśmy się jak
    dzieci i baliśmy się jak diabli. Z 3 letnią córcią i dwoma plecakami
    pokonaliśmy 4575 kilometrów. Zobaczyliśmy rzeczy, których niektórzy nie zobaczą
    przez całe swoje życie, odwiedziliśmy miasta i miasteczka, za którymi jest już
    tylko woda, doświadczyliśmy widoku plaż rodem z Karaibów, kamiennych posągów
    prawie jak z wysp Wielkanocnych i ogromnych żółwi prosto z wysp Galapagos.
    Piliśmy piwo z kasztanów i zajadaliśmy mule w białym winie. Naładowaliśmy
    akumulatory na długą polską jesień i nazbieraliśmy wspomnień na nudne zimowe
    wieczory. Przeżyliśmy wspaniałą przygodę, o której nie raz i nie jednemu
    będziemy opowiadać…

  22. Moje najlepsze wakacje w życiu to wyjazd do Chorwacji motorem. Pojechaliśmy ze znajomymi motorami i w Opatiji zjechaliśmy na wybrzeże aby kontynuować jazdę wybrzeżem do Breli, czyli jakieś 1600 km w jedną stronę. Niestety my mieliśmy zepsuty licznik i nie pokazywał nam ile mamy paliwa, kolega miał patrzeć na swój i powiedzieć, kiedy mamy tankować. Przejechaliśmy koło stacji i jakieś 2 kilometry dalej okazało się,że nam zabrakło paliwa. Całe szczęście,że musieliśmy się wracać tylko te dwa kilometry, więc spuściliśmy z drugiego motoru trochę paliwa i pojechaliśmy na stację zatankować. Są to niezapomniane wakacje, pełne przygód.

  23. mam swoje lata, w wiele wakacyjnych przeżyć jestem bogata. Zwiedziłam wiele zakątków świata…Ale tegoroczne wakacje chociaż w gipsie i bólu są przeżywane to jednak uważam je za najlepsze i bardzo udane. Chociaż gips i ból nadal mi doskwiera – to cieszy mnie fakt z wielkiego remanentu i kasacji z grona ‘ przyjaciela’. Osobiście wstrząsu uczucia doznałam – w tej sytuacji swoje błędy dostrzegłam , na oczy przejrzałam – kogo ja do tej pory za przyjaciela uważałam, z kim tak naprawdę’ się zadawałam’. Od chwili ‘zdarzenia’ minęły dwa miesiące a moi ‘ antyprzyjaciele’ nadal są w głębokiej śpiączce. ja ratując obcą kobietę spadającą z wózka inwalidzkiego doznałam złamania ręki i uszczerbku zdrowia swojego. Inwalidka na wózku ze schodów spadała, moja obecnie jeszcze w gipsie ręka , ten upadek za amortyzowała.Te fakty sprawiają, że te wakacje do najlepszych się zaliczają….Pomogłam innej osobie ale najbardziej pomogłam sobie.!!!!!!!! Życiowego doświadczenia nabrałam i wiele, wiele zrozumiałam. I sobie obiecuję, w sobie już,a po kuracji wokół siebie wszystko bardzo porządanie uporządkuję… Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ! Chociaż kilkanaście krajów odwiedziłam , w setkach miast,wiosek,a nawet tysiącach miejsc byłam to jednak w te wakacje najwięcej dobrego doświadczałam…Osoby, które mi obojętne były – niespodziewanie z pomocą mi pospieszyły…Mój wielki ból niwelują, swoje wielkie serce mi okazują…..Cóż może być lepszego jak w wakacje poznać przyjaciela swego….co tam podróże, obiekty zwiedzane,czy na żywo spotkania z wielbłądami gdy w potrzebie zostajemy sami ????????? Tu nikogo chyba nie zaskoczę, że moje wakacje 2015 śą najlepsze i bardzo urocze…………..

  24. Tematyka konkursu pasuje doskonale pod historię, którą miałem okazję przeżyć 5 lat temu.

    Tak się składa, że moje wysłużone auto (marki Fiat, Seicento) podróżuje ze mną we wszystkie zakątki naszego wspaniałego kraju. Kaszuby, mazury, Śląsk, góry i nasze przeludnione pomorze. Wszędzie gdzie jeździmy wspólne.
    Samochody mają to do siebie, że potrafią prowadzić nas przez piachy i doły bezawaryjnie a rozlatują się na podręcznikowo-idealnej drodze. Tak było również i w tym wypadku, gdy mojemu “Jasonowi” na autostradzie pod Toruniem wystrzeliła śruba spod miski olejowej. Pech chciał – cóż zrobić, pogodzić się muszę i jakoś dać sobie radę z pełnym bagażnikiem, lewarkiem i ostatnią butelką oleju Shell w ręku.
    Burza mózgów, śrubę wystrzeliło, czymś dziurę załatać trzeba i kontynuować naszą wyprawę. Śruba mocująca tylną kanapę miała taki sam gwint, więc zdecydowaliśmy się ją wykorzystać przy łataniu dziury. Chluśnięcie oleju do silnika, chwila strachu i… auto odpaliło. Dojechaliśmy do Torunia gdzie ręką złoto-fachowców zastąpiłem brakujący element tym odpowiednim, właściwym 🙂

  25. Najlepsze wakacje w życiu, to chyba pierwszy wypad z dzieckiem nad nasze polskie morze. Wszystko zaplanowane i przygotowane, wierzyliśmy, że mimo tego, że jedziemy z 1,5 rocznym maluchem jesteśmy na wszystko gotowi i przygotowani, a ruszając w nocy większość drogi dzieciak prześpi. Życie po raz kolejny pokazało, jak bardzo się mylimy i już sama podróż samochodem nad morze ze Śląska była prawdziwą wyprawą, trwającą kilkanaście godzin. Synek mimo środka nocy nie miał ochoty spać, cały czas komentując wyprawę w sobie tylko znanym jeszcze wtedy języku od czasu do czasu przerywanym marudzeniem, bo nuda dawała się we znaki. Każda stacja benzynowa po drodze była „nasza” (tak się składa, że na trasie naszej podróży najczęściej był to właśnie Shell), gdzie kilkanaście minut maluch odreagował i był gotowy w dalszą podróż. Tak wiec pierwszy etap wakacji to była taka mała wycieczka objazdowa z podziwianiem połowy Polski, a po przyjeździe do celu mogliśmy w końcu zacząć odpoczywać, czyli spędzać całe dnie na plaży z łopatką i wiaderkiem w ręku budując co tylko się da.

  26. Kilka lat temu przeżywałam totalny rozkład emocjonalny, wynikiem czego było tzw. złamane serce. Wyglądałam jak kupa nieszczęścia (a nawet dwie kupy), zalegałam całymi dniami w łóżku, przykryta kocem w reniferki, pod łóżkiem pochowane miałam tony czekolady i chipsów, a na ekranie TV królowały najbardziej łzawe romansidła jakie tylko można było nakręcić (w tym bollywodzkie!). Byłam obrazem nędzy i rozpaczy . Rozczochrana, ubrana jak fleja, z upapranymi paluchami w czekoladzie. Dno. I wtedy wpadła do mnie mama. Oznajmiła, że:

    – wzięła urlop,

    – zarezerwowała noclegi,

    – jedziemy do Zakopanego,

    – jutro.

    Spakowała mnie i pojechałyśmy.Już po dwóch dniach łażenia po górach, zaliczaniu zakopiańskich knajp i wypiciu morza grzańca – przeszło mi. Moje serce zaczęło znów żwawo bić, po załamaniu nie było śladu i nawet zaczęłam wzdrygać się na widok czekolady i chipsów. Ba! Nawet przestałam wyśpiewywać wieczorami, po małym drinku, piosenkę o tym, że “facet to świnia”. 🙂

    Od tamtej pory jestem uzdrowiona, mężczyzn nie traktuję w kategoriach wrogów publicznych, a góry kocham całym sercem. I jeśli mam gorszy etap w życiu – pakuję walizki i jadę ładować akumulatory. Polecam!

  27. Cześć to my.. Skromna rodzinka z Torunia .. Naszymi najlepszymi wakacjami były wakacje ….na malowniczą wieś w rodzinne strony ojca ale pod drodze mieliśmy zwiedzić i piękne jeziora ,tereny leśne itp.. Niby nic szczególnego ,bo to wieś ale gdyby przyjrzeć się temu,że te wakacje były wcale nieplanowane i zarazem poznaliśmy wiele pięknych rzeczy naraz,pięknych chwil razem to nie brzmi jak coś zwykłego…. a zaczęło się tak.. siedzimy przy porannej kawie ledwo obudzeni i ni z gruszki ni z pietruszki ot pierwsza chybił trafił wiadomość ojca-Jedziemy odpocząć na wieś,wyjazd popołudniu inie słyszę odmowy.. W sumie zabrzmiało to na pierwszy rzut oka z ojca ust dość komicznie,bo doprosić się by jechał gdziekolwiek było absurdem .. Zero przygotowanych produktów na wyjazd,zero ubrań spakowanych.Oszalałeś człowiek ? żle się poczułeś-przyznaj ? powiedz ,że to żart…ale ojciec nie dawał za wygraną i trwał w postanowieniu a ja w głębi serca cieszyłam się jak głuptas.. Wiedział ,że wcześniej kupiony miałam aparat fotograficzny,który chciałam wypróbować ,że brat akurat dostał wolne z pracy ,mama też miała wolne i bardzo jej to pasowało a piesek dostał nowe szelki podróżnicze i matę pod dupsko oraz nowe miski… cóż w sumie nie trzymało nas teraz nic,tylko witaj przygodo … Szybko pakowałam rzeczy swoje,psa chrupki,puszeczki,ręcznik oraz apteczkę pierwszej pomocy…Przed południem szybkie zakupy,,,, w sumie ojca doprosić o wyjazd było ciężko ,wtedy całowałabym nogi temu kto mu wbił do czaszki ,że jechać chcę.. Popołudnie leciało szybkim krokiem a my spakowani wyruszamy z miejsca.. Na pierwszy rzut oka.. zrzutka kasy na paliwko ,udajemy się na SHELL .. obsługa klawa,na poziomie,kilka batoników w rękę dodatkowo olej do paliwa… jak rządzimy to rządzimy oraz napoje.. Po drodze pojechaliśmy wpierw na okoliczne jezioro.. żdziwieni jak sto dwa ale dla mnie jako fotografa to klawa sprawa.. Ujęć od groma ,wszyscy zdało się być zadowoleni.. tam dowiedziałam się ,że ojciec brał pierwszy raz udział w zawodach wędkarskich ale wtedy te tereny nie były takimi samymi jak teraz malowniczymi… Po jeziorku pojechaliśmy na Łęczycę,tam na własne oczy zobaczyłam zamek ,który z opowieści o Borucie słyszałam… Piękne… potem kolejno zwiedzaliśmy i zabytki i kościoły oj nie powiem droga trwałą bodajże z 8 godzin,gdzie na wieś jedziemy ze trzy max ale miał to być wypad najlepszy na świecie dla nas i…. był… Na wieś dojechaliśmy padnięci jak kawki…
    Zimne mleko babci od krów i pyszna drożdżówka swoje zrobiła.. Poczułam wtedy ,że żyję jeszcze bardziej.. Tato z wujem do rana siedzieli na ławce przy domku i pili kompot babci z garnka na rano co miał być .. Dziwne nie ?? zamiast piwa zauroczeni kompotem siedzieli do rana i gadali o… rybach … Obudził nas kogut piejący z rana ,babcia zaserwowała nam barszcz z żytniej mąki na zakwasie .ziemniaki w mundurkach i kraszony boczek… Jak babkę kocham nie jadałam takich śniadań ale te wiejskie powietrze zrobiło swoje… Mój pies był babci pupilkiem .. Zawsze najlepsze smakołyki z kuchni dostawała i nie żałowała wsi… Popołudniem babcia została w domu a my z wujasem na zaprzęgu wieś całą koniem przebyliśmy… Wiecie co niby wieś ale tam byłą cała historia oczyma jego pisana… Stare opuszczone chałupy ,sady pełne owoców,las pełen cud dzikich zwierząt,ba stado wilków i nam stanęło na drodze… cud widok ,żałowałam ,że akurat zostawiłam u babci aparat… Potem wracając jechaliśmy koło babci pola.. tam wujas pokazywał ile ziemniaków w tym roku będzie… oczywiście babci ziemniaki były najlepsze…nie wspominając o jajkach żółtych jak słońce i cud papierówkach pachnących jak nic na świecie.. Wyobrażcie sobie jak smakowały musy z takiego jabłka a jak placki… chyba każdy z Was czytając ma teraz ślinotok jak ja… popołudniami szliśmy pomagać wujowi a pod wieczór za pole na wspaniałe zachody słońca.. Miastowe zachody to pikuś w porównaniu z tymi co były na wsi… Ognisko tez było a jak.. sąsiedzi nawet się zjawili,taty koledzy z dzieciństwa.. Czy wiecie ile podczas tych wakacji padło łez wzruszeń i uścisków ?? ja nie naliczyłąm ale już wtedy wiedziałam ,że to są cud wakacje.. Nie trzeba tropików by móc opalonym i szczęśliwym wrócić do domku .. W lasach zbieraliśmy jagody,podziwiałam wilki ,które nie bały się bliżej podchodzić ,co mnie bardzo dziwiło,ludzie na wsi tam byli bardzo uprzejmi… Gościli jak swoich też… Wieczory przy ogniskach z okolicznymi mieszkańcami były super jak i pływanie w odnodze -jeziorku zza wsią za dnia też..Ciężko było się rozstawać ale całe życie to nie bajka … czas wracać i do swojego świata.. Co można by chcieć od życia jeszcze ?? nie było wtedy dla mnie komputera,bo wolałam zdjęcia ,spacery ,relaks … dziś kiedy jest taka technologia nie dostrzegają ludzie wiele,nie dostrzegają pięknych łąk,świergotu ptaków,muzyki świata a to nigdy nie zniknęło lecz zmieniły się pokolenia popierający technologię nie naturę….. Ja natomiast cieszę się nie tylko z samych wakacji ale i z bezpieczeństwa jakie było nam zapewnione,z dobrego paliwa na stacjach SHELL i niezwykłej jakości oleju,który nie uszkodził silnika i trwa aż do dziś… 🙂

  28. Dwie szalone blondynki wybrały się w podróż życia. Pakujemy samochód, tankujemy Shellem do pełna i jedziemy podbijać świat. Naszym celem były Ateny, choć po drodze tyle pięknych miejsc minęłyśmy, że zdawało się że do Aten trafimy za około 10 dni 🙂 Budapeszt, Belgrad, Bratysława… I jak tu nie zatrzymać się chociaż na jeden dzień. Na szczęście jedna blondynka drugą trzymała w ryzach i po 4 dniach prawie dotarłyśmy do Aten. Prawie… Około 100 km od Aten postanowiłyśmy zatrzymać się na Shellu żeby zatankować samochód i… zauważyłyśmy, że zgubiłyśmy portfel z pieniędzmi. Zapewne przy ostatnim postoju pyszna kawa zawróciła nam w głowie na tyle, że zostawiłyśmy tam nieszczęsny portfel. Pozostało nam 100 euro w kieszeni, które z pewnością nie było wystarczające ani na wakacyjne szaleństwa, ani na powrót do Polski. Zrozpaczone usiadłyśmy na chodniku i zalałyśmy się łzami. Tyle przygotowań, tyle emocji i wszystko an marne. Nastał wieczór, a my zmęczone i zrozpaczone zapadłyśmy w sen na Shelowym chodniku. Około północy nagle ktoś próbował delikatnie wybudzić nas ze snu. Mężczyzna próbował nie wystraszyć nas, a jednocześnie wyrwać nas ze szpon głębokiego snu. Niestety nie mówił po angielsku, a tym bardziej po polsku. Język grecki niewiele nam mówił… Nagle mężczyzna chwycił za telefon i podał jednej z nas telefoniczną słuchawkę. W telefonie odezwał się miły głos kobiety – Polski. Okazało się że mężczyzna jest właścicielem stacji, a kobieta jego żoną. Po wysłuchaniu naszej historii kobieta zaproponowała nam nocleg u siebie. Zrezygnowane ruszyłyśmy w trop za mężczyzną, który wypełnił nasz bak paliwem nie przyjmując pieniędzy. Gdy dotarłyśmy do Aten naszym oczom ukazał się piękny domek z ogrodem z widokiem na morze. Kobieta przygotował już pyszną kolację i z uśmiechem przywitała nas w progach swojego domu. Anioł stróż nad nami czuwał. Kobiecie zrobiło się nas najzwyczajniej żal i zaproponowała żebyśmy nie przerywały wakacji tylko wybrały się z nią na Kretę gdzie prowadzi własny pensjonat. Zaproponowała, że w zamian za drobną pomoc w utrzymaniu pensjonatu w czystości i miłe towarzystwo możemy mieszkać tam za darmo jak długo będziemy chcieć. Nie wahałyśmy się z odpowiedzią. Po dwóch dniach intensywnego zwiedzania Aten wyruszyłyśmy w podróż na Kretę. Naszym oczom ukazały się wspaniałe, zapierające dech w piersiach widoki. Kobieta okazała się fantastyczną towarzyszką wakacyjnych przygód, a jej córka, a nasza rówieśnica do dziś jest naszą przyjaciółką przemieniając nasz blond duet w zgrane babskie trio. Po kilku dniach okazało się również, że znalazł się nasz portfel na stoliku w kawiarni, a właścicielka z uśmiechem na ustach zwróciła nam całą jego zawartość. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To były najpiękniejsze wakacje w życiu, które pozostawiły po sobie nie tylko wspaniałe wspomnienia, ale i przyjaźń, która przetrwała już wiele lat…

  29. Bez żadnych sekretów, bez zbędnej dyskrecji,
    opowiem wam wszystkim jak byłem w Grecji.
    Praca w kopalni, kopanie torfu,
    Wiele zrobiłem by zwiedzić Korfu
    Zwykle z natury nie jestem domator,
    więc najpierw wjechałem na Pantokrator.
    Z zapartym tchem, ze szczytu góry,
    podziwiałem piękno greckiej kultury.
    Wino, oliwki, czy smak kumkwatu,
    wszystko chciałbym pokazać światu.
    pałac Achillon i posąg herosa.
    Sady oliwne, i kręta szosa
    Pamiętam jak dziś, ostatnia niedziela,
    Greckie uliczki i bak pełen Shella

  30. Moje najlepsze, niezapomniane wakacje? Oczywiscie, że takie przezyłam. Chociaż nie był to wyjazd na drugi koniec świata do egzotycznych krain, ale był to wyjazd niezapomniany, pełen miłych wspomnień, wrażeń.

    To był lipiec 2010 r. Razem z mężem postanowilismy wybrać się nad morze. Może nie był to spontaniczny pomysł dwojga zakochanych młodych ludzi, a decyzja już świadoma, przemyslana, podjęta po przeanalizowaniu wszystkich “za” i “przeciw”, to już sama realizacja naszej idei była odjazdowo szalona.
    Nad upragnione morze postanowiliśmy dotrzeć samochodem, naszym osiemnastoletnim Fiatem Punto. Kierowcą miałam być JA, osoba w jeździe niezwykle niedoświadczona (zdawanie osiem razy egzaminu na prawo jazdy i kilka rundek do teściowej, która mieszka dwadzieścia kilometrów ode mnie nie można nazwać wielkim doświadczeniem), a pilotować miał mój mąż- musiał sobie zrekompensować jakoś brak prawa jazdy i bycie tylko pasażerem. Trasę przemyslałam, opracowałam w najmniejszych szczególach, samochód obejrzał swych fachowym okiem zaufany mechanik Pan Kazio (wielbiciel całego asortymentu Shell), a cały bagaż juz czekał w pogotowiu. Nasze starania obserwował synek, rezolutny pięciolatek, który widoku morskich fal nie mógł się doczekać.
    Wyruszyliśmy o 4 rano. Energicznie ruszyliśmy, optymistycznie wierzyliśmy, że uda nam się pokonać te 300 km bez większych trudności. Mąż pilotował spokojnie i rozsądnie, ja również jechałam z wielką precyzją. Kilka przystanków, kilka chwil na zebranie sił…Podziwlialiśmy łaki i pola, zachwycalismy się zielenią lasów, błękitem jeziorem. Powoli zbliżaliśmy się do mety. Z dumą myslałam o sobie i swoim przedsięwzięciu. Po kilku godzinach, gdy słońce już na dobre umościło się na swej niebiańskiej przestrzeni, dotarliśmy do celu naszej podrózy. Zadowoleni, usatysfakcjonowani.

    Po czterodniowym wypoczywaniu wróclismy do naszej mazurskiej miejscowości. Mimo że na początku nie wierzyłam w to, że podołam temu zadaniu, okazałm się dobrym kierowcą, a mój mąż z dumą stwierdził, że ta wycieczka utwierdziła go w przekonaniu, że on to tego prawa jazdy zupełnie nie potrzebuje, bowiem takiego kierowcy jak ja to nikt nie zastąpi.

  31. Spójrzcie na mapę – Na Seshellach świat na głowie stoi.
    115 wysp na oceanie dryfuje, pod prąd się podróżuje, woda odwrotnie wiruje,
    są plaże pełne mushellek, gdzie żółwie słoniowe na piasku shelleszczą ,
    Z prawami fizyki nie wygram, ale dzięki wakacyjnym wspomnieniom
    Od Shell nagrodę wygrać mogę.

  32. Dzieci mojej siostry drogiej, na wakacjach u nas były. A że droga do Warszawy jest daleka to dzieciaków samych posłać tam nie można. Rach, ciach i jedziemy, wtem coś piszczy, patrzę a tu kontroleczka… akumulatorek świeci.. a w panice są już dzieci. Nagle wspomagania nie ma… silnik gorąc już doskwiera! Wiem już Pasek się nam zerwał… Mówię ciotce i dzieciakom, że chyba nocka nas zastanie, one w płacz i co tu począć. Nagle widzę tu w oddali stację naszą ukochaną, tak to Shell tak upragniony! Dotarliśmy jakoś ledwo, postaliśmy Auto chłodne to jedziemy do Warszawy! Kilometry uciekały i tak po 5 godzinach dojechali!

  33. To było zeszłego lata,
    gdy mąż powiedział że trzeba
    zwiedzić kawałek świata.
    Jako że jesteśmy ciekawi każdego
    zakątka,
    wybór padł na zamki Dolnego śląska.
    O zamku Książ słyszeliśmy od wielu,
    to zapadła decyzja o drogi celu.
    Auto zatankowane,
    torba i plecaki spakowane.
    Mąż po A-4 gna szybciutko,
    161 koni ciągnie nas lekutko
    Pytam męża,
    czy aby przypadkiem silnika nie
    zamęcza.
    Odparł mi spokojnie Shell Helix 5W30
    wlali na przeglądzie,
    więc na pewno nic nie siądzie.
    Po kilku godzinach jazdy w tym stania
    na bramkach,
    z innymi w kolejce do kasy stanęliśmy
    w szrankach .
    Zwiedziliśmy zamek i sztolnie,
    nas dalej do zwiedzania ciągnie.
    Wałbrzych od Wrocławia niedaleko
    leży,
    więc zwiedzić również go należy.
    Ostrów Tumski, Panorama,
    można by tak i do rana.
    Lecz dzień chylił się ku końcowi,
    a przed nami kawał drogi.
    Jeszcze tylko zawał serca,
    gdy parkingowy bilet nam wyręcza.
    Muzyka gra i silnik mruczy,
    my jesteśmy gotowi do powrotnej
    podróży.
    Lecz zanim otworzyliśmy domu naszego
    bramę
    musieliśmy odstać standardową
    kolejkę do bramek.

  34. Lato.Słońce.Urlop.W drodze do Łeby by zaprezentować piękne ciała wypracowane przez zimę.Jedziemy szczęśliwi i pełni pozytywnej energii.Auto marki BMW,czarne,szybkie i niezawodne tzn tak nam się wydawało.W połowie trasy zaczyna się akcja.Dym,para,wysoka temperatura i koniec…czarne niezawodne BMW staje.Stoimy na poboczu drogi.Otwieramy maskę, spod której dymi się straszliwie i bije ciepło.W pobliżu żadnego warsztatu.Co tu robić?Ja z racji tego,że jestem kobietą zaczynam się denerwować.Po chwili daję sobie spokój.Myślimy.Nie wiem co zrobić.Myślimy nadal.No nic,musimy czekać aż spadnie temperatura.Rozbijamy piknik przy trasie na murku pod znakiem drogowym.Ludzie,którzy nas mijają dziwnie się patrzą ale co tam…mamy wafelki kakaowe i chipsy,więc jesteśmy królami świata 🙂
    Siedzimy tak dobre 2 godziny gdy auto stygnie i można poszukać przyczyny złapania temperatury.Patrzymy,zerkamy,szukamy i jest!Dziura na czymś tam co właśnie się psuje gdy zrobi się dziura.No i co teraz?Jak dojedziemy nad morze?Wymyśliłam,że zakleimy to gumą do żucia.Pomysł może śmieszny ale dał inspiracje do załatania dziury klejem do plastiku,którego resztki znaleźliśmy w aucie.O dziwo zadziałało i dojechaliśmy szczęśliwie a nawet wróciliśmy do domu na tej “łatce”.Urlop udany,opalenizna jest a wszyscy zadowoleni.
    Historia może nie przedstawia najlepszych wakacji w życiu,ale ta zabawna historia sprawiła,że na pewno będziemy je długo wspominać.

  35. Lato.Słońce.Urlop.W drodze do Łeby by zaprezentować piękne ciała wypracowane przez zimę.Jedziemy szczęśliwi i pełni pozytywnej energii.Auto marki BMW,czarne,szybkie i niezawodne tzn tak nam się wydawało.W połowie trasy zaczyna się akcja.Dym,para,wysoka temperatura i koniec…czarne niezawodne BMW staje.Stoimy na poboczu drogi.Otwieramy maskę, spod której dymi się straszliwie i bije ciepło.W pobliżu żadnego warsztatu.Co tu robić?Ja z racji tego,że jestem kobietą zaczynam się denerwować.Po chwili daję sobie spokój.Myślimy.Nie wiem co zrobić.Myślimy nadal.No nic,musimy czekać aż spadnie temperatura.Rozbijamy piknik przy trasie na murku pod znakiem drogowym.Ludzie,którzy nas mijają dziwnie się patrzą ale co tam…mamy wafelki kakaowe i chipsy,więc jesteśmy królami świata 🙂
    Siedzimy tak dobre 2 godziny gdy auto stygnie i można poszukać przyczyny złapania temperatury.Patrzymy,zerkamy,szukamy i jest!Dziura na czymś tam co właśnie się psuje gdy zrobi się dziura.No i co teraz?Jak dojedziemy nad morze?Wymyśliłam,że zakleimy to gumą do żucia.Pomysł może śmieszny ale dał inspiracje do załatania dziury klejem do plastiku,którego resztki znaleźliśmy w aucie.O dziwo zadziałało i dojechaliśmy szczęśliwie a nawet wróciliśmy do domu na tej “łatce”.Urlop udany,opalenizna jest a wszyscy zadowoleni.
    Wiem,może nie opisałam najlepszych wakacji w życiu,ale ta zabawna historia sprawiła,że na pewno będziemy je długo wspominać.

  36. Lato.Słońce.Urlop.W drodze do Łeby by zaprezentować piękne ciała wypracowane przez zimę.Jedziemy szczęśliwi i pełni pozytywnej energii.Auto marki BMW,czarne,szybkie i niezawodne tzn tak nam się wydawało.W połowie trasy zaczyna się akcja.Dym,para,wysoka temperatura i koniec…czarne niezawodne BMW staje.Stoimy na poboczu drogi.Otwieramy maskę, spod której dymi się straszliwie i bije ciepło.W pobliżu żadnego warsztatu.Co tu robić?Ja z racji tego,że jestem kobietą zaczynam się denerwować.Po chwili daję sobie spokój.Myślimy.Nie wiem co zrobić.Myślimy nadal.No nic,musimy czekać aż spadnie temperatura.Rozbijamy piknik przy trasie na murku pod znakiem drogowym.Ludzie,którzy nas mijają dziwnie się patrzą ale co tam…mamy wafelki kakaowe i chipsy,więc jesteśmy królami świata 🙂
    Siedzimy tak dobre 2 godziny gdy auto stygnie i można poszukać przyczyny złapania temperatury.Patrzymy,zerkamy,szukamy i jest!Dziura na czymś tam co właśnie się psuje gdy zrobi się dziura.No i co teraz?Jak dojedziemy nad morze?Wymyśliłam,że zakleimy to gumą do żucia.Pomysł może śmieszny ale dał inspiracje do załatania dziury klejem do plastiku,którego resztki znaleźliśmy w aucie.O dziwo zadziałało i dojechaliśmy szczęśliwie a nawet wróciliśmy do domu na tej “łatce”.Urlop udany,opalenizna jest a wszyscy zadowoleni.
    Wiem,może nie opisałam najlepszych wakacji w życiu,ale ta początkowo niezbyt zabawna historia sprawiła,że na pewno będziemy je długo wspominać.

  37. Przeżyłem 71 lat a moje życie upiększał mi MOTO FILM świat .Tutaj Shell produkty poznałem i po uszy się w nich zakochałem .Fani Moto Film wielką wrażliwość do ludzi ,samochodów mają i nikogo złym słowem nie obrażają .Dzięki Moto Film team mądrych ludzi spotkałem i przyjaźnie na lata zyskałem .Shell Helix czy HX5 15 W na widok tych niesamowitych produktów brakuje mi tchu .Sebastian Rydzewski ,Rydzewski Seba blogiem MOTO FILM uchylił m cząstkę samochodowego nieba 🙂 i do szczęścia nic więcej mi nie potrzeba .Z nim po postach podróż życia odbyłem i każdy dzień ciekawym uczyniłem .Oleje Shell są w pełni syntetyczne i dla Naszej planety sympatyczne .Ochrona przez szlamem ,korozją ,zużyciem a produkty Shell ja kocham nad życie .Produkty Shell aprobatę i rekomendację producentów samochodowych otrzymały w czym moich oczach zyskały .Shell ECT czy Shell SN to podróż w piękny ,bezpieczny sen .Marka Shell to dla mnie wszystko bo w czasie ich wytwarzania zawsze dba się o środowisko .Ptaszki ćwierkają a śliczne żabki w męczarniach nie umierają .W Shell dba się o osoby chore na AIDS nie obce są tam prawa człowieka dlatego dobroć tego producenta widać z daleka .Niech się w moim życiu dzieje co chce w SHELL dba się o zasady przestrzegania BHP.HSSE,HSSE to oznacza ,że używanie produktów SHELL nie jest dla Naszego globu stresem .Zasady Shell ludzkie życie ratują a samochody groźnych wypadków nie wywołują .CEL ZERO ,ZERO CEL każde ludzkie życie uratować chciej .Nie używaj w czasie podróży telefonu bo możesz już nie dotrzeć do domu .Zapinaj bezpieczeństwa pasy jeśli chcesz by żyły ludzkie masy .Dzięki Shell’owi nabieram wewnętrznej mocy bo on ustalił Globalny System Pomocy .Razem z wnukiem również na Stację Shell podróżuje tam różne modele aut Lego odnajduje .Młode pokolenie trzeba uczyć od maleńkości ,że produkty Shell są bezpieczne dla środowiska i każdemu człowiekowi sprawiają wiele radości .Niedługo obchodzę z żoną 31 ślubu rocznicę więc chętnie nagrodą od Shell czytaj Pana Sebastiana się zachwycę.Niech się dzieje co chce w upragnioną podróż z żoną wyruszam FIATEM 126 P .Zabieramy świeże od rolników warzywa a Nasza podróż życia będzie w stu procentach prawdziwa.

  38. Moje najzabawniejsze wakacyjne wspomnienie to powrót z Łeby. Zdarzenie miało miejsce kilka lat temu ;). Na
    wakacje zawsze jeździliśmy na dwa samochody – ja z rodzicami i kuzynostwo ze swoimi. Pech chciał, że musieliśmy wracać w najgorszy upał ( 30 stopni C), a nasze autka nie miały wtedy jeszcze klimatyzacji. Tata zdecydował więc, że będzie prowadził w samych slipkach, aby nie utopić się we własnym pocie :D. Pech chciał, że zabłądziliśmy w miejscowości Nakło nad Notecią i zgubiliśmy z oczu auto naszych współtowarzyszy. Nagle zauważyliśmy, że stoją oni na awaryjnych światłach po drugiej stronie skrzyżowania, więc tata długo nie zastanawiając się
    zatrzymał auto, by im pomóc. W tym całym stresie, zapomniał, że ma na sobie tylko galotki i przebiegł przez środek skrzyżowaniach mając je tylko na sobie ! hahaha 😉 Nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać 😀 . Na szczęście dzięki Waszym produktom udało się naprawić awarię i wrócić szczęśliwie do domu! 🙂

  39. Jest pewne miłe miejsce w niepozornej mieścinie,
    co w Polsce sławą lekko już przebrzmiałą słynie.
    Wśród wielkopolskich zbożem pól pięknie złoconych,
    wśród wierzb płaczących cicho, wśród łąk ukwieconych,
    jezior, co w słońcu blaskiem pałają kuszącym
    i wśród łanów rzepaku czystym złotem tchnących…
    Tam kościół strzela wieżą w niebo nieskalane,
    tam domy ogródkami są pootulane
    jak chustą kolorową, co przed złem uchroni…
    Tam w stawu migotliwej, tajemniczej toni
    ujrzeć możesz legendy – starsi je jedynie
    wspominają w przebłyskach pamięci, co ginie…
    Nie uświadczysz tu pędu, nie uświadczysz krzyku.
    Spójrz – gołąb usiadł lekko w centrum na kwietniku.
    Spójrz – jak ludzie wiedzeni aromatem chleba
    idą w stronę piekarni – więcej im nie trzeba…
    Spórz – w powietrzu migocze pył z diamentów mgiełką,
    zmiatany z parapetów ze skrzętnością wielką.
    Tutaj czas się zatrzymał lub zwolnił przynajmniej,
    jakby na to mieszkańcy mieli czary tajne.
    Wszystko czynią powoli, w nabożnym skupieniu.
    Żyją solidnie, godnie – i z Bogiem w sumieniu.
    To miasto – ten mój Grodzisk – mych wakacji celem.
    Spędzę je w domu, bo w portfelu mam… niewiele. 😉
    Będę zbierać truskawki, wiśnie i maliny,
    razem z rodziną piknik pewnie urządzimy,
    pomogę w gospodarstwie, karmiąc bandę kotów,
    będę jeździć rowerem, nie doznając wzlotów
    ni upadków. I będę pstrykać fotografię
    by uwiecznić najlepiej ten świat, jak potrafię.
    Nie, nie będę się nudzić. Będę wypoczywać
    i w cichej tak radości swe chwile przeżywać.
    I przypominać sobie swe szczenięce lata,
    patrząc, jak nad kapustą bielinek polata,
    jak wrony swe “wesele” zwołują wieczorem…
    W wakacje swe wspomnienia w sieć umysłu zbiorę
    – jak skarby. Jak najświętsze pamiątki przeszłości.
    Już zawsze będą odtąd w moim sercu gościć.
    Bo by moc wrażeń przeżyć, daleko nie trzeba
    szukać. Wystarczy trafić do własnego nieba. 🙂

  40. O widzę idealny konkurs dla mnie, całkiem niedawno postanowiliśmy z moim chłopakiem wybrać się w maju na spontaniczny wyjazd do Kolonii (uwielbiam to miasto!). Spakowaliśmy się, zatankowaliśmy Shellem i ruszyliśmy stawić czoła przygodzie. Wszystko szło idealnie. Byliśmy szczęśliwi, że po raz kolejny zobaczymy nasze ukochane miasto, pogoda dopisywała, droga stała przed nami otworem. Wyjeżdżaliśmy późnym popołudniem, więc w Niemczech byliśmy kiedy było już całkowicie ciemno. Jechaliśmy nową trasą, wg mojego chłopaka krótszą („Tą drogą będzie szybciej, zobaczysz…”). Około 21.00 zatrzymaliśmy się, żeby się napić i coś zjeść. Droga znajdowała się na uboczu przy lesie, powiedziałabym nawet, że było dość romantycznie. Po posiłki wsiedliśmy do samochodu z uśmiechem, chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i … nic! Próbował kilka razy, jednak
    auto za nic nie chciało ruszyć. Szczerze się przyznam, że oboje nie mamy zielonego pojęcia o samochodach, więc grzebanie pod maską i sprawdzanie, co może być nie tak na niewiele się zdało. Oczywiście jak to bywa w takich sytuacjach zasięgu w telefonie nie mieliśmy, ale też do kogo zadzwonić w środku Niemiec, kiedy nie zna się nikogo w pobliżu? Mój chłopak, rozbawiony sytuacją (tak, to ja jestem tą która ciągle panikuje..) powiedział, że idzie za potrzebą. Ja zostałam w samochodzie, wyjęłam z bagażnika koc i okryłam się nim. Marcin dość długo nie wracał, więc stwierdziłam, że pewnie szuka jakiejś pomocy. Po dobrych 30 minutach byłam już nieźle zmartwiona i zastanawiałam się, czy iść go szukać, jednak szczerze powiedziawszy ciemna noc w obcym państwie mnie dość skutecznie zniechęciła 😛 Nagle zobaczyłam, że ktoś zbliża się do samochodu, trochę się więc uspokoiłam. Jednak nie na długo, ponieważ nie był to mój chłopak, a dziwnie wyglądający mężczyzna. Zapukał w szybę, a ja zaczęłam krzyczeć… Po chwili uspokoiłam się i uchyliłam leciutko szybę. Mężczyzna
    szybko powiedział, że przysyła go Marcin, bo sam nie był w stanie znaleźć drogi do samochodu i jest w jego domu (znam świetnie niemiecki, dobrze, że w panice nie zapomniałam ;)). Bałam się jak nie wiem, ale byłam głodna i chciałam odpocząć. Stwierdziłam, że z nim pójdę, a w razie czego przypomnę sobie kurs samoobrony ;P Na szczęście mówił prawdę i poszłam z nim do jego domu, gdzie moja zguba popijała sobie spokojnie kawę. (myślałam, że się zagotuje ze złości, że nie chciało mu się nawet przyjść z tym miłym panem)… Okazało się, że zaparkowaliśmy obok wsi 🙂 Jego żona i dzieci byli przemili, udzielili nam schronienia na noc, a rano mężczyzna szybko naprawił auto (pewnie miło jest mieć faceta, który ogarnia naprawę samochodu). 😛 Szczęśliwie dotarliśmy do Kolonii i spędziliśmy tak cudowne chwile. Nie wiem dlaczego ten wyjazd z lekką nutką grozy uważam za najlepszy, ale właśnie taki był- najmilej mi się go wspomina 🙂 Do tej pory, kiedy opowiadam tą historię znajomym, możemy się pośmiać. Znajome jednak zawsze zadają mojemu chłopakowi jedno pytanie: „Jak mogłeś zostawić ją w lesie z obcym facetem?! Ja bym cię zabiła!”- hmm, po przeanalizowaniu myślę, że może jednak przemyślę tę opcję 😛 Bądź, co bądź ta historia mogła się zakończyć mniej zabawnie 😉

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  41. Zawsze zastanawiam się przed rozpoczęciem urlopu czy spędzić
    go aktywnie czy leniwie leżąc na plaży. I zawsze wygrywa pierwsza
    wersja. Samochód to środek transportu, który wykorzystuję głównie do
    pokonania odległości dom-praca-dom. Wakacje spędzam odpoczywając w górach
    wędrując od schroniska do schroniska, dlatego też samochód zostaje w
    garażu. W tym roku plany były inne. Cel był jeden- Barcelona, a środek
    transportu też jeden a właściwie to wiele bo podróż odbyła się STOPem.
    Podzieliliśmy się na dwie dwuosobowe grupy, by łatwiej złapać stopa. Z centrum
    Polski do Barcelony jechaliśmy 5 dni. Gdy były kryzysowe sytuacje i od kilku
    godzin nikt nie chciał się zatrzymać to wtedy wyciągaliśmy biało-czerwony
    szalik Polski i zwykle działało. Podróż najnowszym Manem siedząc wysoko i
    podziwiając krajobraz Prowansji to niezapomniany widok do końca życia. Francję
    zapamiętaliśmy nie tylko z tych widoków, ale przede wszystkim dlatego, że z
    autostrady gdzie nie wolno stać pieszym do centrum miasta odholowała nas
    policja. Dobrze, że nic nie zrozumieliśmy, ale trzeba było wrócić do punktu
    wyjścia i znowu ustawić się w odpowiednim miejscu i kierunku. Ja byłam w
    grupie, który dotarła do Barcelony 8 h później od pierwszej. Nocleg na plaży,
    lekkie przebudzenie o 5:30 i pobudka o 6:00. I w ciągu tych 30 min ktoś
    pozbawił naszą koleżankę plecaka z całym dobytkiem. Spędziliśmy 2 h w
    konsulacie i zaczęliśmy powrót do Polski, lżejsi o jeden bagaż. Podróż
    powrotna trwała dłużej, bo aż 9 dni. Wtedy też pobiliśmy rekord łapania okazji
    do 8 h. Pobiliśmy też rekord niejedzenia bo kierowca jechał 10 h bez
    zatrzymania a my nie mieliśmy już nic oprócz wody. Pozostało nam spać i
    zapomnieć o głodzie, bo przecież nikt nie śmiał prosić kierowcy o zatrzymanie
    się. Transport mieliśmy aż do granicy niemiecko-polskiej. Na granicy już po
    polskiej stronie postanowiliśmy w końcu coś zjeść. Doszliśmy do stacji
    benzynowej Shell w Jędrzychowicach a tam stał TIR z numerami rejestracyjnymi
    zaczynającymi się od ERA. Pierwsze nasze pytanie czy jedzie z Radomska czy do
    Radomska. Ku naszemu wielkim zadowoleniu jechał w tym samym kierunku co my. Poczekaliśmy
    aż zatankuje do pełna swoją Scanię i zabraliśmy się z nim. I teraz mogę
    pochwalić się, że byłam w grupie która pierwsza dotarła do domu. A mielone z
    ziemniakami i mizerią babci postawiły na nogi. Świadomość, że na drugi dzień do
    pracy trochę ścinała z nóg, ale przecież jest własny samochód. Posiadanie
    własnego auta w tej sytuacji nabiera szczególnego znaczenia. Cała moja podróż
    trwała 14 dni a w tym 16 h w Barcelonie. Nie żałuję bo każda podróż to kolejne
    doświadczenia. Za rok na pewno będę stała przed tym samym wyborem aktywnie czy
    leniwie. I wiem już dziś, że znowu wygra opcja aktywnie.

Komentowanie zostało wyłączone.