Elektroniczna przyszłość? [FELIETON]

Elektryczny samochódJuż od dawna nie jest tajemnicą, że w naszych autach konstruktorzy montują coraz więcej elektroniki, która podobno pomaga nam w codziennym użytkowaniu samochodu. Oczywiście nie brakuje jej przeciwników, co z chęcią zapomnieliby o elektronicznych kagańcach. Jak więc może potoczyć się przyszłość magicznych systemów?

W dzisiejszych samochodach pełno jest tego wszystkiego. Producenci aut wciskają nam coraz to nowsze systemy w postaci trzyliterowych akronimów, takie jak choćby: ABS, ESP, ASR, LPG, itd., itp. Niektórzy kierowcy, jak przyznają, czują się z tym bezpieczniej i zapłacą fortunę za kolejne gadżety, które oczywiście każda szanująca się marka oferuje. Wystarczy spojrzeć na nowego Mercedesa S, którego już kilkukrotnie opisywaliśmy. Na pokładzie tej maszyny znajdziemy nie tylko wyżej wymienione elementy, ale również coś co monitoruje drogę, jakiś czujnik co nie pozwoli nam zasnąć za kółkiem, czy anioła stróża, który zabrania opuścić swój pas jezdni. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać do czego może dojść w tej skomplikowanej dziedzinie nauki i czy jej rozwój okaże się dla nas korzystny.

Pewnie zastanawiacie się jak tego dokonałem. Czy wsiadłem za kierownicę nowej S Klasy i sprawdzałem, co tam przygotowali niemieccy producenci, czy może znalazłem gdzieś wehikuł czasu pod postacią Deloreana i po prostu przeniosłem się do przyszłości. Niestety nie. Wszystko okazało się dużo prostsze niż się wydaje.

Odpowiedź na tytułowe pytanie uzyskałem oglądając tegoroczny festiwal w Sopocie. W końcu w muzyce elektronika odgrywa już spore znaczenie, więc czemu za jej obserwacją nie dojść do analogicznych rozwiązań w motoryzacji? Dodatkowo warto zauważać, że zarówno w jednej jak i w drugiej dziedzinie elektronika spełnia te same zadanie. Ma pomagać człowiekowi. Jeśli chodzi o samochody, to kierowca za jej pomocą ma płynniej prowadzić auto, w muzyce zaś „wokalista” ma wyjść na scenę i ruszać ustami w rytm muzyki. Weźmy na przykład taką Stereolizzę, która drugiego dnia festiwalu wyszła na scenę owinięta w coś na kształt sreberka na kanapki i kołysała się w rytm elektronicznego bitu. Co prawda o gustach się nie dyskutuje, ale w tej chwili nie pamiętam kto to powiedział i nie wydaje mi się żeby było to prawdą. Tak czy inaczej, występ młodej „artystki” nie był zbyt estetyczny, a doznania słuchowe również nie należały do najprzyjemniejszych. I w tym momencie warto zadać sobie pytanie, czy chcemy aby właśnie tak wyglądała przyszłość motoryzacji. Czy chcemy, aby osoby zupełnie nie znające się w temacie czuły się na scenie, którą w tym wypadku jest droga, tak jak gwiazdy wielkiego formatu.

Niestety właśnie taki scenariusz rozwoju samochodowych nowinek może być bardzo prawdopodobny. Już wkrótce każdy z nas zasiadając za kierownicą nafaszerowanego kablami pojazdu poczuje się niczym Sebastien Loeb za kierownicą rajdowego Citroena i pomyśli, że jest równie dobry. Urośnie w swojej dumie i po chwili zapomni, że prowadzi samochód, a nie gra na PlayStation.

Najgorsze jest jednak to, że wielu kierowców widzi w tym wszystkim przyszłość. Wszystkim dookoła mówią, że ich pasją są samochody, a sami określają swój słowami – „sam jedzie”. Czy to właśnie o to chodzi, aby samochód sam się poruszał, czy może o to, żeby kierowca doskonalił swoje umiejętności za jego kierownicą? Warto zapamiętać, że jeśli ktoś naprawdę lubi prowadzić, to on chce sprawować kontrolę nad maszyną, a nie odwrotnie.