Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Opel Insignia od ponad 4 lat ma ugruntowaną pozycję w segmencie D. Inżynierowie z Russelsheim w końcu w swojej ofercie sprzedaży mają samochód, który swoim wyglądem, wyposażeniem i komfortem podróżowania nie tylko aspiruje do klasy premium, ale również pod różnymi nazwami z powodzeniem sprzedaje się na całym świecie. Dotychczas potencjalni kupcy mogli z powodzeniem przebierać spośród bogatej gamy silnikowej. Dotyczy to w szczególności wersji benzynowych, w której każdy może znaleźć coś dla siebie.

Trochę gorzej było z dieslami, w której brakowało mocnego reprezentanta, mogącego zadowolić kierowców ze sportowym zacięciem.  Opel chcąc stanąć na wysokości zadania, wprowadził blisko dwustukonny silnik 2.0 CDTI BiTurbo. Nie tracąc więc ani chwili, postanowiłem sprawdzić owoc tej pracy, dodatkowo podsycony pozytywnymi wrażeniami Mariusza, który przetestował Insignie jakiś czas temu.

Kombi z pazurem

“Dzień Dobry, czy ten model ma 300 km?” – Te słowa usłyszałem od pewnej miłej Pani, która zobaczyła nasz testowany egzemplarz na jednym z gdańskich parkingów. Zastanawiacie się dlaczego tak entuzjastycznie zareagowała? Zobaczcie sami: Insignia w opcjonalnym pakiecie OPC line, w której w skład wchodzą zmienione progi, agresywne zderzaki, dodatkowe emblematy pod lusterkami, dwie końcówki układu wydechowego oraz ogromne i zupełnie niepraktyczne na polskie drogie 20 calowe felgi. To sprawia, że rodzinne kombi wygląda nietuzinkowo. Sportowy charakter podkreśla czerwony lakier.

Nie ukrywam, że wnętrze “usportowionego” Opla przypadło mi do gustu. Mimo, że w środku panuje przepych, a natłok przycisków może trochę odstraszać, to zapewniam, że gdy już zasiądziemy wygodnie w fotelach, poczujemy się jak w samochodzie klasy premium. Deska rozdzielcza wykonana jest z dobrej jakości materiałów, a całość została dobrze spasowana. Skórzane sportowe fotele, obszyte pomarańczową nicią, świetnie trzymają sylwetkę podczas pokonywania krętych dróg, a kierownica idealnie leży w dłoniach. Miejsca z przodu jest pod dostatkiem, niestety dużo gorzej jest z tyłu. Na dodatek, że siedzisko oferuje mało przestrzeni to wyżsi pasażerowie będą narzekać na brak miejsca nad głową. Na pochwałę zasługuje za to 500 litrowy bagażnik, który po złożeniu tylnych foteli oferuje 1530 litrów płaskiej przestrzeni bagażowej. Co ważniejsze próg załadunku jest niski; dodając do tego pozycyjne światła po otwarciu tylnej klapy zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z prawdziwie rodzinnym kombi. Pomimo tego, że okna są dość wąskie to dzięki dużym lusterkom, kamerze cofania i licznym czujnikom manewrowanie Insignią w mieście nie należy do uciążliwych.

Z dużej chmury mały deszcz?

Opel Insignia ST 2.0 CDTI BiTurbo 4×4 – już sama nazwa sprawiła, że przy pierwszym kontakcie z tym autem chciałem jak najszybciej sprawdzić jego możliwości. Inżynierowie Opla postanowili wykorzystać dobrze znany 4 cylindrowy silnik 2.0 CDTI Turbo i wyposażyli go w dodatkową turbosprężarkę, która działa niezależnie od drugiej, a ich praca uzależniona jest od stylu jazdy kierowcy. Krótko mówiąc, jedna turbosprężarka pracuje podczas małych prędkości, a druga dołącza się po przekroczeniu 2500 tys./obrotów na minutę. Ma to na celu poprawnie komfortu jazdy i zniwelowaniu tak zwanej turbo-dziury. Aby zoptymalizować prace silnika zastosowano w nim generacyjnie najnowszy wtrysk Common Rail oraz konstrukcyjną nowość – dwie chłodnice powietrza doładowanego, te zmiany mają być lekarstwem pomiędzy spalaniem i niską emisją CO2, a osiągami.

Jak to się sprawdza w praktyce? Silnik generuje 195Km i maksymalny moment obrotowy 400 Nm przy 1750-2500 obr/min. Moc przekazywana jest na obie osie za pomocą 6 stopniowej manualnej skrzyni biegów. Niestety samochód do pierwszej setki rozpędza się w 9,1 sekundy (!) a prędkość maksymalna wynosi 223 KM/H. Chyba nigdy nie byłem tak rozczarowany osiągami auta. Gdybym wcześniej nie wiedziałem, że testowana Insignia ma blisko 200 KM, dałbym jej co najwyżej 140 KM. Toyota Avensis w 180 konnym silniku diesla wydaje się przy Oplu „mistrzem prostej”. Testowana Insignia przyspiesza w bardzo szerokim zakresie obrotów (ok. 1200 – 4000), chodź trudno to zaobserwować przy ruszaniu – miałem dziwne wrażenie, że auto przy pierwszych dwóch biegach ma obniżony zakres mocy, a zmiana przełożeń jest za długa, zmuszając do bardziej gwałtownego wciśnięcia pedału gazu. Sytuacja ulega zmianie powyżej 2000 obr/min, powyżej których możemy “cieszyć się” równomiernym wzrostem mocy – wszakże oczekiwałem czegoś więcej. Również wjeżdżając na stacje benzynową możemy czuć się oszukani. Spalanie deklarowane przez producenta (5,1L/100KM) jest nieporozumieniem.

Podczas testu średnie spalanie wyniosło około 9-10 litrów. Nie jest to rewelacyjny wynik biorąc pod uwagę nowinki, w jakie został wyposażony testowany diesel. Na pochwałę zasługuje za to precyzyjny układ kierowniczy. Dodając do tego napęd 4×4, Insignia pomimo ogromnej wręcz masie (blisko 2 tony!) jest samochodem wyjątkowo pewnym w prowadzeniu i bardzo ciężko wyprowadzić jest go z toru jazdy. Duża w tym zasługa licznym systemom bezpieczeństwa takich jak aktywny tempomat czy system CIB hamujący auto przy możliwości kolizji. Nie możemy również narzekać na zawieszenie, które mimo 20 calowych felg zaskakuje komfortem. W trybie ‘’Tour’’ samochód pokonuje koleiny z łatwością, jednak jest trochę za miękki. Po naciśnięciu przycisku ‘’Sport” zawieszenie wyraźnie sztywnieje, również układ kierowniczy zmienia charakterystykę a samochód jeszcze lepiej prowadzi się w zakrętach. Smaczku dodaje zmiana koloru zegarów na czerwony.

Niewykorzystany potencjał

Bez wątpienia Opel Insignia ST 2.0 CDTI 2.0 BiTurbo 4×4 jest ciekawym samochodem. Wyróżnia się świetnym wyglądem, zaskakuje komfortem a w środku możemy się poczuć jak w autach najlepszych niemieckich producentów. Projektanci gdzieś zagubili jednak tożsamość, bo choć samochód z zewnątrz ‘’pręży muskuły” to w głębi zdaje się być ‘’potulnym barankiem’’.  Opel Insignia w tej wersji wyposażenia, napędem 4×4 i najmocniejszym dieslem w gamie to wydatek blisko 200 tysięcy złotych. Zdecydowanie za dużo – w tej cenie możemy dostać, chociażby dobrze wyposażonego reprezentanta klasy premium takiego jak Mercedes klasy C.  Czuje się trochę rozczarowany, bo ten samochód naprawdę ma potencjał.

Plusy:
– świetny wygląd
– precyzyjny układ kierowniczy
-komfort podróżowania
Minusy:
– Słabe osiągi
– Zbyt wysokie spalanie
– Wygórowana cena

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: diesel
Pojemność: 1956cm3
Typ napędu: 4×4
Moc maksymalna: 195 KM (przy 4000 obr/min)
Maks. moment obr.: 400 Nm (przy 1750-2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4908/1856/1520 cm
Pojemność bagażnika w litrach: 500 (1530l po złożeniu siedzeń)
Masa własna: 1878 kg
Ładowność: 547 kg
Rozstaw osi: 2737 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 9,1 s
Prędkość maksymalna: 223 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 8,5l /100km
Zużycie paliwa – miasto: 11,2 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 10,0 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 70 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 149

5 komentarzy
  1. Szkoda, że masa zabija cały potencjał tego samochodu.
    A tak swoją drogą, to można dokupić jeszcze jakąś opcję do tego co testowaliście ? Bo jak tak przeglądam zdjęcia to wygląda jakby ten egzemplarz miał wszystko co jest dostępne.

  2. Można go doposażyć w automatycznie składany dach i elektrycznie zamykaną klape bagażnika co jest przydatne bo ta w Insygni jest pokaźnych rozmiarów 🙂

  3. Michał słusznie zauważył, że to auto waży prawie dwie tony. Fizyki nie da się oszukać, stąd ta wyczuwalna ospałość samochodu nawet przy niemal dwustu koniach. Mimo wszystko prowadzi się bardzo dobrze, zawsze strasznie mi się podoba do momentu dociśnięcia gazu do końca.
    A jak wygląda w tym kolorze i z tymi dodatkami… 🙂

  4. Wydaje mi się że na moje potrzeby wystarczyłby. Mam sentyment do niemieckich aut za ich solidność i bezawaryjność. Chociaż w ostatnich latach żadne auto nie zapewni takiej niezawodności jak to miało miejsce jeszcze 10-15 lat temu.

  5. Jest jeszcze jeden problem.Po przebiegu 30 tys…auto jest po prostu zmęczone.Nie można w żaden sposób materiałów wykończeniowych porównać z ceną 200 tys zł.Wydech koroduje już w salonie , hamulce zużywają się w dziwny sposób….coś nie hallo za taką kasę.Sorry że tak pojechałem…ale przerobiłem to na własnej skórze

Komentowanie zostało wyłączone.