Małe Maserati – tak zawsze kojarzyła mi się stylistyka Grande Punto i Bravo. Coś w tym jest, bo Maserati z przełomu XX i XXI wieku wychodziły spod tej samej ręki co Fiaty, czyli biura projektowego Giugaro. Mam słabość do tej stylistyki, a choć Punto znamy już od 8 lat, dalej wygląda dobrze. Lubiłem na nie patrzeć, nie byłem ciekaw jak jeżdżą. Po kilku dniach ze 135 konnym Punto już wiem, że źle robiłem.

Na początek nazwa. Trochę się pogubiłem w oznaczeniach tego modelu, bo po Grande Punto i Punto EVO, w 2012 Fiat wrócił do prostego Punto, tak jak w przypadku pierwszej i drugiej generacji. Wszystko po to, by podkreślić liftingi, które na dobrą sprawę były kosmetyczne. Tak więc mamy przed sobą trzecią generację, trzeciej generacji Punto. Fiat jest znany z podobnych eksperymentów marketingowych. Na przestrzeni lat ich znaczek był raz czerwony, innym razem niebieski, nie wspominając o kształcie. No cóż, ten typ tak ma.

Fiat Punto

Mimo wszystko efekt końcowy robi wrażenie. Nasz egzemplarz zdecydowanie wybija się z tłumu innych „Punt” za sprawą szarobiałego perłowego lakieru połączonego z czarnym dachem. Zwracają uwagę też koła – duże, grafitowe 17-to calowe felgi skrywają czerwone zaciski hamulców. Niektórzy mówią, że to wiocha. Mi się podobało. Dodajcie do tego wiele detali – przednie nadkola płynnie przechodzące w zderzak sprawiają wrażenie poszerzonych, wstawka Punto na listwach bocznych czy zmienione progi. Oglądanie tego samochodu codziennie rano sprawiało przyjemność. Przyciągało też sporą uwagę innych kierowców. On po prostu nie wygląda jak egzemplarze, do których przyzwyczailiśmy się na polskich drogach.

Wnętrze nie jest ani trochę emocjonujące, to typowy Fiat. Jedyne, co mnie ujęło to zegary. Umieszczone głęboko w tubach za kierownicą dodają mu charakteru. Ciekawostka – licznik zamieniono miejscami z obrotomierzem. Nie przeszkadza to w żaden sposób, ale jest… inaczej. W porównaniu z Bravo zdecydowanie poprawiono grafikę komputera pokładowego. Odnajdziemy też ten sam system głosowej obsługi USB i telefonu Blue&Me. Coraz lepiej sobie z nim radzę, ale dalej nie mogę się do niego przekonać. W górnej części konsoli znajdziemy miejsce na opcjonalną dołączaną nawigację i niewielki schowek.

Fiat Punto wnętrze

Nie sposób przyczepić się do zastosowanych materiałów. Jest trochę plastikowo, ale kupując samochód z tego przedziału cenowego jesteśmy na to przygotowani. Okropnie umiejscowione są przyciski podgrzewania foteli – pod podłokietnikiem. Ledwo tam sięgnąłem podczas postoju, a w trakcie jazdy to niemożliwe! Każdy pięciolatek poznający samochody na ulicy potrafiłby to zrobić lepiej. Nad nami podwójne szklane okno dachowe z otwieraną przednią częścią. Według mnie pozycja obowiązkowa w większości samochodów. Tutaj bym się zastanowił, bo powyżej 180cm wzrostu nawet przy najniższym ustawieniu fotela poczujecie jak podsufitka ociera się o włosy. Istnieje rozwiązanie – ogolić się na łyso i problem z głowy.

To nie jedyne, co przeszkadzało mi za kierownicą. Praktycznie jednym rzutem przejechałem Punto 800 km i nie byłem w stanie ustawić sobie wygodnej pozycji. Najpierw najniższa pozycja była zbyt wysoka, później siedziałem zbyt blisko. Odniosłem wrażenie, że pedał gazu był zbyt mocno przysunięty do kierowcy, przez co nogę cały czas miałem skurczoną. Odsuwając się dalej nie mogłem docisnąć do końca sprzęgła… i wszystko od nowa. Pomógłby tempomat, którego zabrakło. Po trzech godzinach fotele też dały znać o swojej twardości i właściwie mógłbym mieć już dość, tyle że…

Fiat punto ciekawostki

Uznałem, że to nie jest samochód do pokonywania długich dystansów. Nagle wszystko nabrało sensu. Przestał przeszkadzać brak piątego biegu uniemożliwiający względnie oszczędną jazdę powyżej 120 km/h. Twarde zawieszenie przekazujące każdą poprzeczną nierówność jezdni na kręgosłup dostało rozgrzeszenie. Ja zaś mogłem cieszyć się całą dynamiką benzynowej turbodoładowanej jednostki 1.4 MultiAir.

Cyferki wyglądają dobrze na papierze. 135 koni mechanicznych, a z racji masy poniżej 1200 kg Punto osiąga setkę w 8,5 sekundy. W środku czułem się inaczej, samochód wydawał się jeszcze szybszy. Turbodziura była praktycznie niewyczuwalna, już od 1700 obr/min. gaz w podłodze oznaczał plecy w fotelu. Dochodzimy do końca obrotomierza, szybka zmiana biegu i Punciak rozpędza się dalej i dalej. Dostaje zadyszki w okolicach 180 km/h, ale spokojnie można wycisnąć z niego dodatkowe 20km/h. W małych samochodach inaczej odczuwa się prędkość i przyspieszenie, ale ważnym elementem jest też akustyka. Podczas spokojnej jazdy silnika nie słychać. Dużo lepiej jest przy wyższych obrotach. Niby tylko 4 cylindry, ale potrafią zagrać niezły koncert. Słyszałem, że Abarth Punto strzela z wydechu przy odpuszczaniu gazu. 1.4 MultiAir wydaje się wprost do tego stworzony.

W przypadku spokojnej jazdy radzi sobie nie gorzej. Duża elastyczność pozwoli uzyskać spalanie rzędu 6 litrów w trasie i około 8 w ruchu miejskim. Wszystko pod warunkiem nie przekraczania 110 km/h, brak “szóstki” dramatycznie podnosi zużycie paliwa. Ktoś kiedyś porównał pracę skrzyni biegów do mieszania kijem w wiadrze z kamieniami. Od tego czasu szukałem samochodu, w którym tak to działa. I znalazłem! Z przykrością muszę stwierdzić, że precyzja skrzyni w Punto nie występuje. Momentami nie wiedziałem, który bieg mam włączony. Układ kierowniczy jest niezły, choć mógłby być nieco twardszy. Tym bardziej, że dla leniwych jest opcja wspomagania CITY, dzięki której można kręcić kierownicą jednym palcem. Takie detale odbierają nieco przyjemności z jazdy, której ogromną część zawdzięczamy jednostce napędowej.

Fiat Punto bok

Decydując się na trzydrzwiowe nadwozie zwykle akceptujemy mniejszy komfort pasażerów z tyłu. Tutaj sprawy mają się nieźle. Ograniczone miejsce na głowy rekompensuje duża przestrzeń na nogi i stopy. Bagażnik o pojemności 275 litrów należy do mniejszych w segmencie, ale bez problemu pomieści bagaże na wyjazd dla dwóch osób. Podobnie jak w Bravo, przeszkadzał mi sposób otwierania bagażnika. Po naciśnięciu znaczka Fiat klapa odskakuje, ale brakuje uchwytu do jej podniesienia. W brzydką pogodę nie sposób się nie pobrudzić.

Na koniec przykra niespodzianka. Najlepszy nowy silnik roku 2010 jest obecnie oferowany jedynie w odmianie Abarth Punto Essesse. W testowanym egzemplarzu radził sobie świetnie. Problem jednak w tym, że taka wersja leży w połowie drogi cenowej między ‘zwykłym’ Punto, a Abarthem. Klienci decydują się na tradycyjne wolnossące jednostki, a jeżeli chcą się bawić to na całego, już pod logo skorpiona. Mimo wszystko, nie spodziewałem się, że w nadwoziu Punto drzemie taki potencjał. Daje namiastkę sportowych odczuć, robi wielki apetyt na najmocniejszą odmianę. Zapewne przesiadając się z Abartha do tej wersji można odczuć niedosyt, ale obiektywnie to naprawdę dobry samochód.

Tekst i zdjęcia: Mariusz Dunda

Mocne strony
– osiągi, dźwięk i elastyczność silnika 1.4 MultiAir
– własności jezdne zachęcające do agresywniejszej jazdy
– niewysoki poziom spalania przy oszczędnej jeździe
– ponadczasowy, atrakcyjny design
– spora ilość miejsca na tylnej kanapie
Słabe strony
– kiepska praca skrzyni biegów
– przeciętna pozycja za kierownicą
– brak szóstego biegu

Dane Techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy turbodoładowany, R4
Pojemność: 1368 cm3
Oś napędzana: przednia
Moc maksymalna: 135 KM
Maks. moment obr.: 206 Nm
Skrzynia biegów: 5-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4065/1687/1490 mm
Rozstaw osi: 2510 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 275/1030
Masa własna: 1170 kg
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 8,5 s
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4,6 l/100km (5,8-8,8)
Zużycie paliwa – miasto: 7,3 l/100km (8,2)
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5,6 l/100km (7,2)
Pojemność zbiornika paliwa: 45 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 129

Cena podstawowej wersji – 39 990 zł
Cena testowanego egzemplarza – ok. 70 000 zł (z oferowanym obecnie 1.4 MultiAir 105 KM)

1 komentarz

Komentowanie zostało wyłączone.