Mam wrażenie, że ktoś ostatnio uświadomił producentom samochodów, że ich klienci nie chcą jeździć brzydkimi samochodami. W ubiegłym dziesięcioleciu szukano drogi w obłych, okrągłych kształtach, ale zapędzono się w ślepą uliczkę. Najwięksi spiskowcy dopatrują się w tym nawet przyczyn kryzysu w branży motoryzacyjnej. Całe szczęście, tak jak w świecie mody, trendy po jakimś czasie wracają. Właśnie wróciliśmy do ostrych linii i efekty są widoczne. Dawno nie powstawało tyle atrakcyjnych samochodów, a nowe Renault Clio otwierające nową stylistykę marki na pewno można do nich zaliczyć.

Wygląda obłędnie…

Nie sposób się za nim nie obejrzeć. Nic dziwnego, projekt wzorowany na koncepcie DeZir jest niezwykle dynamiczny i usportowiony. Zdecydowanie nie kojarzy się z nudnawym dotychczas Clio. Gabaryty uległy zmianie,  samochód jest szerszy, dłuższy i niższy. Przetłoczenia na dolnej części drzwi i spojler tylnej szyby dodatkowo optycznie go spłaszczają. Cały urok jednak zawdzięczamy części zaczynającej się za słupkiem B. Piękne, napompowane błotniki świetnie współgrają z rasowym tyłem. Oglądając Clio z tej perspektywy nie da się pozostać obojętnym – wygląda świetnie! Do ideału brakuje mu tylko nieco większych, niż 16-to calowych felg.

Atrakcyjność nadwozia podkreśla jeszcze jeden fakt. Rozwiązanie stare jak świat, ale w tym przypadku niezwykle skuteczne. Clio udaje 3-drzwiowe coupe. Aż 4 razy w ciągu 5 dni testu zdarzyło mi się, że ktoś otwierał drzwi pasażera i szukał dźwigni do złożenia fotela, by zająć miejsce z tyłu. Klamki tradycyjnie czają się w słupkach, lecz tutaj linia okien dodatkowo nas zwodzi.

Mieszczuch z krwi i kości

Rodowód Clio wskazuje na jego miejski charakter. Wystarczy już krótka przejażdżka nowym Renault, by poczuć że zatłoczone ulice to jego żywioł. Silniejsza odmiana silnika 1.5 dCi, choć jest najmocniejszą w ofercie, rozwija zaledwie 90 KM. O ile wystarczy to do sprawnej zmiany pasów i dynamicznego ruszania spod świateł, to nie można nazwać go szybkim. W żadnym wypadku zawieszenie nie zachęca nas do takiej jazdy. Jakiś czas temu jeździłem Peugeotem 208, który swoją sztywnością prowokował do pokonywania każdego zakrętu z nieprzyzwoitą prędkością. Tutaj jest odwrotnie. Renault uznało – chcesz jeździć ostro? Już przygotowujemy dla Ciebie wersję RS. Kupując zwyczajne Clio nie chcesz auta, które Cię męczy na co dzień. Jest komfortowo. Jeszcze bardziej dziurawe drogi (po zimie) nie połamią nam pleców. Z dziennikarskiego obowiązku sprawdziłem, jak spisuje się w szybciej pokonywanych zakrętach i… nie polecam. Prowadzi się niepewnie. Nie razi podsterownością, lecz skłonnością do mocnych wychyleń. Nie pomoże nam układ kierowniczy, który wydał mi się zbyt mocno wspomagany – zwłaszcza, gdy przekraczamy pięćdziesiątkę. Jednak wszystko, co jest wadą w przypadku gdy chcielibyśmy poszaleć, staje się zaletą dla codziennych dojazdów. Dzięki temu, że nie zachęca do mocnego wciskania gazu, może nam się odwdzięczyć czymś jeszcze…

Pije jak abstynent

Ponad 900 km testu, a nawet nie dobiłem do rezerwy. Zbiornik – 45 litrów. Brzmi dobrze? Właśnie do tego Clio zostało stworzone. Niedrogiego, praktycznego przemieszczania się. Silnik zadowolił się średnio 4.4 l ON na 100km. Biorąc pod uwagę przewagę jazdy miejskiej, to świetny wynik. Wskazówka paliwa opadała w tak wolnym tempie, że myślałem, że jest zepsuta. Jako ciekawostkę dodam, że spalanie powyżej 120 km/h było równe, lub wyższe niż zużycie paliwa w mieście… Jest sens wyjeżdżać w trasę?

Tam Clio nie czuje się pewnie. Niezbyt precyzyjny, nadwspomagany układ kierowniczy i mała masa sprawiają, że kierowca musi być w ciągłym skupieniu. Pięć biegów ostudzi nasze zapędy przed przekraczaniem 120. Bagażnik zmieści torby na weekend dla pary, a na siłę nawet upchniemy dodatkowe dwie osoby na tylnej kanapie. Tylko czy nie lepiej wypychać bagażnik zakupami, a tylne miejsca traktować jako awaryjne, lub raj dla małych dzieci?

Co skrywa pod pięknym nadwoziem

Wnętrze zdecydowanie należy do młodzieżowych. Zauważamy obecny trend minimalizmu w małych samochodach. Wszystko oprócz sterowania nadmuchem upchnięto w kombajnie multimedialnym z ekranem dotykowym. Sprawia dużo lepsze wrażenie, niż ten zastosowany w Peugeocie. Jest dużo czytelniejszy i przyjemniejszy w obsłudze, a graficznie miło kojarzy się ze smartfonami. Kolejną nowością jest zestaw zegarów. Wyłącznie cyfrowy prędkościomierz otoczono tradycyjnym obrotomierzem i największym jaki widziałem wskaźnikiem paliwa. Wszystko wciśnięte w tuby wygląda świetnie i po chwili przyzwyczajenia jest równie czytelne. Nie znajdziemy też tradycyjnego kluczyka – Renault po raz kolejny zastosował kartę. Silnik uruchamiamy przyciskiem Start/Stop, a centralny zamek obsłużymy za pomocą guzików na przednich klamkach. Jeżeli odejdziemy z kartą po wyjściu z samochodu, Clio zamknie się samo. Tak naprawdę nie musimy jej wyjmować z kieszeni… do momentu aż przełamie się na pół, jak już się zdarzało w poprzednich modelach.

Przejdźmy do tematu, o którym dżentelmeni nie rozmawiają – pieniędzy. Prezentowany, prawie maksymalnie wyposażony egzemplarz to wydatek 65 tys. zł. To dość sporo, a najwięcej dopłacamy za silnik. W najwyższej wersji, producent daje wiele możliwości personalizacji poprzez różne kolory deski rozdzielczej, wstawek, czy obklejenie Clio sportowymi akcentami. Tylne elektryczne szyby niestety w żadnej wersji nie są standardem, co może obecnie dziwić. Cena bazowa za tak ładny samochód jednak nie jest wygórowana – zaczyna się od 41 tys. Oszczędności musiały być gdzieś znalezione i możemy je zauważyć na przykład w boczkach drzwi. O ile reszta kokpitu jest wykonana poprawnie, to jakość tego elementu strasznie mnie rozczarowała. Odkryłem też odklejającą się od przedniego znaczka folię. Niestety, nie samym pięknem człowiek żyje. Powinno liczyć się też wnętrze.

Na skróty

Macie już Clio i chcecie nowsze? Warto się zdecydować, nowy model wrócił z bardzo udanej kuracji upiększającej, ale technicznie też niczego mu nie brakuje. Może szukacie ładnego autka do jazdy miejskiej? Clio jest bardzo zwinnym i łatwym w prowadzeniu samochodem. Potrafi cieszyć i na pewno przywoła uśmiech za każdym razem, gdy zobaczycie go na parkingu. Najlepiej spisze się jako drugi samochód w domu, a przy tym nie będzie częstym klientem stacji benzynowych. A co z tymi (w tym ze mną), którzy szaleją na punkcie nowego designu Renault, ale oczekują od auta więcej niż przejazdu z punktu A do B? Poczekajmy, aż w sprzedaży pojawi się wersja RS. A potem ustawmy ją obok 208 GTI. Francuzi znów wiedzą, co zrobić by było ciekawie.

Dziękuję Monice  za pomoc w realizacji sesji dwóch Clio 🙂

Tekst i zdjęcia: Mariusz Dunda
mariusz@motofilm.pl

Mocne strony
– wygląd…
– wygląd!
– oszczędny silnik
– łatwość prowadzenia
– niewygórowana cena
Słabe strony
– zbyt mocne wspomaganie
– zawieszenie dalekie od ideału
– licha jakość niektórych materiałów
– ciasno z tyłu…

Dane Techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: wysokoprężny, R4
Pojemność: 1461 cm3
Oś napędzana: przednia
Moc maksymalna: 90 KM
Maks. moment obr.: 220 Nm
Skrzynia biegów: 5-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4062/1731/1448 mm
Rozstaw osi: 2580 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 300/1146
Masa własna: 1071 kg
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 11,9 s
Prędkość maksymalna: 178 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 3,1 l/100km (3,5-5)
Zużycie paliwa – miasto: 3,9 l/100km (4,6)
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 3,4 l/100km (4,4)
Pojemność zbiornika paliwa: 45 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 90

Cena podstawowej wersji – 41 000 zł
Cena testowanego egzemplarza – ok. 65 000 zł

3 komentarze
  1. Nowe Clio na prawdę robi pozytywne wrażenie na ulicy. Jedynie strasznie mnie rażą te ledy, które wyglądają jak samoróbka. Powinny być zintegrowane z lampami.

  2. nowe clio piękne, ale niektóre samochody są wręcz obleśne większość premier to straszne brzydale

Komentowanie zostało wyłączone.