Kanciasta sylwetka, okrągłe lampy , siedmiożebrowy grill i od razu wiemy, że to Jeep Wrangler – żywa legenda, praprawnuk wojskowego Willys’a. Obraz, który mam w głowie to sceny z serialu M.A.S.H., w którym poczciwy staruszek jeździ między okopami wożąc rannych na swojej masce. Przede wszystkim był ulubieńcem żołnierzy na froncie II Wojny Światowe, cenionym za swoją użyteczność i niezawodność. A jakie wrażenia mają współcześni użytkownicy Wranglera?

Jedni uważają go za niepraktyczną i przestarzałą kupę złomu, inni natomiast są jego wielkimi fanami, którzy dodatkowo przerabiają swoje modele dopasowując je do najcięższego terenu. Patrząc obiektywnie, mają 100 % rację bo w końcu do tego to auto zostało stworzone.

Testowany przeze mnie Wrangler w wersji Arctic zadebiutował w 2011 roku na Salonie Samochodowym w Bolonii. Miał podkreślić możliwości marki i pokazać, że jest liderem w tym segmencie. Tym modelem Jeep mówi: „ nasze auta są tak dobre i na tyle przystosowane do jazdy w trudnych warunkach, że nawet daleka i mroźna północ nie jest im straszna”.

Wprawdzie nie miałem okazji przetestować auta w tak ekstremalnych warunkach a jedynie w lesie gdzie były ostatki śniegu, to i tak z pełną odpowiedzialnością mogę uznać, że słowo „niedostępny” w tym aucie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Napęd na 4 koła i duży prześwit to oczywiste zalety tego auta, choć całoroczne opony to porażka.

Jeżeli dodamy do tego możliwość zdjęcia dachu, szyby przedniej i drzwi robi się ciekawiej. Zwłaszcza latem, jazda w ciepłe i słoneczne dni z odkrytym wnętrzem musi sprawiać dużą frajdę. Samo wnętrze to też ciekawy fragment tej arktycznej przygody. Jest bardzo gadżeciarskie, mimo dość plastikowego wrażenia i lekkiej tandety jest na czym zawiesić oko. Łatwo zauważyć licznie rozmieszczone napisy Jeep lub logo z niebieskim potworkiem (Wielka Stopa?). Wrażenia dodatkowo potęgują przeszycia w kolorze „zachodzącego arktycznego słońca”. Zabiegi projektantów sprawiły, że auto może się podobać, a biały kolor nadwozia dodatkowo przykuwa uwagę przechodniów oraz innych kierowców. Z zewnątrz auto jak wiemy jest konsekwentnie kanciaste i zarazem ponadczasowe, wręcz archaiczne.

Na potwierdzenie off-roadowego rodowodu wystarczyło mi aż nadto przejechanie tym autem trasy Białystok – Warszawa. Czarna nawierzchnia to totalnie nie jest środowisko naturalne Jeepa. Powyżej 100 km/h auto reaguje na każdy podmuch wiatru jak wielki biały żagiel osadzony w pontonie z aerodynamiką cegły. Wprawdzie wyprzedzanie nie sprawia większego problemu jednak nie polecam nagłych ruchów kierownicą. Jazda powyżej 140 km/h wywołuje podobne emocje i strach, co jazda kolejką górską bez zabezpieczeń, a szum wiatru może przyprawić o ból głowy.

Szczerze przyznam, że po tym teście chyba i ja wkręciłem się w ten niesamowity klimat off-road’u. Zmieniłem swoje wyobrażenie o zabawie i przyjemności z jazdy autem. Zrozumiałem, że „fun” można osiągnąć nie tylko poprzez prędkość i pokonywanie ciasnych zakrętów w aucie z 300-u konnym silnikiem. Takie nieznane mi wcześniej doznania zapewnia jazda w terenie. Las, pagórki, jakiś strumyk albo głębsza kałuża – takie środowisko pasuje do naszego białego potwora. Każdy metr jazdy jest wyzwaniem dla maszyny ale przede wszystkim dla umiejętności kierowcy. Pokonanie przeszkody sprawia niesamowitą radość, czujemy się jak odkrywcy jadąc dalej w nieznane. Świetne uczucie, polecam!

Prawdopodobnie gdyby w latach 40-stych XX wieku projektanci Willy’sa usłyszeli, że ich auto zostanie legendą i będzie produkowane przez kolejne 70 lat i to w licznych cywilnych wersjach, uznaliby osobę głoszącą te rewelacje za wariata. I wcale im bym się nie dziwił, bo jakie inne auto ma tak długą historię i tradycje?

Dokonując zakupu trzeba być świadomym, przeznaczenia tego auta. Jeżeli chcecie jeździć nim do pracy i na „szoping” to chyba nie macie pojęcia, w co się pakujecie. Arctic przeznaczony jest dla świadomego kierowcy, który kupuje go z myślą o jeździe po bezdrożach.

To wszystko sprawia, że Wrangler bardzo przypadł mi do gustu i nadal wywołuje uśmiech na mojej twarzy za każdym razem jak o nim pomyślę. Dawał dużo przyjemności z jazdy i w odróżnieniu od nowoczesnych konstrukcji ma duszę i niepowtarzalny charakter. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że projektanci innych marek powinni brać przykład od starszego, doświadczonego brata. Bo tradycja i konsekwencja w motoryzacji to coś więcej.

Tekst i zdjęcia: Emil Sidor

Plusy:
– własności terenowe
– duży prześwit
– wygodne fotele
Minusy:
– praca automatycznej skrzyni biegów
– brak wyciągarki
– mocno słyszalny szum wiatr przy większych prędkościach

Dane Techniczne:
Napęd:
Rodzaj napędu: 4×4
Rodzaj silnika: diesel
Pojemność: 2777 cm3
Moc maksymalna: 200 KM
Skrzynia biegów: 5-biegowa, automatyczna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4751 / 1877 / 1800 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 498/935L
Masa własna: 1998 kg
Rozstaw osi: 2947 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 10,7 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 9l /100km (w teście 10,5 l)
Zużycie paliwa – miasto: 13,3l /100km (w teście 15,0 l)
Pojemność zbiornika paliwa: 85 l
Cena testowanego egzemplarza – 175 000 zł
Cena najtańszego Wranglera – 130 660 zł