Nowy Mitsubishi Outlander – dwa kroki do przodu, jeden krok w tył? [test]

Nowy Outlander 2013Stało się – poznaliśmy nowego Outlandera. Podczas jego polskiej premiery przedstawiciele Mitsubishi z dumą zachwalali nową, lżejszą konstrukcję tego modelu. To, że jest od poprzednika dużo cichszy, oszczędniejszy i praktyczniejszy. Zabrakło mi w tym wszystkim tylko jednej rzeczy – emocji. No właśnie: czy w obecnych czasach nowe SUV-y muszą jeszcze wywoływać w nas jakieś emocje? Czy do ich zakupu podchodzimy czysto funkcjonalnie, trochę jak do wyboru nowego sprzętu AGD pod zabudowę?

Może zabrzmię jak własny dziadek, ale od zawsze wydawało mi się, że SUV-y kupowało się dla ich wyglądu. Miały pokazywać wszystkim dokoła, że „nam się udało”, że nas na nie stać. Że ważne jest dla nas bezpieczeństwo bliskich. Że zamiast rodzinnego kombi wolimy prawie dwutonowego kolosa, którym nijak nie da się zaparkować w mieście. Że spędzamy wolny czas aktywnie. Że latem lubimy rozjeżdżać leśne polany, a zimą parkować w największej zaspie tuż pod stokiem. Że wolno nam wszystko, bo takiemu SUV-owi wszyscy ustępują.

No właśnie – poprzedni Outlander idealnie pasuje do tego obrazka. Wielki, ciężki, całkiem dzielny w terenie. Do tego jego charakterystyczny masywny przód zwany „Jet Fighter” budził respekt wśród innych kierowców. Na pewno wywoływał emocje. Jak dla mnie był jednym z tych nielicznych aut, o którym śmiało można było powiedzieć, że to męskie auto. Jeżdżąc nim kilka miesięcy temu miałem wrażenie, że jest on pancerny. Dziury, głęboki piach – nic nie robiło na nim większego wrażenia. Surowe wnętrze, średnie wyciszenie i takie sobie prowadzenie sprawiały, że czułem się jak kierowca typowej terenówki.

Popatrzmy teraz na nową generację Outlandera. Nie będę was czarować pisząc, że na żywo wygląda dużo lepiej niż na zdjęciach. Nie wygląda. To auto po prostu nie przyciąga wzroku. Nie jest brzydkie, ale też niczym specjalnym się nie wyróżnia. Założę się, że zakrywając wszystkie emblematy wielu przechodniów miałoby spory problem z określeniem producenta. SsangYong? Może jakaś Kia? Nie wygląda świeżo jak zupełnie nowy model. Równie dobrze mógłby mieć już 3-4 lata. Zachowawcza (żeby nie powiedzieć nudna) stylistyka nadwozia to właśnie ten krok w tył, o którym pisałem w tytule.

Potem jest już tylko lepiej. Zaglądając do środka odnajdziemy bardzo obszerne wnętrze z zupełnie nowym kokpitem i kierownicą. Na pokładzie udostępnionej wersji mieliśmy kompletne wyposażenie: dwustrefową klimatyzację, kamerę cofania, nawigację, całkiem przyzwoite audio. Obsługa całości jest po japońsku intuicyjna. Jedyny zgrzyt to wykończenie. U góry kokpitu zamontowano przyjemnie miękkie tworzywa, u dołu za to trafiamy na twarde, podatne na zarysowania plastiki.

Przednie fotele są duże i bardzo wygodne. Środkowy rząd siedzeń również zapewni sporo komfortu m.in. dzięki płaskiej podłodze oraz przesuwanej kanapie. Dodatkowy dwa miejsca w bagażniku jak zawsze traktować należy jako „awaryjne”, gdyż przestrzeni starczy tam praktycznie tylko dla dzieci. Pozytywnie oceniam bagażnik, gdyż przy schowanych dodatkowych fotelach spokojnie pomieści wakacyjne pakunki dla pięciu pasażerów. Jest łatwo dostępny, a klapa unosi się wystarczająco wysoko.

Pora na jazdy. Nasz wybór padł na diesla, gdyż to pewnie on będzie u nas głównie kupowany. Pod maską zamontowano znaną jednostkę 2.2 D-ID, która obecnie osiąga niższą moc, bo 150 KM. Po uruchomieniu silnika od razu słychać zauważalną różnicę, we wnętrzu jest o wiele ciszej. Teraz długa podróż nie będzie już męcząca. Podoba mi się precyzyjna praca 6-biegowej skrzyni oraz, co zaskakujące, osiągi. Outlander całkiem żwawo przyspiesza ze startu (0-100 km/h w 9.7 s), a jeśli sprawnie operujemy lewarkiem elastyczność również jest dobra (380 Nm / 1750-2500 obr./min).

Odrobinę sztywniejsze zawieszenie oraz zauważalnie precyzyjniejszy układ kierowniczy sprawiają, że na zwykłej drodze Outlander ma więcej z auta osobowego niż z terenówki. Owszem w szybkich zakrętach nadwozie ma tendencję do przechyłów, ale w porównaniu z poprzednikiem jego zachowanie jest tu wyraźnie lepsze. Nowy, a raczej zmodyfikowany, jest też system napędu na cztery koła. Mamy tu trzy tryby pracy: 4WD ECO, 4WD AUTO i 4WD LOCK. Pierwsze dwa dołączają tylną oś gdy czujniki wykryją taką potrzebę, natomiast trzeci przekazuje moc na wszystkie cztery koła i może być przydatny już niedługo podczas obfitych opadów śniegu.

Na koniec wspomnę o cenach. Nowego Outlandera możecie kupić z dwulitrową 150-konną benzyną (2WD / 4WD) lub opisywanym wyżej 150-konnym dieslem (tylko 4WD). Ten pierwszy może być już wasz jeśli macie wolne 98 990 zł. Odmiana wysokoprężna startuje natomiast od 145 990 zł. Przyznacie całkiem sporo. Co w zamian dostaniecie? Nierzucające się w oczy auto, które wyraźnie wydoroślało. Praktyczniejsze, ekonomiczniejsze i odrobinę nudniejsze od poprzednika. Spytacie czy bym je kupił. Otóż z ręką na sercu – nie. Wybrałbym Mazdę CX-5, która mimo, że trochę mniejsza bardziej trafia w mój gust, a ceny diesli są tam wyraźnie niższe.

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: turbodiesel, R4
Pojemność: 2268 cm3
Typ napędu: 4×4
Moc maksymalna: 150 KM (3500 obr/min)
Maks. moment obr.: 380 Nm (1750-2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4655 / 1800 / 1680 mm
Pojemność bagażnika w litrach: n.a.
Masa własna: 1555 kg
Ładowność: 670 kg
Rozstaw osi: 2670 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 9.7 s
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 4,7 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 6,5 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 5,4 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 60 litrów