Citroen DS3 Racing

Mówi się, że w ciągu swojego życia, każdy facet powinien zrobić trzy rzeczy – spłodzić syna, zasadzić drzewo i wybudować dom. Zamiast roztrząsać to, czy każdemu ta sztuka się udaje, czy też nie, przejdę do rzeczy. Podobna zasada obowiązuje u producentów aut. Z tym, że ja interpretuję ją trochę inaczej. Praktycznie każda szanująca się marka musi mieć w swojej ofercie: auto rodzinne, auto miejskie i… hot hatcha.

Tylko spójrzcie. Jest Renault z linią RS, Volkswagen ma GTI, Fiat zleca przeróbki Abarthowi, Skoda kusi RS-kami, Seat kojarzy się z Cuprą, a klienci Opla marzą o OPC. Citroen… No cóż – rozsądne auta i bardziej ekskluzywna seria DS. Czy aby na pewno jest to wszystko, na co stać francuskiego producenta? Nie! Przed wami DS3 Racing.Auto ma genezę, za którą w zasadzie nie przepadam. DS3 Racing powstało we współpracy z działem Citroena, który zajmuje się rajdami. Jak ogólnie wiadomo, są naprawdę dobrzy w tym, co robią. Przez jakiś czas, po godzinach, zbierali się i projektowali małą rakietę dla przeciętnego Kowalskiego. Wszystko pięknie. Ale jest małe ale. Otóż na początku DS3 Racing był limitowaną edycją. Zdecydowano o produkcji 1000 egzemplarzy, które rozeszły się niczym ciepłe bułeczki. Pulę zwiększono więc do 2000. Wszystkie sztuki zostały sprzedane w bardzo krótkim czasie. Następny krok Citroena? Puśćmy Racing’a do ciągłej produkcji! Gdybym był klientem, który właśnie wyszedł z salonu Citroena złożywszy uprzednio depozyt na swoje wyjątkowe, LIMITOWANE auto, na miejscu trafiłby mnie szlag. Zapewnianie o unikatowości auta, a później wprowadzanie go do seryjnej produkcji – tak się nie robi.

Alea iacta est

Kości jednak zostały rzucone i tak się złożyło, że jedna sztuka (nielimitowanej już wersji) trafiła w moje ręce. Z etapu lizania ekranu ze zdjęciem DS’a niczym lizaka przez szybę, przeszedłem do zaawansowanej konsumpcji. Nie wyłożyłem na auto pieniędzy w salonie, więc złość z powodu pewnego braku wyjątkowości wyjątkowego auta odstawiam na bok. W zasadzie to jestem szczęśliwy i wdzięczny Citroenowi za takie posunięcie. Gdyby 1000 oznaczało naprawdę 1000, najprawdopodobniej nigdy nie podzieliłbym się z wami swoimi wrażeniami z jazdy nim. A tu proszę.

Wspomniana wcześniej dywizja rajdowa Citroena wzięła w obroty auto, które jest dosyć rzadko spotykane na polskich drogach – DS3. Cieszę się, że nie zajęli się DS4, bo uważam je za wyjątkowo brzydkie i niegodne miana ekskluzywnego. Pod maskę najmniejszego potomka nowej gałęzi wsadzili silnik podkręcony ze 156 do aż 202KM. Na szczęście to nie było ich jedyna modyfikacja. DS3 został poszerzony o 30 i obniżony o 15mm. Do tego zadbano o lepsze hamowanie – z przodu zamontowano duże tarcze z czerwonymi zaciskami, a z tyłu… zostawiono małą ze standardowym zaciskiem. Wygląda to trochę komicznie.

Soczysta pomarańcza

Z zewnątrz auto pomalowano na czarno (lub na Blanc Banquise) i dodano mu pomarańczowy (lub Gris) dach. Koła mają 18 cali i wzór przykuwający uwagę. W naszym egzemplarzu polakierowano je tak, żeby pasowały do reszty, czyli na pomarańczowo – czarno. Gdyby na tym skończyły się zabiegi stylistyczne, można byłoby rzec, że jest stosunkowo krzykliwie, ale czegoś brakuje. Projektanci też doszli do tego wniosku, więc dodali jeszcze kilka rzeczy. Atrapa chłodnicy oraz lusterka zostały pomalowane na ten sam kolor, co dach. Nie powstrzymano się nawet od miliona różnych naklejek. Po prawej stronie maski, na dachu, nad wlewem paliwa („Caution Attention”, wtf z tym?) i wewnątrz.

Prawdziwy karbon!

Czym się jeszcze Racing różni od zwykłego DS3? Elementami z prawdziwego włókna węglowego. A mamy tutaj tego całkiem sporo – dyfuzor powietrza, półsztywna listwa zderzaka przedniego, dolny pas nadwozia, poszerzone progi, nadkola, elementy wewnątrz przy klamkach, wstawki na kierownicy, obwódka dookoła lewarka skrzyni biegów czy cała środkowa konsola. Na bogato.

Wnętrze też również różni się od standardowego. Zamontowano fotele, które kształtem przypominają kubełkowe, ale są od nich wygodniejsze – jednak nie na tyle, żeby wybierać się w nich w długą podróż. Poza tym kabina Racinga wygląda mniej więcej tak samo jak w przypadku zwykłego DS3. Nic tu nie skrzypi, a materiały są naprawdę dobrej jakości. Testowy egzemplarz miał przebieg około 12 000 km i nie było w nim widać najmniejszych śladów zużycia. Może nie jest to kilometraż robiący wrażenie, ale zapewniam was, że auto raczej nie było oszczędzane.

1+1

Miejsca w pierwszym rzędzie jest pod dostatkiem. Sięgając po lewarek zmiany biegów nie zahaczamy o kolana pasażera siedzącego obok. Ci siedzący z tyłu nie powinni mieć jednak wzrostu większego niż 170 cm. Wyżsi napotkają na trudności ze zmieszczeniem się – winię za to delikatnie opadającą linię dachu. Z miejscem na nogi również nie jest różowo, więc podróżowanie Racingiem polecam raczej dwóm osobom.

Wygląd wyglądem, ale czas zajrzeć pod maskę. W czasie testu udawało mi się to tylko rano. Później nie było mowy o tym, żeby ją podnieść. Żar lejący się z nieba i rozgrzany silnik sprawiały, że blacha nagrzewała się okrutnie. Dopóki przyjechaliśmy na zdjęcia silnik rozgrzał się dosyć znacznie, więc jest bez jego fotki. Niewiele was omija, bo nie ma tam żadnego V8 czy V10. Wycieczkę pod maskę odbędziemy oczami wyobraźni. W Racingu siedzi czterocylindrowy silnik 1.6 podkręcony na 202KM. W porównaniu do podstawowej jednostki, oprócz mocy, podniesiono również moment obrotowy, który wynosi tutaj 275Nm. Milion przeróżnych zmian sprawił, że rajdowy DS zalicza pierwszą setkę w 6,5 sekundy, co jest naprawdę dobrym wynikiem.

Szkoła kickboxingu

W tym miejscu muszę wam powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Myślałem, że wszystko będzie naprawdę czuć, za wciśnięciem gazu pójdzie wduszenie mnie w fotel. Tak się jednak składa, że czegoś takiego nie ma. Wskazówka Racinga wspina się szybko, ale my tego specjalnie nie czujemy. Subiektywne odczucia wskazują raczej na powiedzmy 160KM, ale w metryce wyraźnie wpisane są jednak 202KM. Brakuje zdecydowanego kopniaka w plecy.

Wydawać by się mogło, że Racing jest więc potulnym barankiem. Nic bardziej mylnego. Spróbujcie wjechać nim szybciej w ostry zakręt, a w jego połowie wciśnijcie mocno gaz. Kontrolka ESP zaczyna wariować, a wy musicie jakoś ratować auto. Tego się tutaj nie spodziewałem. Abarthy mają do siebie to, że są bardzo potulne i niesamowicie łatwo się nimi jeździ. 202KM rzucone na przednią oś to jednak nie przelewki. DS3 Racing potrafi być naprawdę niegrzeczny, a miejscami nie sprawia mu kłopotu wystraszenie kierowcy.

Tak się jednak składa, że znam winowajcę całego tego szaleństwa. To zawieszenie, które jest zaskakująco komfortowe. Tutaj mam dylemat. Czy zaliczyć to do zalet, czy jednak wad. Słowo Racing w nazwie w zasadzie zobowiązuje i przygotowuje właściciela na większą niż zwykle sztywność zawieszenia. Z drugiej jednak strony, nie ma chyba nic bardziej denerwującego niż obijanie felg na każdej możliwej studzience. Mimo utwardzenia w porównaniu do zwykłego DS-a, daleko tu do pełnej klimatów rajdowych. Dodajesz gazu, przód podnosi się, a koła tracą przyczepność. Dlatego nie jest problemem zapiszczenie oponami przy energicznym ruszaniu – nawet po wbiciu na drugi bieg coś takiego może się zdarzyć.

Frisbee

Jeśli jednak poznamy trochę bliżej granice Racinga, zauważymy, że to auto naprawdę dobrze się prowadzi. Miasto to prawdziwy raj dla tej małej rajdówki. Zakręty chwyta jak pies frisbee, a jeśli będziemy odpowiednio dozować gaz, wyjedziemy z nich naprawdę szybko.

Citroen DS3 Racing to niewątpliwie bardzo ciekawe auto. Czasem zdarzy mu się być nieokiełznanym i zdradliwym, ale przez większość czasu daje nam poczucie pełnej kontroli i… wyjątkowości. To, jak przechodnie oglądali się za nim, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pytania odnośnie tego, co to za marka (tak, były takie) albo ile ma mocy, były na porządku dziennym. Ciekawskie czy zazdrosne spojrzenia na światłach to codzienność.

Prowokujący wygląd robił swoje – wyścigi spod świateł, nie ma sprawy. Jeden sprowokowała nawet policyjna Alfa 159, do której po chwili dołączyło Subaru Impreza. Cóż – do 60 można… Cała trójka poszła równo do następnego skrzyżowania 😉

Prawie kończąc…

Z podsumowaniem DS3 Racing mam pewien problem. Jest to wyjątkowe i dosyć specyficzne auto. Potrafi nas zaskoczyć, a nawet zmrozić krew w żyłach, co wcale nie jest takie oczywiste w innych tego typu autach. Można z nim czasem powalczyć, ale nie ma najmniejszych problemów jeśli po prostu zechcemy spokojnie dotrzeć z punktu A do punktu B.

Wspomniałem wcześniej o tym, że Citroen z limitowanej edycji zrobił produkcję seryjną. Tak, to zło, ale jeszcze nie poznaliście ceny tego auta. Wynosi ona 125 000 zł. Mimo zapewnień Citroena o dużym popycie na Racinga wątpię, że na swojej drodze napotkacie ich wiele. Za dosyć pokaźną kwotę otrzymujemy szczególne auto, z którym po prostu trzeba umieć się obchodzić. Jeśli jesteś niedoświadczonym kierowcą, uważaj bo mały Racing będzie szukać okazji żeby was zabić. I w końcu ją znajdzie. Polecam przejażdżkę i kłótnie ze sprzedawcą o rabat tak w okolicach 25 000.

PS.
Jeszcze małe, osobiste przemyślenia. Zostawiam tabelki z milimetrami i cenniki za sobą. Auta testowe zawsze traktuję z należytą troską, dbam o nie jak o swoje. Przez pewien czas staję się po prostu ich właścicielem. Wczuwam się w jego rolę. Jeżdżę BMW, Audi – nie pokażę się w krótkich spodenkach, czy wytartych jeansach. Tak po prostu nie wypada. Jestem swojego rodzaju wizytówką, która w chwili zadania pytania przez przechodnia musi udzielić kompetentnej odpowiedzi.

Zostając na kilka dni właścicielem DS’a wszedłem niejako do pewnej rodziny. Na każde auto z tym specjalnym znaczkiem spoglądałem inaczej – jak na brata, siostrę, kuzyna, kuzynkę. Ale spotkało mnie coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Coś, co do dziś nie daje mi spokoju.

Jadąc ekspresówką wyprzedzałem akurat TIR-a. Była to pewien łuk i wzniesienie. Nie widziałem więc tego, co jest na dalszym poboczu. Manewr rozpoczęty, zakończony. Zjeżdżam na prawy pas, spoglądam w prawe lusterko, a tam… Na poboczu stał stary DS. Można by powiedzieć, że ojciec całej rodziny. Miał otwartą maskę, a dookoła krzątał się kierowca. Uwierzcie mi – mam teraz ogromne wyrzuty sumienia, że wyprzedzałem akurat wtedy tego TIR-a. Perspektyw na zawrócenie lub cofanie brak. Gdybym widział DS’a już z daleka, na 100% zatrzymałbym się i starałbym pomóc z całych sił – odholować, może dać zadzwonić albo po prostu chwilę postać razem. Nowoczesny DS3 Racing, a obok niego najprawdziwszy dziadek. To była taka świetna okazja na rozmowę, zatrzymanie się chwilę nad przeszłością i teraźniejszością. Niby zrobiłem to nieświadomie, ale za każdym razem jak do tego wracam, czuję się z tym źle. Czasami żałuję, że tak się do tych rzeczy przywiązuję. Ech…

Mateusz Pietruszka
mateusz@motofilm.pl

Coś mi się spodobało:
+ świetny wygląd
+ bardzo dobre hamulce
+ dobra ekonomika
+ jakość wykonania wnętrza
+ praktyczność

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
– brak kopniaka w plecy po wciśnięciu gazu
– zawieszenie, które jest utwardzone tak mniej więcej do połowy (co z jednej strony jest zaletą)
– wysoka cena

Przy zdjęciach asystował Maciej Malewicz

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy
Pojemność: 1598cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 202KM (przy 6000 obr/min)
Maks. moment obr.: 275Nm (przy 2000-4500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 3692/1717/1443
Pojemność bagażnika w litrach: 285-980
Masa własna: 1240kg
Ładowność: 485kg
Rozstaw osi: 2464mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 6,5 s
Prędkość maksymalna: 235 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 5,5l/100km (5,8l/100km)
Zużycie paliwa – miasto: 8,7l/100km (9l/100km)
Zużycie paliwa – cykl mieszany 6,3l/100km (7,7l/100km)
Pojemność zbiornika paliwa: 50 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 149
Cena – od 125 090 zł

7 komentarzy
  1. dylemat z zawieszeniem wygląda na podobny dylemat jak w Evorze Lotusa niby auto sportowe a zawieszenie idealnie wszystko amortyzuje. Co do ceny 125 tyśi za hatcha hmmm trochę sporo, w dodatku na francuza…
    odnośnie filmiku:
    śliczne brzmienie, po ponad roku jazdy autem z silnikiem 1.6 w życiu bym nie pomyślał że tak może brzmieć silnik o takiej pojemności, coś ślicznego.
    PS.
    ładnie to tak, na klimie się jeździ 😀

  2. cichy zabojca…. zabije ciebie po cichu… w zderzeniu z Octavia nie masz w nim szans… taka smutna francuska prawda…

  3. no właśnie olo zapodał jakąś bzdurę, francuskie samochody podczas wypadków są bardzo, bardzo dobre, czasem gorzej z jakością ale bezpieczeństwo i praktyczność przede wszystkim to jest dewiza francuskich autek

  4. gdyby tylko cena była trochę niższa… brzmi niesamowicie jak na taki silnik i nie gorzej wygląda 🙂

Komentowanie zostało wyłączone.