Mercedes GLK 2013 faceliftNiektórych zaproszeń po prostu nie można odrzucać. Czy to przez grzeczność (śluby, komunie, chrzciny), czy z obowiązku (dywanik u szefa) lub też dlatego, że po odmowie uznalibyście się za skończonego idiotę. Bo jak inaczej nazwać niepojechanie w rejon francuskich Alp, żeby w przepięknej scenerii podnóży Mont Blanc przetestować dwa terenowe modele Mercedesa? No właśnie – idiotyzm. Dlatego też niewiele myśląc spakowałem walizkę, pobiegłem na lotnisko i bez wahania wsiadłem w samolot.
Po kilkugodzinnym locie dotarłem na lotnisko w Genewie. Zaraz, zaraz, zaraz… przecież jazdy miały być we Francji? Rzut oka na mapę i wszystko staje się jasne: La Clusaz, czyli nasza baza hotelowo–off-roadowa, znajdowała się dosłownie godzinę jazdy od tego szwajcarskiego miasta. Z lotniska przewieziono nas busami na miejsce pierwszego spotkania – malowniczo położonej restauracji. Czekał na nas poczęstunek, krótki briefing, omówienie tras i w końcu to, co najważniejsze: dostawaliśmy kluczyki do modeli GLK.

No właśnie, tylko którą wersję mam wybrać? Od czego zacząć? Może od koloru – to będzie prostsze. Ten czerwony egzemplarz przed wejściem wyglądał świetnie. Postanowione, zatem chcę czerwony. Urocza hostessa wskazując na długą listę aut podpowiada benzynową odmianę GLK 350: „Zobaczysz, spodoba ci się! V6, kręta droga… będziesz miał mnóstwo zabawy”. Przypominam sobie wcześniejszą myśl o tym, że nie chcę być idiotą i ponowie zgadzam się na wszystko. Coś czuję, że nie będę żałować tej decyzji.

Idę na parking, teraz mam chwilę na obejrzenie ostatnich zmian w nadwoziu. Jest to o tyle trudne, że tuż za autem rozpościera się niesamowity widok na niemal całą Genewę. Do tego na dworze jest ciepło, świeci słońce – prawdziwie leniwa letnia pogoda. Wojtek, skup się…

Do rzeczy: przeprojektowano przedni zderzak, zamontowano nowe klosze lamp, a na dole dorzucono diody LED – w sumie niby niewiele, kosmetyka, ale jednak GLK straciło dużo z dotychczasowej kanciastości upodabniając się do większych modeli. Tylna część karoserii zaliczyła podobne poprawki – mamy tu odnowiony zderzak i diodowe lampy. GLK dzięki temu wygląda nowocześnie, jest zgrabne, zwarte i bardzo spójne stylistycznie. Co ważne – na żywo nie sprawia wrażenia typowo kobiecego SUV-a. Tu spokojnie za kółkiem siądzie facet bez przepraszającej miny: „pożyczyłem od żony”.

Siadam zatem i ja. Pierwsze odczucie – nadspodziewanie dużo miejsca. Zawsze mijając GLK na ulicy zastanawiało mnie, że skoro przednia szyba jest postawiona pod tak dużym kątem, a maska silnika sięga tak daleko, to w środku będzie prawdopodobnie trochę ciasnawo. Ale nic z tych rzeczy. Pod szybą faktycznie deska rozdzielcza jest krótsza, niż w większości modeli, jednak dla czwórki dorosłych pasażerów wygospodarowano całkiem przyzwoite warunki do jazdy.

W takim razie pewnie bagażnik jest mały? Podnoszę klapę (co ja mówię, sama się podnosi, przecież to jest Mercedes, tu mam silniczki od tego), a moim oczom ukazuje się bagażniczek rodem z Kii Sportage. Wejdzie tu ekwipunek na weekendowy wyjazd, ale nic więcej. Nareszcie udało mi się dowieść jakiejś wady! Kolega z innej redakcji jednak szybko studzi mój zapał i podnosi dno bagażnika, gdzie znajduje się dodatkowy schowek wielkości kufra Fiata Pandy. W sumie jest tu 450 litrów… Do diabła!

Wsiadamy, ruszamy. Nawigacja momentalnie łapie wyznaczoną trasę. Klimatyzacja szybko chłodzi wnętrze, sześciocylindrowy silnik przyjemnie mruczy gdzieś z przodu… żyć, nie umierać. Ponieważ o wysokości mandatów w Szwajcarii krążą już niemal legendy, to postanawiamy do granicy z Francją jechać zgodnie z przepisami. Zwracam uwagę na dobre wygłuszenie kabiny oraz świetne materiały wykończeniowe. Kokpit spasowano z maniakalną precyzją, a górne wykończenie to skóra, a nie żaden materiał skóropodobny. Podobają mi się znane z klasy B okrągłe dysze nawiewów – ten retro look naprawdę pasuje do tego modelu.

Wjeżdżamy w Alpy – przed nami wzniesienia, zakręty, a prawa noga samoczynnie prostuje się na gazie. 306-konny silnik coraz przyjemniej przypomina naszym uszom o swojej obecności. Automatyczna skrzynia szybko wbija kolejne biegi, a ja co chwila nerwowo sprawdzam lusterko wsteczne czy już przypadkiem nie goni mnie jakiś żandarm… Nie? To jedziemy dalej.

Jak na SUV-a GLK 350 daje frajdę za kółkiem. Po raptem 6.5 sekundy mamy już pierwsze 100 km/h na liczniku, a dzięki napędowi 4MATIC zawsze ma się wrażenie pełnej kontroli nad autem. Czy zatem znalazłem jakieś minusy? Prawdopodobnie za największy, oprócz ceny (ok. 230 tys. zł), można uznać spalanie – w tak dynamicznej jeździe trzeba się liczyć ze zużyciem benzyny na poziomie co najmniej 11 litrów na 100 km. Spytacie zatem czy warto go kupić? Zdecydowanie tak.

Pora ochłonąć. Następną trasę postanawiamy pokonać już trochę spokojniej – dosłownie. Ognisto czerwone nadwozie zamieniamy na stonowany brąz, a 306 benzynowych rumaków ustępuje miejsca 204 wysokoprężnym koniom. Wsiadamy do GLK 250 CDI.

Jak zawsze liczy się pierwsze wrażenie – a tu duża niespodzianka. Silnik pracuje wyjątkowo cicho i równomiernie. Do tego aktywnie (czyli przy każdym postoju) włącza się system start-stop, przez co w kabinie panuje błoga cisza. Patrzę na drzwi, głośnik sygnowany nazwą Harman Kardon – zaraz zwalczymy tę ciszę. Audio gra znakomicie, nie przeszkadza mi nawet francuska sieczka niczym z Radia Eska.

Na postoju spoglądam w ulotkę tego modelu: sprint od 0 do 100 km/h trwa 7.9 sekundy, a 500 Nm czai się już od 1600 obr./min… a miało być spokojniej. Ruszamy – faktycznie ten diesel jest nad wyraz żwawy. Szczególnie dużo ochoty do życia wykazuje przy wyprzedzaniu, kiedy to automat sprawnie redukuje biegi, a nieduży GLK ucieka do przodu.

Dochodzę do wniosku, że ta jednostka stanowi chyba złoty środek jeśli chodzi o kompromis pomiędzy osiągami a spalaniem. Producent deklaruje co prawda średnie zużycie 6.5 l ropy na każde 100 km, jednak w rzeczywistości wynik 8 litrów jest bardziej prawdopodobny. Cena? Ok. 199 tys. zł. Czy polecam? Oczywiście.

Pora podsumować pierwsze spotkanie z odświeżoną klasą GLK. Zaskoczyła mnie z pewnością poziomem swojej zwinności, który bardziej kojarzy mi się z lekkim kompaktem niż, z jakby nie było, rodzinnym SUV-em. Radość zza kierownicy nie ma przy tym negatywnego wpływu na poziom komfortu, ani na zdolności terenowe (spory prześwit spokojnie wystarczy do pokonywania lekkiego off roadu).

Podobał mi się również wysoki poziom bezpieczeństwa – na pokładzie mieliśmy systemy ostrzegające o autach będących w martwym polu lusterek, monitorujące nasz tor jazdy (czy nie zjeżdżamy niekontrolowanie na inny pas jezdni) oraz utrzymujące stały odstęp od poprzedzającego samochodu (aktywny tempomat).

O tym, że GLK jest nadal warte waszej uwagi chyba najlepiej świadczy fakt, że ubiegły rok był dla tego modelu rekordowym pod względem ilości sprzedanych sztuk. I mówimy tu o modelu jeszcze sprzed liftingu. Teraz pewnie padnie nowy rekord.

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl
fot. Mercedes-Benz + autor

12 komentarzy
  1. Do auta mam stosunek obojętny bo crossovery czy też małe SUV nigdy nie były moim obiektem westchnień. Zazdorszczę natomiast wyprawy. Plener i krajobrazy do zdjęć po prostu bajeczne!

  2. mi ten mercedes wygląda jak typowa bulwarówka, pewnie prezentują go w górach żeby ładniej wyglądał, ale jeśli chodzi o wyposażenie to faktycznie jest na bogato

  3. Mnie się podoba. Wygląda 100x lepiej od poprzednika, ten facelifting to duży plus. W ogóle nowa linia stylistyczna Mercedesa chyba teraz króluje 🙂

    Dzisiaj będzie relacja z jazd testowych odświeżonej klasy G i G63 AMG. To jest autko dopiero :)))))))

  4. GLK wygląda o niebo lepiej niż X3 czy niepełnosprytne Q3. Swoją drogą ciekawy jestem możliwości terenowych takich pojazdów prawda jest taka że 95% sprzedawanych obecnie terenówek (nawet tych dużych) najcięższy teren jaki pokonuje to nie utwardzony dojazd do posesji, czasem nawet pod górę:)
    ja i tak czekam na G65 😀 i jadę na dowolną manifestację eko-świrów albo rowerzystów

  5. @Sebastian Rydzewski zgłaszam się na ochotnika chętnie stestuje modele G i G63 AMG Gwarantuję tekst na minimum 2000 słów 30-50 zdjęć i dwa filmy HD 😀

  6. @Sebastian Rydzewski no to może dla weryfikacji waszych testów przeprowadzimy jeszcze jeden 🙂

Komentowanie zostało wyłączone.