Volvo S60 DRIVe testDziś zacznę kulinarnie. Ostatnio doszedłem bowiem do wniosku, że samochody mają trochę wspólnego z papryką. Czerwone papryczki chili są ostre, mają fajny kształt, a każdy kęs wywołuje szybsze bicie serca. Na koniec odchodzimy od stołu cali zgrzani i zapłakani. Coś jak ja, kiedy oddawałem kluczyki do Volvo S60 w wersji T6. Sześć cylindrów, 304 KM, „setka” w 6 sekund… rozumiecie? Czy w takim razie prezentowane dziś bazowe S60 ze 115-konnym dieslem pod maską będzie równie pikantne co zwykła papryka z Tesco?

O sensie kupowania takich wersji, jak DRIVe do niedawna w ogóle nie byłoby co mówić. W końcu po co komu tak duże auto z raptem 115-konnym dieslem? Odpowiedź jednak jest bardzo prosta i znają ją prawdopodobnie wszyscy tankujący na swój rachunek. Chodzi o ceny paliw. Ilu z was ostatnio pod dystrybutorem uroniło łzę i przecierało oczy? I nie, nie był to efekt chili. Kto do tej pory by pomyślał, że jeden pełny bak może kosztować tyle kasy? No właśnie. A gdybym wam powiedział, że to Volvo spaliło mi średnio w trasie tylko 3.9 l/100km? Nie wierzycie? Proszę bardzo:

Licznik Volvo niskie spalanie

Nasze auto, poza dziwnymi naklejkami na drzwiach, było zupełnie seryjne. Żadnego zielonego tuningu, żadnych ekospojlerów czy cieniutkich opon rowerowych. Po prostu najtańsze z możliwych wysokoprężnych S60. Nie jechałem nim za żadnym TIR-em w specjalnie wywołanym tunelu aerodynamicznym. I nie, nie wlokłem się 30 km/h. Nie znam się też za bardzo na ecodrivingu – po prostu prowadziłem go z głową, sporo korzystając z tempomatu. Tak naprawdę dużo bardziej zajmowały mnie trzy dziewczyny, które towarzyszyły mi całą drogę, ale o tym za chwilę.

Uprzedzam, to nie będzie standardowy test. Po opis nadwozia i kabiny zapraszam do tekstów o S60 i V60, gdyż tutaj nic nie zmieniano. Nadal ma najlepsze na świecie fotele i nadal jest super komfortowe. A coś, co uważałem w nim do tej pory za gadżet, uratowało mi skórę (dosłownie), ale o tym również za chwilę.

Stwierdziłem, że podczas weekendu pojadę nim w dwie trasy, najlepiej niezbyt wymagające, żeby w poniedziałek rano nie umierać przy biurku.

Trasa 1: Warszawa – Kielce – Kraków – Kielce – Warszawa (ok. 600 km)
Plan jest prosty: jedziemy oszczędnie, ekonomicznie, bez szaleństw. Mamy dojechać cało i zdrowo. I tanio. Ruszamy bladym świtem z Warszawy, w Kielcach pijemy poranną kawę, zabieramy pasażerkę (młodą mamę) i jedziemy odwiedzić Kraków. Tam spacer, obiad i powrót na wieczór. Brzmi realnie i niezbyt trudno.

W rzeczywistości wyjeżdżając ze stolicy o 10, trafiamy na stada TIR-ów, które co chwile blokowały nam prawy pas. Trzeba je było wyprzedzać – a miało być tak oszczędnie. Jednak dzięki temu poznaliśmy elastyczność S60… z którą wcale nie jest tak źle jakby się mogło zdawać. Jeśli tylko przestaniemy porównywać ją do T6, to okaże się, że wcześniejsza redukcja biegu i mocne wciśnięcie gazu zaowocuje sprawnym manewrem.

Oczywiście przyspieszenie nie wgniata w fotele, ale na pewno w zupełności wystarcza do sprawnej jazdy. Bałem się dużej turbodziury, tu jednak nie jest ona aż tak bardzo odczuwalna. Zmierzone przez nas przyspieszenie od 0 do 100 km/h nie różni się zbytnio od tego, co podaje producent i wynosi 11.1 s.

Nierówności, koleiny, zwężenia, remonty – zawieszenie Volvo miało co robić. Było cicho, komfortowo i bezpiecznie. Skrzynia działała precyzyjnie, skok lewarka był krótki, a auto dzięki 270 Nm dostępnym w zakresie 1750-2500 obr/min zbierało się naprawdę przyzwoicie. Moja opinia byłaby pewnie zupełnie inna gdyby 115 koni piło benzynę, a nie ropę i nie miało turbiny. A tak wszyscy pasażerowie zgodnie stwierdzili, że podróż była przyjemna i zdecydowanie mogą tak częściej jeździć.
Średnie spalanie z całej drogi: 5,2 l/100km

Trasa 2: Warszawa – Kazimierz Dolny – Warszawa (ok. 290 km)
Ok spodziewaliście się pewnie czegoś bardziej spektakularnego, ale tak jak już mówiłem, w poniedziałek czekały na mnie raporty dla szefa. Poza tym Kazimierz to bardzo fajne, urokliwe miasto i nawet przy niesprzyjającej zimowej pogodzie da się tam miło spędzić czas. A żeby nie było, to po drodze również spędzałem miło czas słuchając tych trzech dziewczyn:

Przy okazji – czy wy też uważacie, że to najlepsza reklama S60 jaką kiedykolwiek widzieliście? 😉

Wracając jednak do tematu jazdy i spalania. Ustawiony tempomat, dobre audio, jedna pasażerka na pokładzie, zjazdy na stację po hot doga, do sklepu i proszę bardzo: na mecie średnie spalanie 3.9 l/100 km. A co ważniejsze ten wynik osiągnęliśmy bez specjalnego eko-napinania za kierownicą.

Na koniec wspomnę jeszcze o pewnym systemie, który uratował mi nie tyle życie, co przedni zderzak. Mowa o City Safety (asystent hamowania w mieście). Może się to wydawać gadżetem, kolejną zbędną elektroniką, ale nawet najlepszym niestety zdarza się na chwilę stracić koncentrację.

I tak oto na głównym rondzie w Radomiu kierowca Astry przede mną ruszył, ja za nim, po czym 2 sekundy później stwierdził, że jednak stanie dęba. Moja głowa obrócona w lewo wypatrywała wtedy innych aut na rondzie i do głowy nie przyszło mi nawet, że ktoś tak szybko stanie przed pustym skrzyżowaniem. S60 samo gwałtownie zahamowało, maska zanurkowała, a mój przód znalazł się kilkadziesiąt centymetrów od stojącego już wtedy Opla. To działa!

Przy okazji jazd topowym T6 robiliśmy próby działania systemu Pedestrian Detection (wykrywanie pieszych i automatyczne wyhamowywanie auta). Poniżej filmik z naszych prób:

Oczywiście odbyło się wtedy bez krwi, złamań czy też siniaków, Volvo posłusznie samo stawało, ocalając żywego manekina. Jednak dopiero ta radomska próba „na żywo” uświadomiła mi, jak dobrze mieć taki system na pokładzie. Cieszy mnie również i to, że takie systemy zaczynają być dostępne również w autach popularnych (np. w Skoda Citigo czy VW Up!).

Podsumowanie
Skoro zacząłem od tematu papryki, to też na nim skończę. S60 DRIVe mimo, że niezbyt pikantne nie jest zwykłą papryką z marketu. Ma swój niepowtarzalny szwedzki charakter, przy czym nie jest specjalnie drogie. Taka bazowa wersja kosztuje 119.700 zł, czyli mniej więcej tyle, co średnio wyposażona Toyota Prius. Zapewnia przy tym podobne osiągi, równie niskie spalanie i nie wozi ze sobą tony dodatkowych baterii.

Czy kupiłbym takie S60 D2? Z ręką na sercu – nie. A wiecie czemu? Bo spróbowałem jak smakuje odmiana D3. Dokładając 3.200 zł do ceny zakupu naszego auta dostajecie motor o pięciu cylindrach i 163 koniach mocy. Dla mnie to właśnie ta wersja jest złotym środkiem i taką odmianę polecam każdemu. Nawet eko-dusigroszom 😉

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: diesel, R4
Pojemność: 1560 cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 115 KM (3600 obr/min)
Maks. moment obr.: 270 Nm (1750-2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4628 / 1865 / 1484 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 380
Masa własna: 1499 kg
Ładowność: 591 kg
Rozstaw osi: 2776 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 10,9 s
Prędkość maksymalna: 195 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 3.9 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 5.1 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 4.3 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 70 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 114
Cena: od 119 700 zł

3 komentarze
  1. Moim zdaniem zespół Serebro wcale nie jedzie Volvo S60 a XC60 takie jest Moje zdanie na ten temat 🙂

Komentowanie zostało wyłączone.