Nowy Peugeot 208Pokój wypełniał dym z papierosa. Było to jedyne miejsce w budynku, w którym przymykano jeszcze oko na ten zdradziecki nałóg. W końcu był to gabinet prezesa. Przy stole siedział strapiony jegomość, na jego twarzy malowało się wyraźne zmieszanie. Był to szef produktu odpowiedzialny za przedstawiciela segmentu B. Prezes krążył po pokoju, mówił podniesionym tonem, nerwowo gestykulował, uderzał pięścią w stół. O nie, to nie była sympatyczna rozmowa. O czym mówili? O projekcie następcy 207. Plan zakładał, że 20X znowu urośnie, przytyje i będzie jeszcze bardziej komfortowy. Niestety prezes nie przyjmował tego do wiadomości. Miał zupełnie inną wizję.

Jaką? Od zawsze kochał 205, szczególnie odmianę GTI. Lekkie autko, którym dało się bez trudu zaparkować w centrum Paryża, a po pracy z uśmiechem na twarzy przegonić po obwodnicy miasta. To były piękne czasy. Jeśli następca 207 miał odnieść sukces rynkowy, to musieli do nich powrócić. Trzeba koniecznie sięgnąć do korzeni. Prezes postawił na swoim.

207 wysłali do lamusa – dosłownie. Nie kupicie już tego modelu w salonie, nie będzie żadnych budżetowych „207+” z okrojonym wyposażeniem. Koniec. Teraz bez niezręczności możemy wam pokazać 208, która podobno jest pod każdym względem lepsza od poprzednika. Lżejsza, krótsza, sztywniejsza, przestronniejsza, ekonomiczniejsza i nowocześniejsza… Przyznacie – dużo zalet jak na auto klasy B.

Pierwszy kontakt jest bardzo pozytywny. Nie tylko dlatego, że poznajemy się w mazurskiej scenerii zamku w Rynie. Po prostu to auto jest ładne. Zadziorne, nowoczesne, do tego z dużą dawką detali. A to ukryty napis Peugeot na masce, a to przetłoczenie nawiązujące do wspomnianej 205 GTI. Naprawdę jest na czym oko zawiesić. W końcu nie jest to Skoda…

Od razu widać, że trzydrzwiowemu modelowi nadano bardziej sportowy charakter. Spośród prezentowanych dziennikarzom modeli moim faworytem momentalnie zostaje wyrazisty granatowy metalik stojący na przyzwoicie wyglądających alufelgach. Jazdy testowe zaczynam jednak spokojniej, bo od wysokoprężnej, pięciodrzwiowej wersji polanej czekoladowym metalikiem. W końcu pięciodrzwiówki zawsze chętniej się sprzedają.

Przed wejściem do auta poziom moich oczekiwać sięga zenitu. Wnętrze tego modelu zaprojektował Adam Bazydło, czyli nasze narodowe dobro eksportowe w świecie samochodowego designu. Poznałem go w zeszłym roku podczas prezentacji modelu 508. Okazał się on być nie tylko normalnym, wyluzowanym gościem, ale i utalentowanym pasjonatem znającym się na rzeczy. Ciekawe jak spisał się i tym razem.

Otwieram drzwi. ZONK. Nie, to nie może być prawda. Czemu do diabła wszystko jest jasne i takie szaro-niebieskie? Te pastele przywodzą mi na myśl najgorsze z możliwych skojarzeń. Może ma to być jakieś nawiązanie do lat 80? Może kobiety wolą takie pudrowe kolory? Kolega z innej redakcji jest jednak bardziej dosadny. Ocenia: to wygląda jak weselne buty dziadka. Przykro mi, ale chyba trafniej się nie da. Nie no – po prostu to nie jest mój klimat. Nie mieszkam na Sycylii, mam garaż, nie muszę martwić się o nagrzewanie od słońca. Na razie jestem na „nie”.

Zamiast macania plastików wsiadam zatem za kółko. Hmm… chociaż akurat w tym przypadku nie będzie to dobre określenie. Kierownica została spłaszczona od góry (nie zasłania zegarów) i od dołu (nie leży na kolanach), przez co kształtem przypomina bardziej elipsę. Jest do tego świetnie gruba i malutka. Genialne.

Pod maską cicho pracuje 92-konny diesel. System stop&start działa gładko – jak masło, jego ingerencję bardzo trudno wyłapać. Pięciobiegowy manual dobrze zestopniowano, dzięki czemu mały Peugeot okazuje się być całkiem żwawy na drodze.

Zamieniamy auta, pora zatem na model trzydrzwiowy. Tym razem między przednimi kołami ląduje 115-konny diesel, który pozwala 208-ce osiągnąć pierwsze 100 km/h w czasie poniżej 10 s. Maksymalny moment obrotowy to przyzwoite 270 Nm. Jednak nie to robi na mnie największe wrażenie. Teraz zachwycam się środkiem. Ciemne plastiki, fortepianowy lakier w kokpicie, ultra wygodne kubełki. Cytując klasyka: YES! YES! YES!

Dotykam, głaszczę, cmokam. Rozglądam się dalej po wnętrzu – faktycznie jest tutaj sporo miejsca. Siedzę z przodu wygodnie, a za mną spokojne zmieści się druga dorosła osoba. Bagażnik? Przyzwoite 311 litrów. W kokpicie nareszcie nie ma morza przycisków z 207-ki, ergonomia stoi na wysokim niemieckim poziomie. Tyle, że jest tu ładniej. Na górze deski króluje duży, dotykowy wyświetlacz infotainmentu, poniżej panel klimatyzacji, a jeszcze niżej… dwa porty USB. Tak, dwa! Oznacza to ulubioną muzykę z pendrive’a i ładowanie baterii smartfona w tym samym czasie. Drugi port może mieć jeszcze inne zadanie. Otóż wpinając w niego bezprzewodowy Internet podłączamy mózg naszej 208 do online’owych aplikacji Peugeota (pogoda, przewodnik Michelin, informacje o parkingach itp.). Przypominam tylko, że mówimy o popularnym samochodzie klasy B…

Ruszamy. Ponieważ różnice w osiągach w porównaniu z ciut słabszym dieslem nie są jakieś ogromne, skupiam się zatem na prowadzeniu. A każdy kolejny zakręt sprawia, że moja prawa noga coraz śmielej prostuje się na gazie, a na twarzy pojawia się coraz szerszy uśmiech. Jest dobrze. Powiem więcej – jest bardzo dobrze. Peugeot 208 z perspektywy kierowcy jest lekki, precyzyjny, bardzo przewidywalny. Ciekawe więc jak będzie się jeździć benzyną?

Czas na ostatnią wymianę kluczyków – pakuję się do 120-konnej wersji. Żadne tam turbo – ot zwykłe benzynowe 1.6. Ale wiecie co? Ten egzemplarz najbardziej przypadł mi do gustu. I to mimo jedynie 5-biegowej skrzyni, która miała trochę za długi skok lewarka. Po prostu chyba coś między nami zaiskrzyło – motor chętnie wkręcał się do czerwonego pola obrotomierza, a kierownica w zakrętach stawiała przyjemny opór. Do tego ostre jak brzytwa hamulce – każde małe auto powinno tak hamować. W skrócie: ciężko mi było się z nim rozstawać.

Może byłoby łatwiej, gdyby udostępniono nam bazowe modele z kompletnie nowymi trzycylindrowymi silnikami. Mówię o podstawowych wariantach, których ceny startują od 39 900 zł. Seryjnie dostaniecie w nich niezbędną „elektrykę”, 6 poduszek powietrznych i kilka trzyliterowych systemów bezpieczeństwa. Jednak nawet sami przedstawiciele koncernu przewidują, że to i tak nie te odmiany będą stanowić lokomotywę sprzedaży. Według nich najczęściej kupowane będą bogatsze 5-drzwiowe, 95-konne wersje Active, za ok. 49 tys. zł.

W 208 zdziwiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza – w całej Europie nie przewiduje się wersji z klasycznym automatem, jeśli już to tylko skrzynia zautomatyzowana. Druga ciekawostka to, że do polskich dealerów trafią egzemplarze wyprodukowane wyłącznie na Słowacji. A plany sprzedażowe na rok 2012 na pewno są ambitne, gdyż do końca grudnia Peugeot chce sprzedać u nas ponad 3.5 tys. sztuk 208, a w kolejnym roku celuje tym modelem w pierwszą dziesiątkę najchętniej kupowanych aut w Polsce. Opierając się na pierwszym wrażeniu sądzę, że ma na to spore szanse.

Wojtek Zuchora
mail: wojtek@motofilm.pl

3 komentarze
  1. Fajny artykuł Wojtka 🙂 Tylko dlaczego testuje on tylko samochody budżetowe, takie jak Citroeny, Peugeoty i inne moim zdaniem w końcu powinien zacząć testować coś super sportowego 🙂

Komentowanie zostało wyłączone.