Citroen DS5O żesz w mordę jeża! Mój laptop! Gdzie on jest?! Już miałem iść drukować plakaty poszukiwany/poszukiwana. Wsiadałem do samochodu, żeby udać się do banku i wyjąć gotówkę na nagrodę dla znalazcy…

Ale chwila moment. Przecież jeszcze niedawno go miałem. Oj… Telefon w dłoń. Dlaczego nikt nie odbiera?! Jadę tam! Gdzie? Do salonu. Jakiego? Citroen Motozbyt w Białymstoku. Po co? Po kluczyki do DS5, którego odstawiłem jakieś pół godziny temu – z laptopem w środku.
W swoim życiu zauważam niewiele prawidłowości. Poza takimi zwykłymi typu niespodziewane wejście na ulicę i potrącenie przez samochód czy spytanie króla ortalionu o problem i pobicie, inne nie istnieją. Do dziś. Otóż teraz mam nową tradycję. Trzy razy wziąłem samochód z któregoś z lokalnych salonów i miałem przygodę z jego udziałem. Pamiętacie BMW? Olej napędowy, w samochodzie, którym mieliśmy przyjechać do salonu zamienił się w galaretę. Trochę później – Mazda CX-5. Podjeżdżam pod salon, już chcę oddać kluczyk, o szlag, zapomniałem dokumentów. Zostały w płaszczu, który odwiozłem do domu. Teraz DS5 i przygoda z laptopem.

Dziwna sprawa. Gdy odbieram albo zdaję auto testowe w Warszawie, wszystko z reguły jest w jak największym porządku. Serio. Do wydarzeń nadzwyczajnych nie zaliczam kilku szaleńczych biegów na pociąg mający zabrać mnie z powrotem do domu. Bo przecież to każdemu może się zdarzyć, co nie?

Tyle wstępu. Zebraliście się tutaj, żeby poczytać o nowej perełce Citroena. Nosi nazwę DS5 i jak każda perła u jubilera, jest piękna. Zapewne część z was pamięta moje zachwyty nad designem tego auta na naszym facebookowym profilu w przeddzień jazdy. Tego, kto nie uznałby ich za uzasadnione miałem ochotę poćwiartować. Nawet jeśli mieszkałby na drugim końcu Polski. Trenowałem na iPhonie we Fruit Ninja, więc wiem co to maczeta.

Jogging

Przyszedł sądny dzień. Wszystko z jakże często podkreślanym przeze mnie spokojem i opanowaniem dziennikarza – śniadanie, ubrać się, przymusowy jogging na autobus. Jestem przy salonie Motozbyt w Białymstoku – budzi się dopiero do życia, wszystkie samochody demo dopiero wyjeżdżają przed drzwi. Na razie brak obiecanego DS5. Wchodzę do środka, krótka i bardzo sympatyczna rozmowa, kluczyk i dokumenty w dłoni.

Etap mojego obskakiwania auta pominę, bo aż mi wstyd. Citroen DS5 jest po prostu przepięknym autem. Ciągle nie wierzę, że tak wygląda wersja produkcyjna. Przecież to ciągle ma kształty konceptu – nie za duże okna, wymyślne kształty lamp, chromowane listwy z przetłoczeniami, miniaturową tylną wycieraczkę czy fantastycznie wkomponowane końcówki wydechu (z których działa tylko jedna, druga to atrapa, ale mniejsza o to). Gdy odzywa się we mnie moja praktyczna połowa, zadaję sobie pytanie, ile będzie kosztować choćby zakup nowej tylnej lampy mającej finezyjny kształt.

Star Trek

Zaglądając do wnętrza, wasz zachwyt koncepcyjnością nie powinien opaść. Jeśli nie jesteście fanami tego stylu, będziecie psioczyć na: niewielkie okna, słabą widoczność do tyłu i… w zasadzie nie wiem na co jeszcze, bo zaliczam się do tej pierwszej grupy. Dlatego widzę przed sobą kabinę rodem ze statku kosmicznego. Wszystkie przełączniki, gałki, działają z przyjemnym oporem, a przyciski nie trzeszczą po naciśnięciu. Mała zmiana tematu – w samolotach czy w helikopterach, piloci mają nad sobą multum różnych rzeczy do naciskania. Zawsze zazdrościłem im spojrzenia w górę i przełączenia prztyczków. Ale… w DS5 też tak mogę! Na podsufitce mam kilka przycisków służących choćby do odsłaniania i zasłaniania okien dachowych. Mógłbym się nimi bawić godzinami.

Poza nimi istnieje jeszcze cała zgraja przycisków na konsoli środkowej – od otwierania okien, wyboru tego, co wyświetla się na dużym ekranie, obsługi całego sytemu multimedialnego… Wymienianie wszystkich zajęłoby mi sporo czasu, więc powiem po prostu, że perfekcyjne ich opanowanie będzie wymagało przyzwyczajenia.

Moje wszędobylskie palce

Na uwagę zasługuje na pewno to, że DS5 jest w środku bardzo solidnie wykonany. Moje wnikliwe testy polegające na macaniu mniej więcej wszystkiego, co się da, Citroen przeszedł bez zająknięcia. Cieszy takie przywiązywanie uwagi do detali. Miałem okazję jakiś czas temu jechać DS3, i DS5 prezentuje o wiele wyższy poziom spasowania plastików.

Z zewnątrz nowy Citroen wydaje się być sporym autem. Wewnątrz jednak o ile miejsca na nogi nie brakuje, o tyle mała ilość przeszklonych powierzchni sprawia wrażenie, że siedzimy w dosyć ciasnym aucie. Na szczęście mierząc wszystko centymetrem lub szerokością naszych ramion czy długością nóg otrzymujemy przyzwoite wyniki w postaci wystarczającej ilości miejsca w praktycznie każdym wymiarze. Nie tylko z przodu, ale również z tyłu. Jedynie wysokim pasażerom może trochę brakować trochę miejsca nad głową.

Citroen, ale nie do końca

Ja tymczasem wtulam moje ciało w bardzo wygodne fotele (z masażem), kluczyk wkładam w miejsce do tego przeznaczone, a mój palec wędruje do przycisku Start. DS5 jest cichym autem, ale mimo to, słychać, że przed nami znajduje się diesel. Jakże dokładna aparatura w postaci telefonu z aplikacja Decibels podpowiada, że w kabinie na postoju panuje hałas na poziomie 53dB, a podczas jazdy z prędkością 50km/h rośnie do 70dB.

Nic mi z samego stania nie przyjdzie, więc ruszam. Skrzynia w przełożenie D i zaczynam cruising. To takie przyjemne uczucie. Jechać niesamowicie płynnie, biegi same się zmieniają… Czujesz się jak w limuzynie prowadzonej przez szofera. W DS5 też tak jest, ale tylko do momentu, kiedy ulica zaczyna być trochę bardziej dziurawa. Nie ma tutaj sprężystości znanej z innych modeli Citroena – C6 czy choćby C5. Zamiast francuskiej nuty delikatności, czujemy niemieckie piwo. Traci na tym komfort, ale zyskuje prowadzenie. Najsłabszym ogniwem w połączeniu kierowcy z drogą jest… sama kierownica. Wygodna, ale zbyt mocno spłaszczona na dole. Nie sprzyja to płynnej kontroli odbijania podczas wykonywania chociażby nawrotki.

Maska w górę!

Czas na silnik. Testowy egzemplarz był wyposażony we wspomnianego już diesla o pojemności 2-litrów i mocy 163KM. Na uwagę zasługuje fakt, że pierwszą setkę osiągnie w 8,8s 10,1s, co przy masie półtorej tony, jest zadowalającym wynikiem. Jeśli chodzi o oszczędność, to w mieście DS5 spala prawie tyle samo paliwa, co auta innych producentów, z podobnymi silnikami – 9,5l/100km. Można o nim powiedzieć, że jest naprawdę ok. Nie obiecuje za wiele i odpowiada charakterowi auta, które zostało wręcz stworzone do płynnej i spokojnej jazdy.

Tak się złożyło, że nasz testowy egzemplarz był wyposażony w automatyczną skrzynię biegów. Jest świetna, płynnie zmienia biegi i potęguje wrażenie jazdy luksusową limuzyną. Niestety do czasu. Gdy wciśniemy mocno gaz, skrzynia zastanowi się chwilę i dopiero wtedy zredukuje przełożenie. Brakuje jej szybkości, która przydaje się przy próbie szybkiego wyprzedzenia samochodu znajdującego się przed nami lub jeśli wymusimy pierwszeństwo i nie chcemy zostać najechani.

Znowu razem

Ale przecież laptop. No tak. Piszę ten tekst o DS5 i piszę, a zapomniałem o nim. Rzadko zabieram go ze sobą na sesje, więc kompletnie zapomniałem o nim po wyjęciu z przepastnego bagażnika (465l) całego sprzętu foto (który z resztą się nie przydał, bo na miejscu okazało się, że baterie w radiowym odbiorniku do lampy błyskowej były rozładowane). Zguba tymczasem leżała w czarnym pokrowcu, na czarnej skórze tylnej kanapy, za czarnymi oknami.

Na szczęście udało się przez serwis dostać do salonu, gdzie znajdował się kluczyk od DS5. Szczęśliwy, z laptopem leżącym już na prawym siedzeniu mojego auta, wracałem do domu z przygody z nowym Citroenem.

Jakbym go podsumował? To odważny krok francuskiej marki. Dał prztyczka w nos pozostałym producentom, którzy boją się wprowadzić na rynek odważnie wyglądający model. Dzięki Bogu, bo wreszcie ktoś zdecydował się na postawienie designu trochę wyżej niż użyteczności czy praktyczności. Wbrew pozorom udało się zachować przynajmniej pozory dyskretności. Citroen DS5 daje ci poczucie prowadzenia auta niesamowicie wyjątkowego, nietuzinkowego, zapewniając jednocześnie możliwość ucieczki przed zazdrosnymi spojrzeniami przechodniów. Ceny? Zaczynają się od niespełna 100 000 zł.

Coś mi się spodobało:
+ odważny wygląd
+ kosmiczne wnętrze
+ dobre wykonanie
+ precyzja jazdy
+ przyjemność z jazdy

Coś mi nie przypadło do gustu:
– słaba widoczność do tyłu
– ospała skrzynia biegów
– zbyt twarde zawieszenie

Tekst i zdjęcia: Mateusz Pietruszka
mateusz@motofilm.pl

Za użyczenie auta bardzo dziękuję salonowi Citroena Motozbyt w Białymstoku, mieszczącego się przy ulicy Poleskiej 61.

3 komentarze
  1. Polecam Citroena DS5 Sport Chic 200 1.6 THP Manualna-6
    + piękny, dopracowany samochód, zwracający uwagę
    + wysmakowane, wygodne wnętrze z bardzo dobrej jakości materiałów
    + bardzo wygodne fotele z wszechstronną regulacją
    + doskonałe wyciszenie
    + sportowe osiągi przy umiarkowanym zużyciu paliwa
    + świetne wyczucie drogi i pewność prowadzenia
    + bardzo dobry stosunek jakości do ceny

  2. 200 1.6THP połączony z sześciobiegową skrzynią manualną to rzeczywiście świetny duet. Jeździłem przez pewien czas Peugeotem RCZ właśnie w takiej konfiguracji. Świetne przyspieszenie i lewarek chodzący z w bardzo przyjemny sposób. Średnie spalanie w trasie miałem 5,8l/100km. Tylko 0,2 więcej niż przewiduje producent.

  3. “Francuzy” zawsze były atrakcyjne pod względem stylistycznym, ale niektóre projekty grupy PSA naprawdę robią na mnie wrażenie. RCZ na żywo wygląda jakby kosztował 2x więcej, niż w rzeczywistości, a DS5 rzeczywiście prezentuje się jak koncept, który parę dni temu został zaprezentowany w Genewie. jak dla mnie bomba

Komentowanie zostało wyłączone.