Mazda CX-5

Tradycyjne listy dostaję bardzo rzadko. Rachunki jako tako jeszcze się mnie nie imają, a i reklamy omijają szerokim łukiem. Możecie się więc domyślać, jak duże było moje zdziwienie, kiedy po zajrzeniu do skrzynki znalazłem tam kopertę zaadresowaną do mnie.

Nie będę wam tutaj kręcił. Wiedziałem od razu o co chodzi – koperta z logiem Mazdy. Kaman – czy może być to coś innego niż zaproszenie na jakieś wydarzenie? Sezon życzeń mamy już przecież dawno za sobą.Z opanowaniem godnym dziennikarza motoryzacyjnego wszedłem do domu i rozdarłem kopertę. W środku… bilet. Nie na samolot (ale blisko), nie na statek, nawet nie na prom kosmiczny. Otóż w ręce trzymałem wejściówkę na „Odlotową premierę Mazdy CX-5”. 2 kwietnia, 19:30, lotnisko Chopina, zaproszenie dla dwóch osób. Perfect. Akurat mam wtedy wolny dzień.

Nim się obejrzałem, minęły dwa tygodnie, a nasz tramwaj (o zgrozo – nie testówka) zatrzymuje się niedaleko hotelu. Szybkie meldowanie, check-in na Foursquare i do pokoju. Krótkie odświeżenie się, przebranie i stoimy przed lustrem. Piękni, młodzi, wypachnieni. Rzut oka przez okno – pod hotelem już widzę szereg Mazd, które grzecznie nas dowiozą na pobliskie lotnisko. Grzecznie? Haha, dziś na dźwięk tego słowa uśmiecham się. Nasz kierowca był mistrzem. Jechaliśmy CX-7 (słuszne jednak rozmiary), a on przeciskał się osiedlowymi uliczkami, mijając stojące wzdłuż ulicy samochody na nanometry. Respect.

Bramkarz

Wejście na lotnisko odbywało się przez specjalny, biały namiot. Jeszcze nigdy nie widziałem tak spokojnie stojącego ochroniarza, kiedy każdemu przejściu przez bramkę towarzyszył krzyk w postaci migających światełek i pisk z ledwo nadążających głośniczków. Załadowaliśmy się do specjalnego autobusu, który jadąc zahaczył o płytę lotniska. Minęliśmy kilka niewielkich odrzutowców, a większe sztuki były praktycznie na wyciągnięcie ręki. Byłem już w takiej sytuacji nie raz, ale jazda po nawet skrawku czynnego lotniska to jest to.

Cała impreza odbywała się w hangarze. Przed nim przywitały nas dwie MX-5 i dwie 3 MPS. Grunt To Dobre Towarzystwo, co nie? 😉 Wchodzimy, a tam… samolot i konsternacja. Będzie na testy, czy nie? Niestety po rozmowie z działem PR dowiadujemy się, że nie. Szkoda.

Ach… po co my tu przyjechaliśmy… Tak! Nowa Mazda CX-5 – wciąż jeszcze skryta pod błyszczącymi płachtami. Będąc głosem części zaproszonych gości, którzy już przybyli, zbliżam się odważnymi krokami w celu zrobienia małego striptizu tej Japonki. Dziwne… Ochroniarz wyprzedza mnie o centymetry. Chce to zrobić przede mną?! Nie, nie dam się… Już chwytam, taaak! Płachta się zsuwa, publiczność bije mi brawo, a moje nogi nagle uginają się i ląduję twarzą na prześcieradle. Dziwnym trafem zaczynam się kręcić i kończę ten etap gali zawinięty w błyszczący materiał. Fotoreporterzy zamiast zająć się mną, lecą fotografować Mazdę. Ej, ludzie, tu się ludzi dramat odgrywa!

Przymusowo posadzony na krześle, patrzę jak inni dostają sushi z colą. Też dostałem, ale weź i się odkręć… Może to lepiej? Uniknę kompromitacji podczas jedzenia pałeczkami. Nie dla psa kiełbasa, a raczej nie dla mnie surowa ryba z ryżem i palące jak cholera wasabi. Kieliszek napełniony czerwonym winem i profanująca go plastikowa słomka. Przynajmniej z pragnienia nie umrę.

Show must go on

There we go. Show właśnie się zaczyna. W samą porę. Siorbię trzeci już kieliszek czerwonego trunku i mój umysł powoli zaczyna się otwierać na technologię SkyActiv, przyjemność z jazdy Zoom-Zoom oraz milion japońskich słów brzmiących mniej więcej tak samo.

SkyActiv to nie technologia, to stan umysłu skośnookich inżynierów. Według niego mają być budowane wszystkie przyszłe Mazdy. Spoko – zużycie paliwa na poziomie niższym o 30% czy drastyczne obniżenie wagi auta brzmią obiecująco.

CX-5 to na razie tylko benzynowy silnik o obiecującej mocy 165KM i pojemności 2.0. Później dołączą dwa diesle 150KM i 175KM. Porównanie z konkurentami – w pojedynku z RAV4 i Tiguanem CX-5 wygrywa, ponieważ teoretyczne zużycie paliwa to 6l/100km. Taki apetyt, przynajmniej na papierze, powinien zagwarantować podróż z Warszawy do Hamburga (868km) lub ze stolicy do Władysławowa i z powrotem (860km) na jednym tankowaniu.

Czasy do setki. Piękny wykres, na którym wszystko widać. CX-5 w benzynie przegrywa ze słabszym o 5KM Tiguanem o 0,3s. To kompaktowe crossovery, więc kaman – chyba spod świateł ściągać się nie będziecie. Diesel zostawia jednak podobne modele konkurencji z tyłu. Co w sumie ciekawe, jest już zgodny z normą emisji spalin Euro6. Znaczy się będzie, jak wejdzie do sprzedaży – takie zamiary są w drugiej połowie tego roku. Pytanie tylko, czy będą zainteresowani. Pojemność 2.2 wiąże się z wyższym podatkiem akcyzowym, olej wcale nie jest już tani, a i zużycie paliwa tak diametralnie się nie różni. Fanatyczni zwolennicy benzyny w wyobraźni widzą już palące się diesle na stosie.

Wnętrze nowego crossovera Mazdy to całkiem fajne miejsce do siedzenia. Jest funkcjonalnie, logicznie i widno. Z tyłu dużo miejsca na nogi pasażerów. CX-5 plusuje tutaj wyraźnie. Również na tle konkurencji, która wącha czyste spaliny. W praktycznie każdym wymiarze Mazda jest większa od Tiguana i Kugi – na tyle, żeby odczuć to wewnątrz, a nie zauważyć przy parkowaniu w mieście.

Jak idzie się łatwo domyślić, nowa Mazda ma w środku całą masę systemów. Zacznijmy od audio – do dyspozycji 5,8” ekran dotykowy wyświetlający nie tylko mapy, ale też częstotliwości radiostacji i Bóg jeden raczy wiedzieć, czego nie pokazujący. Standardowo już w autach tego japońskiego producenta można zamontować system BOSE – tym razem o mniejszej wadze niż zwykle. Mimo diety, wciąż mamy do dyspozycji 9 bardzo dobrze grających głośników.

Wino, kobiety i śpiew

Siorbiąc przez słomkę czwarty kieliszek czerwonego wina, słucham o bezpieczeństwie w CX-5. Walkę z drętwieniem kończyn już przegrałem. Tylko nos zaczyna mnie swędzieć…

Do rzeczy. Na pokładzie mamy – HBC, LDW, RVM i SCBC. Nie trudźcie się w wyjaśnianiu tych skrótów. Macie mnie. Pierwszy to system, który zmienia światła drogowe na mijania po zauważeniu innego jadącego auta. Drugi zapobiega zjeżdżaniu z naszego pasa – przypomni nam o tym irytującym dźwiękiem imitującym najechanie na tarkę na jezdni. Oj mobilizuje i budzi… RVM to monitorowanie tego, co dzieje się w martwej strefie. Jeśli nie zauważymy jakiegoś auta podczas zmiany pasa, zostaniemy o tym poinformowani migającymi lampkami w lusterkach i pikaniem z głośników. SCBC to nic innego jak czujnik zapobiegający najechaniu np. w korku. Jeśli zapomnimy zahamować przed innym autem, komputer zrobi to za nas.

Nie czując już żadnej części ciała, doturlałem się pod scenę z iphonem w zębach. Efektem jest jakże stabilny fragment video z Krystianem Herbą podskakującym nad przerażoną dziewczyną wybraną z widowni. Respect. Podziwiam gościa za skill.

Później był konkurs. Do dziś nie wiem, dlaczego nie zostałem wybrany. Nie po to dałem się zawinąć w jakąś szmatę (bo przecież to było zamierzone…), żeby teraz odejść z pustymi rękami. Moje krzyki, że całość została ustawiona zostały skutecznie zagłuszone oklaskami dla stojących na scenie. Cóż – jakaś dziewczyna zgarnęła walizkę, która jak nic należała się mnie.

Tak się złożyło, że o północy impreza zaczynała się kończyć. Po występach byłej wokalisty Brathanek, Halinki Mlynkowej, uznaliśmy, że czas wracać do hotelu. Dokładnie w momencie, w którym udało mi się cudownie oswobodzić z więzów płachty, kucharze postanowili zamknąć bufet. No k*%$#@… Chyba zjem papeterię leżącą w hotelu. Z głodu straciłem pamięć i nie wiem, co było dalej.

Mazda Auto Ksieżyno – niczym ksiażę

Dobra, koniec bredni. Następnego dnia doczłapałem jakoś do tramwaju z zepsutymi kasownikami. Nim dotoczyłem na dworzec, a pociągiem przybyłem na stację Białystok – w rękach trzymając wczorajsze pamiętne sukno. Parę telefonów, jedno spotkanie, kilka uściśniętych rąk i lokalny salon Mazda Auto Księżyno (btw – wyrwali dwie nagrody na jakże barwnie opisanej przeze mnie gali) wręcza mi kluczyk do pachnącego świeżością egzemplarza CX-5.

Najpierw przejażdżka po mieście. CX-5 czuje się tutaj naprawdę dobrze. Nie jest wcale małym autem, a jednocześnie fajnie się nim manewruje. Mazda jest zwrotna i naprawdę daje frajdę z jazdy. Brakuje jednak chęci do dynamicznego przyspieszania w niższych partiach obrotów. Udało mi się sprawdzić dwa systemy bezpieczeństwa. Ten od monitorowania martwej strefy jest nadgorliwy. Normalnej zmianie pasa (tzn. według mnie była ona normalna) bardzo często towarzyszyły komunikaty o tym, że jestem szalony. Migające diody, piszczałki. Cały koncert. A ja tylko zmieniłem pas z luzami w kalesonach. Omijanie dziur na drodze pozwoliło mi przetestować system zapobiegający nieplanowane opuszczenie mojego pasa. Matko, jakie to buczenie jest irytujące i głośne (filmik nie oddaje nawet 1% tego dramatyzmu). Systemu, który samoczynnie zatrzyma auto jakoś nie miałem odwagi sprawdzić. Sam nie wiem czemu… Uznajmy, że działa.

Podsumowując miejskie wojaże trzeba przyznać, że CX-5 dobrze się tam czuje. Czas na wycieczkę poza miasto. Po tylu zapewnieniach o świetnej jeździe, które można znaleźć na dosłownie każdym folderze reklamowym tej nowości, spodziewałem się wiele. I wiecie co? Wcale się nie zawiodłem. CX-5 naprawdę świetnie sprawuje się w trasie. Celowo wybrałem taką, która biegła drogami o nowiutkiej nawierzchni, trochę dziurawej i z dziurami do kolan. Bez względu na to, czy mówimy o prędkości rzędu 1xx km/h czy o ostrych zakrętach, nowa Mazda dawała sobie radę wyśmienicie. Ubytki w jezdni, zahaczanie o luźne pobocze – praktycznie niezauważalne. Ostatnio tak komfortowym autem tej klasy jechałem testując w podobnych warunkach Hondę CR-V. Tutaj też dane było mi przetestowanie systemów, a konkretnie jednego – zapobiegającego zjazdowi z pasa. Jadę sobie spokojnie nowiutką drogą ze świeżo namalowanymi pasami. Jakoś tak wyszło, że zacząłem jechać bliżej środka pasa. Nagle ni stąd ni z owąd… dźwięki jakby piekło się otwierało. System krzyczy, żebym się obudził, bo pewnie śpię. No pewnie, że śpię… W oczach miałem strach. Nawet sobie tego nie wyobrażacie – trzęsę się jeszcze dzisiaj pisząc relację.

Takie zaskoczenie jest niebezpieczniejsze od delikatnego najechania na linię. Na szczęście da się natężenie dźwięku jak i jego ton zmienić.

A gdyby tak nie oddać Mazdy…

Sesja zdjęciowa w Tykocinie, krótkie video i wracamy. Po drodze zahaczam jeszcze o jakąś niewielką piaskownicę – krzyk dzieci, domki z piasku legną pod naporem czterech kręcących się kół. Podsumowanie? Nieutwardzone (w granicach rozsądku) drogi to dla CX-5 nie problem.

Rozcierając wciąż jeszcze zdrętwiałe nogi i ręce po warszawskiej prezentacji, mając w pamięci strach przed złapaniem rowu po nieudanym zamachu na moje życie systemu LDW, kończę przydługą relację z krótkiej możliwości obcowania z nowością z Japonii. Mazdę CX-5 uznaję za naprawdę, naprawdę udane auto. Jest wygodne, przestronne, ma świetną skrzynię biegów i rzeczywiście daje obiecywaną frajdę z jazdy. Jeśli sami szukacie dla siebie podobnego auta lub jeśli wasi znajomi mają zamiar kupna crossovera, powinniście przyjrzeć się japońskiej nowości dokładniej. Mazda CX-5 – approved.

Mateusz Pietruszka mateusz@motofilm.pl

11 komentarzy
  1. Tekst bardzo fajnie napisany 😀
    Auto fajne, wygląd OK, jest to mazda, więc możemy powiedzieć że jest cool.
    Przód przypomina mi trochę nowe BMW 1, niestety wspomniana przez Sebastiana cena rzeczywiście mała nie jest ..

  2. Hmm cena mała nie jest ale konkurencja (patrz. Toyota RAV4, Honda CR-V) Za tą kwotę oferuje dużo mniej. Honda kosztuje 136tyś zł w topowej odmianie, a mazda 127tyś zł (mówię o manualach) Toyota z silinkiem 2.0 kosztuje mniej ale przy tych wersjach jest praktycznie goła. Mazda nadrabia nowoczesnymi systemami (patrz opis na początku testu) Jedyne co bym chciał, aby redaktor napisał faktyczne zużycie paliwa. Niestety nie wierzę w obietnice producenta ale jeśli mazda zmieści się w 7l/100 w trasie i 9,5-10l/100 w mieście to będzie rewelacja 😉

  3. Też jestem ciekawy tego spalania i przyspieszenia :), zastanawiam się czy nie wybrać się na jazdę próbną, aby sprawdzić jak to rzeczywiście jest. Podobno w stolicy to w salonie u Bołtowicza można przetestować cx-5. Był ktoś? Chciałem poznać opinie, zanim pójdę.

  4. Myślę, że każdy salon Mazdy ma przynajmniej jedną sztukę na jazdy testowe 😉 Myślę, że mieszane spalanie zmieściłoby się w 7,5-8l/100km. Przyspieszenie jednak pozostawia trochę do życzenia. Ale najlepiej jednak przejechać się samemu. To, co mi się nie podoba, akurat Tobie może przypaść do gustu:) Opisz koniecznie swoje wrażenia jak się przejedziesz!

  5. jechałem benzyną w automacie. Super automat, ale z benzyną (słabą) nie współgra. Super i-start-stop (podoba mi się). Super resorowanie (mimo że 19″!) – odniesienie do tiguana track&field koła 16″/65 profil. Super kierowalność/przewidywalność. Silnik słaby, a po mocnym dodaniu gazu kręci bardzo wysoko – mnie to (dieslowcowi) nie pasuje. Z obciążeniem słaby jak kaszka. Średnie na kompie (jazdy testowe klientów) widziałem 9,7 l/100km.

  6. aha, NOWE (wyższe!!!) ceny od maja 2012 !!! (benzyna zdrożała o 2.900,- zł) i pojawił się diesel w cenniku – niezłe ceny (

  7. Aha – jeszcze jedno. Cena benzyny wzrosła o 2.900,- zl a w NOWYM cenniku (od Maja 2012) pojawiły się 2 diesle. Cena za diesle kosmos ! Życzę powodzenia Maździe 😉

  8. Patrząc na parametry auto wydaje się warte swojej ceny. Ale zanim się skusze to jeszcze pójdę do anndory na jazdę próbną, bo jednak co innego czytać a co innego samemu się przejechać. Zapowiada się ciekawie 😉

  9. Wiecie może czy w salonie Mazdy jest opcja kupienia cx-5 z zamontowanym gazem? Zastanawiam się nad tym modelem ale nie chcę płacić fortuny na benzynę. I czy to w jakimś stopniu się opłaca? Bo przy mojej starszym aucie (rocznik 2000) było widać różnicę w wydatkach na paliwo po założeniu gazu, ale nie jestem pewien jak to wygląda w sprawie nowych aut…

Komentowanie zostało wyłączone.