Mitsubishi L200 – sprawdzony kompan [TEST]

Mitsubishi L200

Nastały ciężkie czasy. Podrożało niemal wszystko, a różne ulgi podatkowe pomachały nam na do widzenia. Pożegnaliśmy się też z możliwością odliczenia pełnego VAT-u od zakupu auta oraz paliwa do niego. Czy aby na pewno? Otóż nie!

W ustawie o podatku od towarów i usług istnieje zapis mówiący o tym, że jest pewien sposób na pełne odliczenie VAT-u. Czytając ów zapis przed oczami staje nam pick-up jak malowany. Mając na uwadze spore oszczędności, postanowiłem sprawdzić jak sprawuje się w codziennym użytkowaniu jeden z przedstawicieli tego gatunku – Mitsubishi L200.Przyjrzyjmy się mu
Bardzo popularny na polskich drogach nie zaskakuje wyglądem. Trudno mu jednak odmówić atrakcyjności i naprawdę niezłej prezencji. Mimo, że podczas projektowania postawiono raczej na krągłości, L200 nie wygląda na odlanego z tworzywa. Przednie światła wpasowane idealnie w krzywiznę dają poczucie spójności. Poniżej zamontowano reflektory przeciwmgielne zatopione w czarnym plastiku. Drobny zabieg stylistyczny, ale wnoszący wiele w ogólną estetykę wyglądu zewnętrznego. Jeszcze niżej umieszczono czarne osłony po bokach oraz srebrną po środku, których zadaniem jest przyjmowanie na siebie niezbyt silnych uderzeń przodu podczas stromych zjazdów. Naprawdę bardzo przydatna sprawa.

Patrząc na L200 z boku nie ma co oczekiwać rewelacji. Wszystkie auta w nadwoziu pick-up wyglądają z tej perspektywy praktycznie tak samo. Tutaj, podobnie jak z przodu, natrafimy raczej na delikatne linie. Duże wnęki nad kołami obiecują w terenie wiele. Warto też wspomnieć o metalowym stopniu, który niezwykle ułatwia wsiadanie do tego Mitsubishi. Wdrapanie się na wysoko umieszczone fotele bez brudzenia sobie spodni to na początku rzecz praktycznie niemożliwa do wykonania.

Raczej nie będzie dla was zaskoczeniem, jeśli powiem, że z tyłu też jest płynnie i gładko. Na uwagę zasługuje oczywiście okazała paka, którą akurat w moim egzemplarzu przykrywała pokrywa kosztująca bagatela 15 000 zł. Oczywistością jest możliwość otwarcia mniejszej pokrywy – nie boi się ciężaru, więc nie ma co obawiać się jej zerwania po tym jak na niej choćby usiądziemy. Niżej widać srebrną wstawkę, która może wydawać się dosyć rachityczna, ale w rzeczywistości jest solidna i spokojnie można na niej stanąć.

Konieczny minimalizm
Przechodzimy do wnętrza. Tutaj panuje raczej dosyć ascetyczny klimat. Mamy właściwie jedynie to, co potrzeba. Próżno szukać luksusów – postawiono na praktyczność. I bardzo dobrze. Dzięki temu pozbywamy się przeczucia, że jest tu coś, co za chwilę może się popsuć. Kierownica ma dużą średnicę i cienki wieniec, ale o dziwo dobrze leży w dłoniach. Na pochwałę zasługują pokrętła nawiewów oraz przyciski do obsługi komputera pokładowego umieszczone w pewnej odległości od siebie. Daje to możliwość korzystania z nich nawet w grubych rękawiczkach. W oczy rzuca się mniejszy lewarek obok drążka skrzyni biegów. Służy on do przełączania napędu z 2×4 na 4×4, aktywowania reduktora i zblokowania tylnego mostu.

Materiały użyte do wykonania wnętrza nie należą do wyszukanych. Wydają się być za to odporne na zarysowania i łatwe w czyszczeniu, a chyba nie muszę mówić jak bardzo przydatna jest to cecha w aucie, które niejednokrotnie nawiedzimy w zabłoconych kaloszach i z nie do końca czystymi rękami.

L200 nie jest zbyt przestronnym autem wewnątrz. Biorąc pod uwagę zewnętrzne wymiary można zaryzykować stwierdzenie, że jest trochę ciasno. Szczególnie, jeśli mamy zamiar przewieźć jakichś pasażerów na tylnej kanapie. W innym zaś przypadku, okupujący przednie fotele nie powinni mieć problemów ze znalezieniem odpowiedniej pozycji dla siebie.

Podróżowanie
Czas na jazdę. Pod maską testowanego L200 siedział najmocniejszy, 2.5-litrowy diesel o mocy 178KM. 12,9s do setki nie brzmi imponująco, ale nie o takie wartości tutaj chodzi. Bardziej liczą się niutonometry, których ten silnik ma 400. Oznacza to, że auto nie powinno mieć problemów z pociągnięciem nawet cięższej przyczepy. Przy okazji momentu obrotowego warto wspomnieć o całkiem niezłej dynamice. Niestety L200 z tym motorem nie należy do królów ekonomiki. Średnie spalanie w cyklu mieszanym to wartości oscylujące w granicach 10-11l/100km (zmierzone po dotankowaniu do pełna).

Pewnie ciekawi jesteście, jak w duecie z dość mocnym silnikiem wypada zawieszanie. Cóż – wykorzystano tutaj klasyczne zestawienie złożone z wahaczy trójkątnych z przodu i resorów piórowych z tyłu. Biorąc pod uwagę niską masę tyłu, zakończenia można być już pewnym. L200 na wybojach całkiem nieźle podskakuje rufą. Jeśli zdecydujemy się na wyprzedzanie jadąc z dość dużą prędkością i natrafimy na koleiny, nie przestraszmy się, gdy solidnie nami zabuja. Nie jest to jednak wada jedynie L200. Zdecydowana większość modeli oferowanych przez konkurencję boryka się z tym samym problemem. Jadąc pick-up’em lepiej po prostu znać swoje miejsce w szeregu – za tirami, bez wyrywania się. Będzie bezpieczniej i mniej stresująco.

Terenówka
L200 to jednak nie tylko przewożenie dużych ładunków (do prawie tony). To także dobre właściwości terenowe. Mamy do dyspozycji napęd 4×4, który w przeciwieństwie do konkurencji może być włączony na stałe i nie rozłączy się przy większej prędkości. Bardzo przydatna sprawa szczególnie w zimie biorąc pod uwagę to, że jednak domyślnie napędzaną osią jest niedociążona tylna. Oprócz tego do wjazdu w teren zachęca możliwość włączenia reduktora oraz zablokowania tylnego mostu.

Jeśli umiejętnie będziemy z tego korzystać, możemy być pewni, że L200 wciągnie nas na całkiem strome wzniesienia i pozwoli przejechać przez błotniste kałuże czy głęboki, topniejący śnieg. Sprawdziłem to na własnej skórze. Trzeba tylko pamiętać o tym, że nasz pick-up jest długim samochodem, a na dodatek mamy z tyłu zwis. Na szczęście zamontowano tam mocną rurę, która zabezpiecza go przed uszkodzeniami powstałymi na skutek mocniejszego uderzenia o ziemię.

Jakim samochodem jest więc L200? To dobry kompan, który daje poczucie bezpieczeństwa i tego, że nigdy nas nie zawiedzie. To dwie niezmiernie ważne rzeczy, jeśli planujemy używać go nie tylko do jazdy po mieście. Nie jest mega wygodnym grand tourerem, ale bez przeszkód można pokonać nim choćby średnie dystanse. Łącząc jego wszystkie zalety z możliwością odliczenia przez firmę podatku VAT od jego zakupu oraz tankowanego paliwa, otrzymujemy naprawdę ciekawą ofertę.

To mi się spodobało:

+ dobre sprawowanie się w terenie
+ solidność
+ możliwość sztywnego zapięcia 4×4
+ możliwość odliczenia VAT

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
– niezbyt duża przestronność wnętrza
– brak haczyków umożliwiających zabezpieczenie choćby drobnych zakupów
– duże rozmiary utrudniają manewrowanie w zatłoczonym mieście

Mateusz Pietruszka, mateusz@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: turbodiesel
Pojemność: 2477 cm3
Typ napędu: tylny/4×4
Moc maksymalna: 178 KM (przy 4000 obr/min)
Maks. moment obr.: 400 Nm (2000-2850 obr/min)
Skrzynia biegów: 5-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 5005 / 1750 / 1775 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 820 / –
Masa własna: 1870 kg
Ładowność: 980 kg
Rozstaw osi: 3000 mm
Dane eksploatacyjne producenta
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 12.1 s
Prędkość maksymalna: 179 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 7.2 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 9.7 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 8.1 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 70 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 252
Cena testowanego egzemplarza: ok 123 000 zł

3 komentarze do wpisu „Mitsubishi L200 – sprawdzony kompan [TEST]”

  1. stoi u nas taki na osiedlu,zresztą widzę że ogólnie coraz więcej pickupów jeździ po ulicach,znajomy kupił sobie do firmy ogrodniczej isuzu d-maxa, fajne autko

    • a jak wypada isuzu w porównaniu z L200? Szukam pickupa do firmy, obydwa samochody mi się spodobały ale sam już nie wiem który wybrać

Możliwość komentowania jest wyłączona.