lamborghini gallardo on fire gloTargi Portland International Auto Show nie słyną z oszałamiających prezentacji oraz światowych wystawców. Z kolei większość wystawianych egzotycznych pojazdów to prywatne auta bogatych Amerykanów. Lamborghini Gallardo LP560-4, które właściciel podstawił celem zaprezentowania na targach… zapaliło się.

Człowiek odpowiadający za bezpieczeństwo pożarowe imprezy słusznie stwierdził, że auto powinno być zatankowane maksymalnie do około 1/4 pojemności baku. Auto w zbiorniku posiadało więcej paliwa.

Racjonalni miłośnicy samochodów nie widzieliby w tym żadnego problemu – kilka szybkich rundek po okolicach i poziom w baku wyrównywałby się z wartościami dozwolonymi przy organizacji tego typu imprez. Organizatorzy zdecydowali jednak, że bardziej korzystnym rozwiązaniem będzie kilku(nasto/dziesięcio?) minutowa symfonia z wydechu, tuż przed wejściem na halę targów. Same korzyści – piękny dźwięk i ludzie, których zgromadzi hałas. Jak się okazało, personal był zbyt leniwy nawet do tego czynu i między fotelem a pedałem gazu położono kawałek drewna. Tak – nam też było trudno w to uwierzyć.

Nie zdążyło minąć kilka minut, kiedy auto się przegrzało i zapaliło. Pełni wstydu organizatorzy załadowali Lamborghini na ciężarówkę i usunęli z widoku publicznego. Wyciekło jednak kilka zdjęć sprzed tego procederu.

Nie pozostaje nic innego, jak rzucić oklepane – głupota ludzka nie zna granic.

Via: MotorAuthority

1 komentarz
  1. bez sensu, w dodatku odebrać sobie taką przyjemność jaką niewątpliwie jest wrzucanie silnika Lambo na wyższe obroty…ehhh ….. amerykanie

Komentowanie zostało wyłączone.