Ford Mustang GT 5.0 V8 Fastback [test]

Tutaj nie ma mowy o downsizingu. Pięć litrów pojemności, niemal pięć metrów długości, ponad 400 koni mechanicznych, i co najważniejsze – niezaprzeczalna legenda. To wszystko za niecałe 200,000 złotych. Czy to możliwe? Oczywiście, że tak. Poznajcie nowego Forda Mustanga GT.

Szósta generacja Forda Mustanga w końcu oficjalnie zawitała do Europy. Mieliśmy już okazję odbyć nim krótkie jazdy próbne, a także przetestować na dłuższym dystansie egzemplarz z kontrowersyjnym 4-cylindrowym silnikiem EcoBoost. Tym razem na nasz parking trafił „prawdziwy” zawodnik z 5-litrową V8 pod maską.

To, co najbardziej nam się podoba w nowym Mustangu to bezapelacyjnie stylistyka, która w genialny sposób nawiązuje do legendy. Wszystkie linie i detale, które kojarzycie z pierwszej generacji tego muscle cara bez problemu będziecie w stanie odnaleźć w najnowszej edycji Mustanga. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek, kto chociaż trochę interesuje się motoryzacją, pomylił ten model z innym autem. Mowa zarówno o stylistyce zewnętrznej, jak i również o wnętrzu. Znajdziemy tam oczywiście nowoczesną technologię, pod postacią między innymi zestawu multimedialnego SYNC2, jednak wszystko to opakowane jest w typowym dla Mustanga stylu. Symetryczna deska rozdzielcza z charakterystycznymi „daszkami”, duże i wygodne skórzane fotele i niestety średniej jakości plastiki. Ale mi to kompletnie nie przeszkadzało, i chyba nikt nie powinien od Mustanga oczekiwać pod tym względem fajerwerków.

Nikt, kto nie cierpi na problemy ze słuchem, nie powinien także mieć jakichkolwiek wątpliwości, że ma do czynienia z odmianą GT. Pięciolitrowa V-ósemka brzmi po prostu fenomenalnie. Oprócz doznań akustycznych daje ona kierowcy do dyspozycji 421 KM oraz 530 Nm. Przekazywanie takich wartości wyłącznie na tylną oś wymaga od nas delikatnego obchodzenia się z pedałem gazu, jeśli mamy zamiar oszczędzić tylne opony. Nawet przy włączonej kontroli trakcji chwilowy uślizg nie jest czymś trudnym do osiągnięcia. Ale taka już jest natura muscle carów. I za to powinniśmy nowego Mustanga kochać. Warto też wspomnieć o kilku gadżetach, które znajdziemy na pokładzie. Oprócz funkcji procedury startu, wskaźnika przeciążeń czy mierzenia czasu przyspieszenia, inżynierowie postanowili ułatwić użytkownikom nawet taką czynność jaką jest “palenie gumy”. Dzięki systemowi Line-Lock wciskając do oporu hamulec blokujemy na 15 sekund wyłącznie przednie koła, po czym wciskając gaz możemy cieszyć się kłębami dymu, które momentalnie pojawiają się dosłownie wszędzie.

Jeśli chodzi o prowadzenie, można tu odczuć sporą poprawę w stosunku do poprzednika. Auto jest nieco bardziej spokojne i nieco grzeczniej stosuje się do naszych poleceń. Największy wpływ na tą zmianę miało zastosowanie niezależnego zawieszenia na tylnej osi. Pomimo dosyć wysokiej masy Mustang pewnie prowadzi się w zakrętach. Jeśli chodzi natomiast o układ kierowniczy, mamy tutaj trzy ustawienia siły wspomagania. Wszystkie nasze ruchy kierownicą są od razu przekazywane na asfalt, ale układ również daje nam jasną informację zwrotną na temat położenia przednich kół. Nowy Mustang stracił więc trochę swojej nieobliczalności, ale na szczęście tylko trochę. Wciąż jest to samochód, do którego trzeba mieć respekt i w nieodpowiednich rękach może być nieobliczalny.

Nie wiem, czy kogokolwiek będzie interesowało spalanie tego silnika, ale muszę spełnić swój dziennikarski obowiązek. Jazda po mieście będzie Was kosztowała co najmniej 15 litrów na każde 100 kilometrów. Przy czym jest to wynik w wariancie bardzo optymistycznym. Zazwyczaj komputer pokładowy pokaże Wam wartość zbliżającą się do 20 l / 100 km. W trasie wygląda to już trochę lepiej. Osobiście wracając autem z Warszawy do Gdańska, trzymając się zasad ecodrivingu udało mi się zejść do 10,3 l / 100 km. Wracając do Stolicy pozwoliłem sobie na odrobinę „szaleństwa” i komputer wskazał średnie spalanie na poziomie 13,5 l / 100 km.

Wspaniałą zaletą nowego Mustanga jest jego cena. Za egzemplarz z silnikiem V8 musimy zapłacić co najmniej 180,000 złotych. Dopłata do automatycznej skrzyni biegów wynosi 9,000 złotych. Do naszego samochodu dorzucono jeszcze pakiet Premium za 10,600 złotych, który zawiera między innymi 19-calowe felgi, perforowaną skórzaną tapicerkę z podgrzewanymi i wentylowanymi fotelami, system Ford SYNC2, 12-głośnikowy zestaw audio Shaker TM Pro, a także czujniki parkowania z tyłu. Testowy Ford Mustang GT kosztuje zatem 199,600 złotych. Zdecydowanie nie jest to wygórowana cena. Pomyślcie tylko ile wrażeń ten samochód jest w stanie Wam zaoferować, oraz czy obcowanie z taką legendą nie jest warte takich pieniędzy.

Dane Techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: benzynowy, wolnossący, V8
Pojemność: 4951 cm3
Oś napędzana: tylna oś
Moc maksymalna: 421 KM / 6500 rpm
Maks. moment Obr: 530 Nm / 4250 rpm
Skrzynia biegów: 6-biegowa automatyczna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4 784 / 2 080 / 1 381 mm
Rozstaw osi: 2 720 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 408
Masa własna: 1 720 kg
Dane eksploatacyjne
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 4,8 s
Prędkość maksymalna: 260 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 12,0 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 18,5 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 15,0 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 61 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 281

  • Przyspieszenie i moment robią wrażenie 🙂 Trochę mały zbiornik biorąc pod uwagę apetyt tej V8.