Toyota Auris TS Hybrid [test]

O nie! Tylko nie Hybryda! Samochód z silnikiem jak w odkurzaczu? Szczerze mówiąc, miałem pewne obawy zanim otrzymałem na test nowego Aurisa z napędem hybrydowym. Szybko się jednak okazało, że są one nieuzasadnione.

W codziennym użytkowaniu Toyota Auris z napędem spalinowo – elektrycznym okazuje się bardzo przyjemnym narzędziem. Patrząc na auto z zewnątrz, niewiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z hybrydą. Zaledwie kilka emblematów i niebieskie tło pod znaczkiem na masce. Sama maska dyskretnie otula logo i reflektory, które są ‚narysowane’ w agresywnej stylistyce, ale całość tworzy elegancką formę poprawnie skomponowanych kształtów bez zbytniej ilości detali.

Nadwozie kombi jest bardzo zwarte, tworząc jednocześnie dynamiczną i nowoczesną sylwetkę. Białe nadwozie testowanego egzemplarza i 17 calowe aluminiowe felgi o ciekawym wzorze przykuwają wzrok i to nie tylko właściciela. Auto wyraźnie wyróżnia się w ‚szarzyźnie’ miejskiego ruchu.

Toyota Auris Hybrid TS

A właśnie – miasto jest miejscem gdzie ten model czuje się jak ryba w wodzie. Korzystając z trybu ECO MODE podczas delikatnego operowania pedałem gazu, samochód przeważnie czerpie energię z prądu. Pomocnik – tradycyjny benzyniak – dołącza się kiedy potrzeba więcej mocy, np. podczas nagłego przyspieszenia, podczas podjazdu pod górę lub kiedy przekroczymy nieznacznie 40 km/h. Dzieje się to praktycznie nieodczuwalnie. Podczas jazdy po mieście, poruszając się ‚rozsądnymi’ prędkościami, auto toczy się bezszelestnie. Zwalniając przed skrzyżowaniem ‚na biegu’ do wnętrza dobiega dźwięk przypominający zwalniający tramwaj, ale nie powinno to dziwić; wszakże te dwa ‚urządzenia’ łączy podobna technologia.

Sformułowanie ‚na biegu’ jest tu jak najbardziej stosowne ponieważ za przeniesienie mocy na koła odpowiada automatyczna przekładnia CVT. Nie będę na jej temat zbyt długo się wypowiadał. Jedni ją lubią, inni nienawidzą. Podczas spokojnej jazdy nie sprawia problemów, można by rzec, że jest nawet przyjemna. Ale niech nie przyjdzie wam do głowy wcisnąć pedał gazu do ‚oporu’. Poza średnio przyjemnym dźwiękiem, nie wydarzy się nic spektakularnego, auto przemieści się w wytyczonym kierunku nie powodując skoku adrenaliny w organizmie.

Toyota Auris TS test

Ale po co zaprzątać sobie głowę takimi ‚wygłupami’ kiedy wewnątrz auta mamy spory zestaw ‚czasoumilaczy’. Już po zajęciu miejsca w środku czuć, że fotele mają przyzwoite trzymanie boczne. I są bardzo wygodne. Deska rozdzielcza nie epatuje stylem i gotyckimi wykończeniami, ale jest narysowana czytelnie, przestronnie i ergonomicznie.

Dotykowym panelem możemy obsługiwać nawigację i multimedia pokładowe z łącznością bluetooth na czele. Ta ostatnia radzi sobie nieźle z odtwarzaniem ulubionej muzyki z telefonu i odbieraniem połączeń. Jakość muzyki jak i rozmów jest na wysokim poziomie. Za czystość dźwięku odpowiada amerykański JBL. Pozycję za kierownicą można dowolnie regulować wytwarzając wrażenie siedzenia w coupe jak i w SUVie. Jednak wspomaganie kierownicy działa zbyt czuje powodując, że wieniec obraca się za lekko. Zapewne docenią to przedstawicielki płci pięknej.

Warto zwrócić uwagę również na elektrycznie odsuwaną podsufitkę odsłaniającą szybę nad całą powierzchnią przestrzeni pasażerskiej. Można podziwiać niebo i architekturę miasta, a w dodatku do wnętrza dostaje się więcej światła.

Toyota Auris TS Hybrid

Nawiązując do światła dotarłem do małego, pozornie nic nie wnoszącego szczegółu. Jest to mała dioda zamontowana w podsufitce obok sterowania oświetleniem i elektryką ‚dachu’. W nocy rozprzestrzenia dyskretne światło padające w okolice manetki zmiany biegów, jest delikatnie rozproszone i ma przyjemną barwę. Sprawia wrażenie wypełnienia pustki i ciemni wnętrza i tworzy niesamowity nastrój. A przecież odczucia za kierownicą to nie tylko prowadzenie.

Chcemy czuć się przyjemnie i nie traktować każdej podróży jak konieczności. Ta dioda spowoduje, że podróżowanie nocą będzie przyjemniejsze. Może wydaje się Wam to dziwne, że facet rozczula się nad diodą. Ale skoro nie przekonuje mnie wspomaganie, znalazłem inny element, który sprawi, że będę miał miłe wspomnienia z testu.

Sprawdziliśmy również Toyotę Auris D4D Dynamic

Nowa Toyota Auris diesel

Plusy:
dynamiczny wygląd
niskie spalanie (pod moją nogą 4,5l)
wygodne fotele kierowcy i pasażera
intuicyjna obsługa multimediów
dioda

Minusy:
mało miejsca na tylnej kanapie
zbyt wysoko umiejscowiona manetka kierunkowskazów
zbyt silne wspomaganie (ale jest dioda)

Dane Techniczne:

Napęd
Rodzaj silnika: spalinowy + elektryczny (hybryda)
Pojemność: 1798 cm3
Oś napędzana: przednia
Moc maksymalna: 99 KM (spalinowy) 80 KM (elektryczny) – łącznie 136 KM
Maks. moment obr.: 142 Nm / 207 Nm
Skrzynia biegów: CVT
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4560/1760/1460 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 354/777
Masa własna: 1335 kg
Rozstaw osi: 2600 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 11,2 s
Prędkość maksymalna: 175 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 3,8 l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 4,3 l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 4,0 l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 50 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 99
Cena podstawowej wersji – około 79 000 zł w wersji Premium
Cena testowanego egzemplarza – ponad 100 000 zł

Zdjęcia: Michał Brzeski