AMG Driving Academy [BASIC]

Szkoły jazdy to ciężki temat. Trudno znaleźć naprawdę dobrą. Z reguły emocje płynące z jazdy „Lką” też nie są zbyt pozytywne. Dla większości osób to droga przez mękę. Na szczęście na świecie jest kilka szkół, gdzie uczęszczanie to sama przyjemność.

Nie jeździ się w nich Micrą, Clio czy Yarisem. Lekcje bierze się z dala od miejskich ulic – bez policji, fotoradarów i niesfornych pieszych. Na prawym fotelu nie siadają wątpliwej jakości instruktorzy – komunikaty i polecenia dostaje się przez krótkofalówkę. W takich szkołach jeździ się ekskluzywnymi autami, które wyróżniają się ponadprzeciętnymi osiągami. Charakterystycznej literki na dachu nie ma – tak samo jak pedału hamulca u pasażera. Po krótkim szkoleniu teoretycznym, kursantów wsadza się do samochodów. Egzamin? Jeśli nie umiesz jeździć, lepiej powiedz, nim będzie za późno. Są tylko dwa warunki – bezwzględne słuchanie instruktorów i zakaz wyłączania ESP. Brzmi nieprawdopodobnie? Może trochę. Czy to bajka? Nie, to po prostu AMG Driving Academy. Szkoła, w której najsłabsze auto ma 360 KM. Szkoła, dzięki której na Twojej twarzy gości praktycznie tylko uśmiech – nawet gdy na zewnątrz pada, a zęby niektórych uczestników dzwonią niemiłosiernie. To szkoła, w której zajęciach miałem okazję wziąć udział.

Tor Poznań to drugi obiekt (zaraz po Kielcach), gdzie AMG Driving Academy prowadzi w Polsce zajęcia. Ciekawostką jest fakt, że nasz kraj znalazł się w gronie zaledwie 8 innych, gdzie szkolenia się odbywają. Chodzi tutaj o Niemcy, USA, Chiny, Japonię, Indie, Włochy, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Rosję. Uwierzcie mi, że jest się z czego cieszyć.

Akademia AMG oferuje klientom kilka etapów. Na początek mogą wziąć udział w Emotion – polega na zwiedzaniu fabryki AMG i jeździ autami po okolicy. Drugi etap to Basic – jazda po torze, właśnie w tym wziąłem udział. Trzeci nosi nazwę Advanced –klienci dalej szlifują swoje umiejętności. Przedostatni to Pro – zawierają się w nim ćwiczenia z telemetrią i analiza danych z instruktorami. Ostatnim jest Masters, gdzie siada się za kierownicą SLS AMG GT3. Wolący długie ślizgi zapewne skuszą się na którąś z zimowych propozycji.

Okrutnie zimny i deszczowy poranek szybko poszedł w zapomnienie, ponieważ po przyjeździe na tor zobaczyłem czekające na nas samochody: SLS AMG Black Series, SLS Roadster, SLK55 AMG, A45 AMG i E63 AMG. Auto awaryjne też nie odstawało – C63 AMG Black Series.

Na początku zaserwowano nam ciekawą pogadankę na temat pozycji za kierownicą i innych istotnych elementów jazdy. Z reguły część ta jest dłuższa, ale założono że my, jako dziennikarze, mniej więcej wiemy o co w tym chodzi. Dalszym etapem było podzielenie nas na dwie grupy i wreszcie upragnione wyjście na tor.

Mercedes A45 AMG

Pierwsze zadanie przed nami postawione to ćwiczenie drag race i hamowania w wyznaczonym miejscu. Samochodami szkoleniowymi w tym przypadku były A45 i E63 AMG. Skrzynia biegów przestawiona w tryb sportowy i 360, a później 585 KM wyrywa mnie oraz pasażera do przodu. Między tymi autami było widać ogromną różnicę (uwidoczniła się jeszcze mocniej później). Klasa A była wścieklejsza, ale to Klasa E rwała asfalt mimo natury dżentelmena – stanowczo, ale z klasą.

Hamować szybko się nauczyliśmy. Czas na kolejną część i zmianę aut. Mając do wyboru dwie Klasy A45 AMG, SLK AMG i SLS AMG Roadster, zdecydowałem się na tego ostatniego – marzenie przejażdżki tym właśnie samochodem zostało spełnione.

Mercedes SLK 55 AMG

Następną konkurencją okazał się być slalom. Z racji rozmiarów SLS-a postanowiłem przejechać między słupkami na spokojnie, ale precyzyjnie. Bardzo zaskoczył mnie ten samochód. Były ku temu dwa powody (jeszcze jeden doszedł później). SLS jest szalenie głośny – zawsze wyobrażałem go sobie jako stosunkowo cichego cruisera, który czasami potrafi zaryczeć. Tymczasem gdy gaz wciśnie się zdecydowanie sam Lucyfer zaczyna dąć w swój diabelski róg. Drugi powód to precyzja, z jaką można SLS-em jechać. Małe pachołki udawało się ominąć na centymetry. Nie wiem, co Mercedes tutaj wsadził, ale jedno jest pewne – SLS jest fantastyczny.

Po kilku przejazdach zamieniamy z powrotem auta na same Klasy A i E. Przed nami znowu nauka hamowania, ale tym razem z ominięciem przeszkody. Bardzo proste ćwiczenie polegające na rozpędzeniu się, mocnym wciśnięciu hamulca i ewentualnym skręceniu kierownicy. Muszę przyznać, że nawet po rozpędzeniu tych samochodów do ponad 100 km/h, bez problemu udawało się nie tylko wyhamować na mokrym od deszczu (!) torze, ale również skierować przód auta w zamierzoną przez nas stronę. Współczesna technika po raz kolejny zadziwia.

Mercedes AMG Driving Academy

Czas na powrót do SLS-a i jego zgrai. Tym razem zasiadłem za kierownicą SLK55 AMG. Następna konkurencja to ćwiczenie sekcji dwóch zakrętów. SLK okazał się być najbardziej niepozornym autem z całej stawki. Pod maską tego niewielkiego samochodu znalazło się 5,5-litrowe V8 o mocy 421 KM. Całość przenoszona jest jedynie na tylną oś. Efekt? Cóż, start praktycznie zawsze kończył się buksowaniem kół. SLK dało jednak najwięcej emocji i to do niego miałem największy respekt po całym dniu jazdy. Mimo załączonego systemu ESP, próba ostrzejszego pokonywania zakrętu zawsze kończyła się chociaż delikatną kontrą na kierownicy. Trochę dziwne odczucie dawał jednak układ kierowniczy, który nieco przypominał kierownicę do komputera. To jednak w tym aucie najchętniej odłączyłoby się kontrolę trakcji i próbowało walczyć w zakrętach. SLS był tutaj niczym owieczka, która posłusznie słuchała kierowcy. To właśnie ta kolejna zaleta – bardzo łatwo się prowadzi.

Po powrocie z tej konkurencji znów zamieniliśmy samochody. Pojechaliśmy ćwiczyć dłuższą sekcję bodajże 5 zakrętów. Teraz w grę wchodziła już większa prędkość. Zarówno Klasa A jak i E dały sobie świetnie radę. Mniejsze auto dawało się jednak łatwiej i pewniej wyczuć. Dzięki temu każdy zakręt chciało się pokonywać jeszcze odważniej. W Klasie E czuć było już jednak masę i nieco kanapowy styl tego auta.

Ćwiczenie zakończyliśmy zjazdem na tor gokartowy, gdzie mieliśmy śmigać jedynie A45 AMG. Szczerze? To była najlepsza część całego dnia. Nie ma po prostu nic przyjemniejszego niż dociśnięcie sportowego auta (i to z literkami AMG) do granic jego możliwości. Mały Mercedes może nie nadaje się do jazdy w piątkę, ale na ciasnym, wąskim i poskręcanym torze świetnie daje sobie radę. Ma świetnie zawieszenie zestrojone akurat do takiej zabawy. Jego układ kierowniczy pozwala na naprawdę precyzyjne kierowanie autem. Na dodatek mocne hamulce wytrzymujące wiele silnych hamowań i mamy komplet idealny. A45 AMG jest też autem niezwykle wybaczającym (tzn. ESP ON). Dowiadywałem się o tym wtedy, kiedy kilkukrotnie tył zaczynał wyprzedzać przód – i to dosyć znacznie. Gdy czułem, że elektronika przestaje sobie dawać radę, po prostu założyłem odpowiednią kontrę i z ogromnym uśmiechem wyprostowałem tor jazdy. Nie jestem doświadczonym torowo kierowcą, a opanowanie w takiej sytuacji 360-konnej Klasy A nie sprawiało mi najmniejszego problemu.

Na koniec pojechaliśmy jeszcze na przejażdżkę po całej pętli toru. Z racji sporych różnic w naszych umiejętnościach podzielono nas na grupę słabsza i mocniejszą. Ja trafiłem do tej pierwszej. Nie protestowałem, bo wiedziałem, że są tu osoby naprawdę nieźle zaznajomione z jazdą po torze i możliwościami tych aut. Trafiłem na SLK, więc i tak miałem pełne ręce roboty. Prowadzenie tego samochodu to bardzo ciekawe doświadczenie, pokazujące, że wciąż istnieją auta wymagające od kierowcy. Do tego dające radość z jazdy. Trzeba jednak podchodzić do nich z respektem, bo praw fizyki po prostu się nie oszuka.

Ostatnim elementem całego dnia było tzw. taxi ride, czyli przewiezienie każdej osoby w SLS-ie Black Series po całym torze. Ja jednak z tego zrezygnowałem, bo po wcześniejszej jeździe z jednym z dziennikarzy (poprzednie ćwiczenie, grupa mocniejsza) mój żołądek musiał ze sobą przedyskutować parę spraw.

Podsumowując. AMG Driving Academy to najlepsza szkoła jazdy, do jakiej uczęszczałem. Instruktorzy mają ogromną wiedzę zarówno teoretyczną jak i praktyczną – jakże niezbędną podczas władania takimi maszynami. Wszystko odbywało się w bardzo bezpiecznych warunkach, ale jednocześnie dano możliwość po prostu wyszalenia się i wypróbowania różnych aut w różnych warunkach – także przy dużych prędkościach dochodzących do nawet 200 km/h. Na pochwałę zasługuje ogromna ilość jazdy. Rzadko kiedy staliśmy – praktycznie cały czas byliśmy w ruchu. Dzień spędzony z AMG uznaję zatem za jeden z najlepszych w życiu. Rzadko kiedy dostaje się bowiem możliwość porównania tak szerokiej gamy tak mocnych aut na torze wyścigowym z prawdziwego zdarzenia. Krótko i na temat: AMG Driving Academy – warto, nawet gdy nasze zęby szczękają, a z nieba nieubłagalnie kapie deszcz.