Często się zastanawiam nad tym, co tak naprawdę sprawia, że dane auto mi się podoba lub nie. Zachodzę w głowę, dlaczego siedzenia w jednym są tak fantastycznie komfortowe, podczas gdy na innych trudno mi wysiedzieć.

Niektóre auta są też niesamowicie poważne. Trudno mówić o nich z uśmiechem na twarzy. Wszystko w nich jest na serio. Po prostu wsiadasz i jedziesz, nie zastanawiasz się nad przeróżnymi emocjami. Nadszedł czas, że poznałem jedno z nich – takie, w którym zapominałem o całym świecie.
Nazywa się V40 i jest marki Volvo. O co mi tak naprawdę chodzi? Mój Boże, jak relaksujące jest to auto. Miałem je na trzy dni, ale po nich czułem się niczym nowonarodzony.

Tuż po odbiorze miałem do pokonania trasę Warszawa – Poznań. Tak się złożyło, że początek podróży wypadał akurat w godzinach popołudniowego szczytu. Chcąc jak najszybciej opuścić Warszawę, udałem się na poszukiwania dojazdu do A2 przez okoliczne miejscowości. Konieczne więc było skorzystanie z podrzędnych dróg, które nie grzeszyły gładkością. Co na to Volvo? Absolutnie nic. Po prostu płynęło. Nie dochodziły do mnie żadne stuki zawieszenia czy wyraźniejsze wstrząsy. Może być lepiej? Mi tyle wystarczy.

Kolejnym etapem podróży była wspomniana już autostrada. Tempomat, komfortowe ustawienie fotela, nogi wyprostowane… witamy w Volvo V40. Mogłem zapomnieć dosłownie o całym świecie. Przez naprawdę dobry system audio leciała spokojna muzyka, a ja się relaksowałem – mimo groźby niezdążenia na umówioną godzinę. Tutaj też zawieszenie sprawdza się fantastycznie. Małe niedoskonałości nawierzchni są niewyczuwalne. Na szczęście przez takie komfortowe nastawy nie ucierpiało prowadzenie – cały czas czujemy, że mamy kontrolę nad autem.

Skoro mowa o autostradzie, warto wspomnieć o średnim spalaniu. Wyzerowałem licznik będąc jeszcze w Warszawie, a dzielę się z Wami pomiarem odczytanym już po dotarciu do miejscowości pod Poznaniem – 5,5l/100km. To fantastycznie niskie spalanie, biorąc pod uwagę fakt, iż średnia prędkość wynosiła dokładnie 99 km/h, a przez większość czasu ocierałem się o granicę 130 km/h. Ze skromną mocą 115 KM, V40 nie brakuje dynamiki. Moment obrotowy pozwala naprawdę szybko i sprawnie rozbujać auto do rozsądnej prędkości. Elastyczność stoi na wysokim poziomie. Naprawdę – byłem zaskoczony tym silnikiem. Pozornie słaby, jakby rachityczny. Mimo, że podstawowy w gamie, sprawuje się naprawdę dobrze.

Jest w komplecie z sześciobiegowym manualem, o którym również nie mogę złego słowa powiedzieć. Lewarkiem operuje się z przyjemnością, a nowi kierowcy docenią delikatne podświetlenie schematu przełożeń w nocy. Drobiazg, a cieszy. Coś więcej na ten temat? Krótkie skoki lewarka i ergonomiczny kształt samej „gałki” zasługują na wysoką ocenę.

Akapitu na temat bezpieczeństwa uniknąć się nie da – to w końcu Volvo. Zacznijmy od samego odczucia podczas podróżowania tym autem. Czujecie się bezpiecznie. Po prostu. Niezłą robotę robi tutaj mój mózg, który przecież wie, że Volvo kojarzone są w taki sposób. Na swoją obronę mogę powiedzieć o milionie poduszek powietrznych. Jest nawet jedna, która otworzy się jeśli traficie pieszego i da mu oparcie pod głowę. Do tego oczywiście system zatrzymujący auto za nas w przypadku możliwości najechania na kogoś w korku – działa do 30 km/h.

Na ten moment wyszedł więc wyidealizowany opis. Czas na trochę goryczy. Największym minusem w Volvo V40, oraz pierwszą rzeczą jaką dostrzegacie po zajęciu miejsca w środku, to bardzo mała ilość miejsca. Słupki są blisko głowy, ustawienie fotela kierowcy inne niż maksymalnie w dół praktycznie nie istnieje. W przypadku osób bardziej przy kości mogą być problemy z zajęciem wygodnej pozycji.

Z tyłu również nie ma za wiele miejsca. Stosunkowo szybko opadająca linia dachu sprawia, że włosy odrobinę wyższych osób z pewnością będą obcierać o podsufitkę. Niestety nie mogę też powiedzieć wielu dobrych słów o miejscu na nogi. Jest go po prostu za mało. V40 sprawia wrażenie auta całkiem sporych rozmiarów, ale wewnątrz jest trochę klaustrofobicznie. Kolejnym minusem jest widoczność. Szyba z tyłu jest niewielka, a te boczne u pasażerów też nie grzeszą rozmiarami.

Czas podsumować rozważania. Jazda Volvo V40 jest niczym zabieg w naprawdę drogim SPA. Nawet śpiesząc się gdzieś nie czujecie tej presji. Cały świat po prostu znika. Idealnym momentem jest ten, kiedy jedziecie sami, z ulubioną stacją w radiu. Rozkoszujecie się aksamitną jazdą. Ma to jednak pewną wadę. Zapominacie o aucie. Zapominacie o podróżowaniu nim. Staję się ono dla was czymś tak naturalnym jak potrzeba zjedzenia kanapki, czy powiedzenia dzień dobry. Po podróży po prostu wysiadacie i na pytanie kogoś, jak się jechało, odpowiadacie krótko – komfortowo. Równie dobrze moglibyście ze zdziwieniem odrzec „o, rzeczywiście, już dojechałem”. To właściwie jedyne trwałe wspomnienie, jakie zachowacie po tym aucie – wysoki komfort. Jeśli właśnie tak chcecie się czuć za każdym razem, gdy opuścicie te wygodne fotele, bierzcie V40 w ciemno. Będzie wymarzonym kompanem.

Coś mi się spodobało:
+ wysoki komfort
+ przyzwoita cena
+ ładny projekt wnętrza
+ efektowne zegary-wyświetlacze

Coś mi jednak nie przypadło do gustu:
– mało miejsca wewnątrz
– słaba widoczność do tyłu
– takie sobie światła

Mateusz Pietruszka
mateusz@motofilm.pl

Dane techniczne:
Napęd
Rodzaj silnika: diesel
Pojemność: 1560cm3
Typ napędu: przedni
Moc maksymalna: 115 KM (przy 3600 obr/min)
Maks. moment obr.: 270 Nm (przy 1750 – 2500 obr/min)
Skrzynia biegów: 6-biegowa, manualna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4369/2041/1445
Pojemność bagażnika w litrach: 335
Masa własna: 1333 kg
Ładowność: b.d.
Rozstaw osi: 2647 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 11,9 s
Prędkość maksymalna: 194 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 3,8l /100km (5,5 l/100km)
Zużycie paliwa – miasto: 4,2 l/100km (7 l/100km)
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 3,6 l/100km (6,3 l/100km)
Pojemność zbiornika paliwa: 52 litry
Emisja CO2 [g/km]: 99
Cena V40 – od 87 900 zł
Cena V40 D2 Momentum– od 102 700 zł
Cena testowanego egzemplarza – 118 680 zł