Infiniti M35h GT Premium – test hybrydowego egzotyka prosto z Japonii

Infiniti M35h GT Premium przódBędę szczery – gdyby ktoś jeszcze kilka miesięcy temu zapytał mnie, jaką limuzynę klasy premium wybrać, to zaproponowałbym Audi A6, BMW serii 5, Mercedesa klasy E i ewentualnie Lexusa GS. Jestem przekonany, że nigdy w życiu nie przyszedłby mi do głowy pomysł inwestycji w Infiniti. Nie dlatego, że jestem uprzedzony do tej marki; lubię patrzeć na modele Infiniti. Nie będę jednak ukrywał, że to Lexus od zawsze był moim japońskim faworytem. Czy słusznie? Na własnej skórze postanowiłem sprawdzić „inność” Infiniti, spędzając z modelem M35h blisko tydzień czasu i ponad 1000 km po polskich drogach. Zapraszam do lektury.

Wyróżnia się z tłumu

Jaka jest szansa, że spotkasz na drodze Infiniti M35h? Niewielka. Ja w swoim życiu spotkałem ten model raz. Było to dość dawno, a ja do dzisiaj pamiętam twarz jego kierowcy. O czym to świadczy? Na pewno o tym, że M35h okropnie wyróżnia się z tłumu, szczególnie na polskich szarych ulicach. W sensie pozytywnym – stylistyka auta budzi zachwyt u zdecydowanej większości, i to nawet u tych, którzy wcześniej, mając wgląd tylko na zdjęcia, uważali go za kontrowersyjnego brzydala.

Infiniti M35h GT Premium tył / rear

Sylwetka M35h pełna jest krągłości, dzięki czemu całość wygląda bardzo dynamicznie. Osobiście do gustu przypadły mi napompowane nadkola z 18-calowymi kołami, jak również charakterystyczny przód z potężnym chromowanym grillem. Niektórzy doszukują się w nim podobieństwa do Maserati i gdyby się tak zastanowić, to coś w tym faktycznie jest.

Wnętrze

Przed odebraniem Infiniti M35h wiele osób mnie uprzedzało – „do wnętrza trzeba się przyzwyczaić”, „albo Ci się spodoba, albo nie” i tak dalej, i tak dalej… Gdy tylko usiadłem za kierownicą, doznałem szoku. Tu naprawdę jest inaczej. Zero jakiejkolwiek niemieckiej monotonii czy prostoty Lexusa. Poczułem się wyjątkowo – jakbym był reprezentantem rodziny królewskiej!

Wszelkie ustawienia i funkcje są intuicyjne. Wszystko zostało przemyślane, a całość ergonomią nie ustępuje konkurencji. Podobnie jest z jakością materiałów. Miękkie skóry, piękne poszycia, elementy drewniane i akcenty z aluminium potęgują wrażenie wyjątkowości. Dopiero tutaj tak naprawdę czuć, za co płacimy ten ćwierć miliona złotych.

Infiniti M35h GT Premium wnętrze / interior

Na szczególną uwagę zasługują grube fotele, w które wbudowano głośniki oraz fantastycznie komponujący się zegarek na konsoli centralnej.

Podróżujący mają do dyspozycji wiele ciekawych gadżetów. Ceniący sobie fantastyczną jakość dźwięku z pewnością będą zadowoleni z systemu nagłośnienia BOSE Premium (16 głośników). Kierowcy docenią z kolei szereg systemów bezpieczeństwa, obejmujących m.in. system antykolizyjny od poprzedzającego pojazdu czy system pilnujący pasa ruchu. Fajnym i wartym odnotowania gadżetem jest także klimatyzacja „Leśne Powietrze” z automatyczną recyrkulacją powietrza, trybem „Bryza” i jonizatorem powietrza.

Jedynym minusem jest mała pojemność bagażnika – zaledwie 350 litrów. Ciężko będzie się wybrać całą rodziną na tydzień w góry, oj ciężko…

Tylna kanapa

Nie bez powodu utworzyłem nowy podtytuł. Niby tylko kanapa, a ja Wam powiem tak: siedziałem w Audi, BMW, Mercedesie, Lexusie, a nawet w Bentleyu i Rolls Roycie, a jeszcze nigdzie nie czułem się tak dobrze. Jest tak przyjemnie i mięciutko, że mógłbym tam zamieszkać! Tylne siedzisko to bez wątpienia największy atut Infiniti M35h GT Premium, pomimo że nie znajdziemy tam telewizorów w zagłówkach i masażu. Perfekcja!

Infiniti M35h GT Premium tylna kanapa

Serce

M35h chowa pod maską 3,5 l benzynowy silnik V6 o mocy 306 KM i 350 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Motor benzynowy współpracuje z jednostką elektryczną 346V o mocy 68 KM i maksymalnym momencie obrotowym 270 Nm. Łącznie auto generuje 364 KM.

Taka moc wystarczy, aby przyspieszyć do pierwszej setki w 5,5 s oraz osiągnąć prędkość maksymalną 250 KM/H. Automat działa trochę ospale w porównaniu np. do DSG czy S-tronic, ale rekompensatą jest rewelacyjny dźwięk silnika. Często odnosiłem wrażenie, że prowadzę rasowy sportowy samochód, a nie hybrydę i obiekt pożądań ekomaniaków.

Infiniti M35h GT Premium silnik V6

Ta hybryda ma sens

Przyznam szczerze, że byłem sceptycznie nastawiony do spalania M35h. Mam jakieś tam doświadczenie z hybrydami i żadna mnie zadowalała. Nawet Prius mnie oszukał. Z M35h jest zupełnie inaczej. Spodziewałem się spalania rzędu 18-20 litrów na 100 km. Tymczasem podczas spokojnej jazdy spokojnie udawało się zejść do 10 l, a podczas agresywnej – do 12-13 l. Wynik godny podziwu, zważając na możliwości, jakie posiada ten samochód.

Warto wspomnieć o trybie ECO, podczas którego pedał gazu odpycha nogę podczas próby jego mocniejszego wciśnięcia. Moim kolegom po fachu gadżet ten nie spodobał się, bo chęć nagłego przyspieszenia utrudnia opór i nie można wkręcić auta na wysokie obroty. Ja jednak stanę po jego stronie i uznam to za dobre rozwiązanie. Z takim systemem nawet największy laik jest w stanie spalić przyzwoite ilości paliwa, a jak ktoś chce poszaleć, wystarczy jednym pokrętłem zmienić tryb na bardziej dynamiczny.

Zawieszenie i układ kierowniczy

Niezależne, dwuwahaczowe zawieszenie z przodu oraz wielowahaczowe z tyłu idealnie nadaje się na polskie drogi. Auto płynie niczym okręt, za nic mając sobie wszelkie nierówności.

Niestety każde auto ma swoje minusy, i w tym przypadku również tak jest. Tutaj jest nim mało precyzyjny układ kierowniczy. Nie ma mowy o jakimś szczególnym dyskomforcie, ale w porównaniu do samochodów konkurencji, czułem się mniej pewnie za kierownicą. Za nic nie powtórzyłbym tych samych manewrów Infiniti M35h, które śmiało tworzę BMW serii 5.

Być może to wina grubych opon i niesprzyjających warunków pogodowych, niemniej jednak Japończycy powinni to dopracować. Jedyne czego teraz pragnę, to zdania Vettela na ten temat.

Infiniti M35h GT Premium kierownica

Podsumowując…

Infiniti M35h GT Premium jest bezapelacyjnie modelem, w który warto zainwestować 250 000 zł. Oferuje wiele – prestiż, fantastyczny design, nieprzeciętny komfort, przyjemne spalanie i niezawodność, za pieniądze zdecydowanie mniejsze, niż przykładowo za Mercedesa klasy E.

A czy kupiłbym go zamiast Lexusa GS? Jeszcze kiedyś nie miałbym dylematów i wybór padłby na Lexusa. Dziś ważącym kryterium byłaby jakość obsługi w salonie danego producenta…

Dane Techniczne:
Napęd:
Rodzaj silnika: benzynowy + elektryczny, V6 +24
Pojemność: 3498 cm3
Oś napędzana: tylna oś
Moc maksymalna: 364KM (306 KM z benzynowego i 68 KM z elektrycznego)
Maks. moment obr.: 350 Nm (benzynowy) i 270 Nm (elektryczny)
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automat
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4945/2061/1500 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 350 l
Masa własna: 1830 kg
Rozstaw osi: 2900 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 5,5 s
Prędkość maksymalna: 250 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 10,0l/100km
Zużycie paliwa – miasto: 13,3l/100km
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 11,2l/100km
Pojemność zbiornika paliwa: 70 litrów
Emisja CO2 [g/km]: 159

Cena testowanego egzemplarza – około 260 000 zł