Kocham samochody, zawsze staram się patrzeć na każdy jak na coś więcej niż tylko maszynę. Wierzę, że gdzieś pod blachą i plastikiem kryją duszę. Tym łatwiej jest to zauważyć w samochodach nieracjonalnych, które sprawiają wrażenie kapryśnych, obrażalskich i niedoskonałych – przecież to ludzkie cechy.

Pasjonaci cenią sobie pojazdy, które powstały głównie dlatego, że mogły powstać. W międzyczasie na drugim biegunie przybywa samochodów użytkowych, praktycznych do bólu i emocjonujących jak miska płatków śniadaniowych z mlekiem. W którym miejscu na osi motoryzacji uplasujemy Orlando?

Na pierwszy rzut oka możemy zauważyć, że nie o emocje tutaj chodzi. Przód Chevroleta nie ocieka agresywnością, choć nie można mu nic zarzucić. Wszystko jest w nim duże, atrapa chłodnicy ze znaczkiem, lusterka, nadkola, w których 18-to calowe felgi nieco giną, nawet klosze. Potęguje to wrażenie spójności i masywności całego projektu. Niektóre elementy wskazują też na nieco terenową orientację Orlando. W trakcie sesji fotograficznej zdałem sobie sprawę, że prawie nie ma w tym samochodzie detali! Mimo to, nawet dość toporna i kanciasta bryła nie jest w stanie zepsuć raczej pozytywnych odczuć wzrokowych. Nie jest brzydki, po tygodniu obcowania z nim może się podobać, jest taki… praktyczny.

Wersja produkcyjna została zaprezentowana na targach w Paryżu w 2010, zaś nazwa modelu odpowiada turystycznemu miastu na Florydzie. Mimo, że Chevrolet jest amerykańską marką, Orlando jak większość modeli europejskich, produkowany jest przez koreańską dywizję GM – niegdyś odpowiedzialną za markę Daewoo. Niech Was to jednak nie odstraszy. Widmo przeszłości nie ciąży na tych samochodach, a nawet bardziej widoczny jest efekt współpracy GM z Oplem.

Otwieramy sporych rozmiarów drzwi i wskakujemy do środka. Od razu czujemy wysoką pozycję za kierownicą – dokładnie to, czego spodziewalibyśmy się po samochodzie tych rozmiarów. Producent twierdzi, że projektował wnętrze wzorując się na Corvette. Ja bardziej celowałbym w Astrę IV generacji. Górna część konsoli środkowej jest niemal identyczna, zauważamy też akcenty z Insigni. Wiele gałek i przełączników, nawet kierownica są wyjęte żywcem z Opla. Oczywiście uważam to za zaletę, bo nie można się przyczepić do funkcjonalności i jakości użytych materiałów. Jest trochę twardo, lecz solidnie. Skądś musiała wziąć się cena, ale o tym nieco później.

Poza czytelnymi zegarami z przyjemnym, ‘amerykańskim’ podświetleniem mamy też sprytnie ukryty schowek. Nie spodziewalibyście się tego – za panelem obsługi radia. Tutaj niestety wychodzi jedna z niewielu wad, musiał on być projektowany w dzień. W nocy nie ma szans, by znaleźć w nim cokolwiek bez wyrzucania wszystkiego ze środka, nie wspominając już o trafieniu w gniazdo USB. To samo tyczy się Oplowskiego wyświetlacza. Najbardziej ściemniony, podczas nocnych tras, nadal razi w oczy. Nawet gdy wyłączymy radio i navi, dalej atakuje nas podświetlonym logo Chevrolet. Jako opcja powinna być oferowana rękawiczka która idealnie wpasowuje się w jego rozmiar… lub użyjcie swojej, jak ja.

Przejdźmy do sedna filozofii tego samochodu. W środku jest wystarczająco miejsca, by się zgubić. Można nawet bawić się w chowanego nie w 5, lecz 7 osób. Pewnym jest, że w takiej kombinacji nie schowacie się w bagażniku (tylko 90 litrów), ale da się złożyć jeden (454l) lub dwa (852l) rzędy siedzeń. Otrzymujemy płaską powierzchnię załadunkową, niestety dość niską z powodu wysokiej podłogi. Na poprawę nastroju Chevrolet przygotował miłą niespodziankę. Również oparcie fotela pasażera da się złożyć na płasko. Jazda z otwartym bagażnikiem, bo coś długiego się nie mieści? Nie w Orlando.

Wiemy już, że pasażerowie w trzecim rzędzie mają zaskakująco dużo miejsca by przejechać nawet ponad 100 km nie płacząc (najprawdopodobniej będą to dzieci). Drugi rząd też nie ma na co narzekać, lecz co z Tobą – tym którym kupi ten samochód? Kierowca każdych rozmiarów znajdzie tutaj idealną pozycję dla siebie, zaś słabą widoczność do tyłu wynagrodzi kamera cofania. Kierownica pewnie leży w dłoniach, wszystko jest w zasięgu ręki. Podłokietnik z przodu jest oferowany tylko w fotelu kierowcy, co wydaje się przesadną oszczędnością. Mimo to, każde z siedzisk ułatwia pokonywanie kolejnych kilometrów…

Przejechałem ich dokładnie 2200 i chyba dowiedziałem się, czym jest ten samochód. Jest praktyczną, można by rzec rodzinną, porządnie wykonaną maszyną do „połykania” tras. Dwulitrowa jednostka diesla o mocy 163 KM rozpędza go do setki w 11 sekund, co jest wynikiem zadowalającym, tym bardziej że nie do sprintów został stworzony. Wyprzedzanie nie stanowi problemu, choć automatyczna skrzynia (5 tys. zł dopłaty!) jest raczej dla osób cierpliwych. Sporo jeździ na półsprzęgle, biegi zmienia za późno, przez co różnice w stosunku do skrzyni ręcznej to aż o sekundę wolniejsze przyspieszenie do setki i ponad litr różnicy w spalaniu. Mimo to przy prędkości 110 udało mi się osiągnąć deklarowane przez Chevroleta 5,7l/100km. Jazda miejska to inna bajka – spalanie 10l/100km to optymistyczny scenariusz.

Zakładając, że kupujemy taki samochód do jazdy na dłuższych dystansach, odwdzięczy się tym, co ma najlepsze. Zawieszenie komfortowo tłumi nierówności, a przy tym prowadzi się pewnie nawet przy wyższych prędkościach. Przy delikatnym traktowaniu gazu mamy szansę osiągnąć rozsądne jak na taki rozmiar samochodu spalanie, a wyciszenie wnętrza wycisza nawet pasażerów trzeciego rzędu. „Automat”, mimo swoich wad, idealnie wpisuje się w klimat Orlando, upodabniając go do amerykańskich kuzynów z segmentu. Kolejna ogromna zaleta? Cena – startuje od 59 990 zł za przywoicie wyposażony egzemplarz. To 15 tys. taniej niż porównywalny VW Touran czy 10 tys. mniej niż Ford Grand C-Max. Przez stosunek jakości do ceny Chevrolet stał się mocnym graczem w segmencie.

Jaki jest więc Chevrolet Orlando? Nie spodziewajcie się emocji czy ogromnej radości z jazdy. Jest bardzo poprawnie wykonanym autem o ogromnym wręcz współczynniku praktyczności. Nie jest to samochód dla mnie, jednak kupiłby go na pewno mój tata, który ceni sobie funkcjonalność. Co bym za to zrobił Chevy’m z ogromną przyjemnością? Spakowałbym walizki i narty, i wyruszył nim w 4000 km podróż w Alpy. Ani przez chwilę nie czułbym się rozczarowany. Poważnie, w tym momencie nie mogę sobie wyobrazić lepszego samochodu w tym celu, za takie pieniądze.

Mariusz Dunda

Mocne strony:
– stosunek jakości do ceny
– przestronność
– dobre własności jezdne
– funkcjonalny trzeci rząd siedzeń
– zadowalająca elastyczność w przypadku najmocniejszego silnika

Słabe strony:
– automatyczna skrzynia pozostawia wiele do życzenia
– wysoka podłoga bagażnika
– brak podłokietnika pasażera
– brak przycisku otwierania bagażnika na pilocie

Dane Techniczne:
Napęd:
Rodzaj silnika: wysokoprężny, R4
Pojemność: 1998 cm3
Oś napędzana: przednia
Moc maksymalna: 163 KM
Maks. moment obr.: 360 Nm
Skrzynia biegów: 6-biegowa, automatyczna
Nadwozie
Długość / Szerokość / Wysokość: 4652/1836/1652 mm
Pojemność bagażnika w litrach: 90/454/852
Masa własna: 1659 kg
Rozstaw osi: 2760 mm
Dane eksploatacyjne producenta (test)
Przyspieszenia od 0 do 100 km/h: 11 s
Prędkość maksymalna: 195 km/h
Zużycie paliwa – trasa: 5,7l/100km (5,7 – 7,2)
Zużycie paliwa – miasto: 9,3l/100km (10,2)
Zużycie paliwa – cykl mieszany: 7,0l/100km (8,4)
Pojemność zbiornika paliwa: 64 litry
Emisja CO2 [g/km]: 186

Cena podstawowa wersji LS – 59 990 zł
Cena testowanego egzemplarza – 99 927 zł

  • michał

    Przeczytałem cały test, obejrzałem wszystkie zdjęcia i nie mogę znaleźć czegoś co na prawdę by mi nie pasowało. To jest tak poprawny, a przez to dobry samochód, że aż jestem w szoku. Co prawda nie wiem jak na innych, ale na mnie nie wywołuje żadnych skrajnych emocji. A co więcej, jak tak dłużej się przyglądam to nawet mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest w całości konsekwentnie zaprojektowany i ładny. Brawo dla Chevroleta.

  • flisak

    Porządnie wygląda na zdjęciach. Co z blachami na polskich zasolonych drogach…

  • Jedyne co razi mnie w oczy przy tym samochodzie to ten ogromny znaczek czevroleta nad grilem. Jak dla mnie wygląda to dość nieestetycznie. Poza tym cała reszta jest ok, uważam, że to dobra propozycja na polskie warunki.

  • Mariusz Dunda

    flisak – Chevrolet daje 6-cio letnią gwarancję na perforację, więc nie jest źle 🙂

  • addam44

    Autor sie troche myli.
    Bo Vw Touran z 1.2tsi i ledwo 105km koszt.79tys zl czyli 33% wiecej.
    Chevrolet to b.korzystna oferta.

  • Mariusz Dunda

    15 tys to 25%, więc już tak niewiele się myli, biorąc pod uwagę upusty ma koniec roku 🙂 Co nie zmienia faktu, że to dobre auto za dobrą cenę.

  • addam44

    Mariusz D.>>>>>>>>Liczylem od ceny 79tys-tyle koszt.Touran czyli to jednak 33%:)

  • michał

    Nie ma co za bardzo patrzeć na ceny podstawowe. W teście napisane jest, że ten egzemplarz kosztuje 99 927 zł. Skonfigurowałem Tourana do takiego wyposażenia z silnikiem 2.0 TDI 170 KM i wyszło 132 180zł. Wiadomo, jakość i prestiż VW jest zdecydowanie wyższa, ale czy aż tyle warta…

  • Patryk

    Przy bliższym kontakcie z tym autem aż trudno uwierzyć, że kosztuje tak relatywnie niewiele. Nawet nie poruszając kwestii ceny i jej relacji do jakości, to bardzo przyzwoity, porządnie zrobiony samochód. Warto przyglądać się produktowym poczynaniom Chevrolet’a – konkurencja pilnuje frontu a on po cichu wchodzi jej do domu tylnymi drzwiami!!!

  • ert

    Jaki tam jest prestiz aut VAGina 🙂

  • No i git …wygodnie i do celu